film, może dlatego, że nie do końca wiedziałam o co w nim chodzi, ale jak już zauważyłam to filmy z Azji mają swój specyficzny klimat i to mi się w nich podoba
to chyba mój mózg był za mało rozwinięty jak oglądałam ten film ;)
może oglądając go teraz więcej bym zrozumiała :-D
Zgadzam się z tym, że faktycznie jest wiele takich azjatyckich filmów, gdzie nie do końca wiadomo o co chodzi i na końcu też się nic nie wyjaśnia ;) jednak w tym filmie tego nie ma, uważam, że wszystko jest zupełnie jasne. Główna bohaterka jest żoną i matką, także jakby mogło się wydawać, żyje "jak pan Bóg przykazał" jednak ma za sobą lesbijski romans z czasów nastoletnich i przypomina jej się ta cała historia, gdy spotyka kobietę, która jej się podoba. Wtedy znów "budzi się" w niej lesbijka i wspomina tamtą miłość, zwłaszcza, że cały czas ma wrażenie, że to przez nią jej dawna miłość została zakonnicą.
Film jest tak skonstruowany, że teraźniejszość ciągle miesza się ze scenami z przeszłości, może to cię zmyliło. Ale nie ma tu żadnych ukrytych czy metaforycznych treści, tak aby można je było różnie interpretować. To dramat, taki "zwykły film o zwykłym życiu", a nie jakaś zakręcona intryga w filmie kryminalnym ;)
no jest jeszcze kontekst polityczno-społeczno-kulturalny, ale nie wpływa znacząco na fabułę..
"Nun" - to byłaby zakonnica, gdyby film był europejski i nawiązywał do tradycji chrześcijańskiej, ale w tym kontekście oznacza tłumaczenie alternatywne - czyli: "mniszkę" (a ściślej prawdopodobnie taoistyczną??? lub buddyjską). :)
Nie wiem czy autorce tego wpisu chodziło o to, ze nie zrozumiała akcji (która, w gruncie rzeczy jest dość prosta i czytelnie zarysowana) czy o fakt, że to jest taki gatunek kina.
Dramaty na ogół opowiadają jakąś prostą historię, przedstawiając ją w sposób naturalny i częstokroć niesprzyjający głównym bohaterom. W tym przypadku mamy do czynienia z dramatem obyczajowym, zaliczanym do nurtu tzw. "Okruchów życia" - czyli filmu, który przez całą swoją akcję przedstawia relację (rzadziej epizody) z cudzego życia, proste scenki, uśmiechy, grzeczności, kłopoty, rozterki.
Celem takich filmów nie jest prowadzenie jakiejś frapującej narracji (owo zafrapowanie wynika tu raczej z tego, że obchodzi nas życie i problemy bohaterów lub nie) czy rozwiązywanie wątków fabularnych (a nawet jeśli, to stanowi to margines tego typu produkcji). Nadrzędnym celem było ukazanie rozterek moralnych głównych bohaterek i męża jednej z nich. Chodzi tu bardziej o refleksyjne uczestnictwo i klimat, niż konkretny punkt w fabule, do którego się dąży.
Podobny motyw przejawia się w wielu filmach o lesbijkach, np. Love My Life, Córka Botanika, Saving Face, Życie Adeli, itp.