Po raz kolejny udało im się udowodnić, że każdy film można spier****ć !!! Przestaję się dziwić, że w Polsce tak mało się kręci: po prostu młody, zdolny reżyser jest już na wstępie przerażony, że jeśli uda się jego filmowi odnieść sukces, dorwie go Hollyshit (sorry: Hollywood) i przedstawi swoją, lepszą wersję. W tym filmie udało się zepsuć wszystko: muzyka (pierdułowate pioseneczki w stylu Beonce), humor (kogo rozśmieszył gapowaty policjant, ten ma chyba I.Q. Busha), intryga (w calym N.Y. opony do beemki można kupić tylko w śmierdzącym garażu i wiele innych bzdur). Nie będę się bardziej rozpisywać, bo mój durny post pomału staje się ciekawszy niż sam film ;) i jeszcze niechcący zachęcę kogoś do obejrzenia tego gniota. Omijajcie go z daleka !!! a jeśli już zobaczycie, to jakby co: ja ostrzegałem !!!