Widać, że sukces "Dr'a No" przysłużył się kinu szpiegowskiemu. Drugi film o przygodach Huberta Bonisseur musiał mieć większy budżet, niż "OSS 117 n'est pas mort", za kamerą stanął lepszy, bardziej doświadczony reżyser, obsada też wypada lepiej. Sama historia zaś przysłowiowych czterech liter nie urywa. Jest standardowa i w porównaniu do jakiegokolwiek "odcinka" Bonda - zwyczajnie skromna. Zaczyna się od łopatologicznego wstępu o równowadze sił na świecie, którą to zapewniają nam łodzie podwodne. Nasz bohater ma za zadanie rozprawić się ze średnio sprecyzowaną grupą przestępczą, która w jaskini na Korsyce pracuje nad detektorem tych łodzi.
Całość ładnie nakręcono, nieźle zagrano i ogólnie fajnie się to ogląda, ale fabularnie nie wznosi się to nad standardy tego typu kina nawet na chwilę.