Świetna historia + czołówka Hollywood + niemały budżet = nuda, zbitek scen luźno powiązanych ze
sobą, przedstawienie wojny jako przejażdżki po Francji. I jako wisienka na torcie Cate Blanchett,
która zaliczyła najsłabszą rolę w karierze.
Szkoda, to mógłby być hit.
Dziesiątki takich filmów było o przejażdżce po skarby po okupowanej Europie i gawiedź się przeważnie zachwycała. To co jest z tym filmem nie tak?
byłam , widziałam, szału nie ma , a szkoda bo obsada b.dobra.
przyznam ,ze jak usłyszałam o tym filmie o jego fabule to nie wiem czemu ale pierwsza myśl jaka mi przyszła to ,,ZŁOTO DEZERTERÓW po hollywoodzku ;)
szkoda,że zwiastuny to najciekawsze fragmenty tego filmu.
Faktycznie mógł być o wiele lepszy a zawiodło wszystko.Przede wszystkim był nudny,przegadany i mało "wojenny".Jak sobie przypomniałem po wyjściu z kina Złoto dla zuchwałych to ogarnęła mnie nostalgia za dobrymi filmami i sobie go obejrzałem w domu.
ZGADZAM SIĘ. JA TEŻ BYŁAM,WIDZIAŁAM,SZAŁU NIE MA..NAWET ZASNĘŁAM NA KILKA MINUT. KUPILIŚMY SOBIE TANIE BILETY Z MANCH DO WARSZAWY NA JEDEN DZIEŃ. CHCIELIŚMY PÓJŚĆ DO KINA .A TU DUPA BLADA. A OBSADA,RZECZYWIŚCIE DOBRA. TO MNIE ZMYLIŁO. A NAJGORSZE 21 MIN. REKLAM PRZED FILMEM,MYŚLAŁAM ,ŻE MNIE SZLAG TRAFI.
Warto wspomnieć jeszcze o sondtracku - jeden kawałek (jeśli jest więcej, to raczej ciężko je uchwycić) puszczany na okrągło przez cały film.
Zgadzam się w 100%. Ten film nie był ani śmieszny ani ciekawy. Muzyka jak z filmu familijnego, nie mówiąc już o "konstrukcji" postaci. Moim zdaniem zawinił tu głównie scenariusz.
dokładnie, temat fajny, aktorzy również i nagle w środku filmu nie wiadomo czemu wszystko się rozlazło. Coś poszło nie tak i dziwię się, że Clonney tego nie podreperował tylko w to brnął dalej. szkoda
6-7 to i tak dużo. Oprócz oczywistej płaszczyzny oceny filmu jaką są elementy łatwe do określenia np: brak fabuły dochodzi aspekt emocjonalny. Złość jaka towarzyszy po wyjściu z kina po zmarnowaniu czasu na coś co mogło być świetne.
Cytując rapera Łonę: "Dziadku, ja wy mogliście wszystko tak spi*dolić?"
Nie byłem w kinie od 1996 roku. Wtedy byłem na "Mortal Kombat". Film ten oceniłem na 7/10, bo miał ciekawą fabułę i każdy
z aktorów grał, w zasadzie walczył jak mógł najlepiej. W "Obrońcach skarbów" tylko jednym górują nad filmem przed 18 lat a mianowicie efektami dźwięku przestrzennego.
Bardziej nie mogłabym się zgodzić. Fajna historia, fajna obsada, ale efekt słaby. Utożsamienie z bohaterami - zerowe, przez co wszystkie "wielkie" przemowy w filmie były po prostu płytkie i, że tak to ujmę "bezwartościowe", bez wyrazu i bez klimatu. Nawet ważne momenty w filmie w tym finał (nie chcę zdradzać zarysów fabuły) nie poruszyły mnie wcale.
Film ma jednak parę zabawnych momentów. Tak wiec ode mnie 6/10.
No i te dłużyzny i wyciskacze łez... Myślałam że jajo zniosę na scenie, kiedy ktoś umiera w lazarecie i młody Niemiec ściska go za rękę, a w międzyczasie kąpie się Murray i w tle leci kolęda śpiewana przez jego córkę bodaj. Więcej wzruszających akcentów już w tej sekwencji dodać nie mogli. Brakowało tylko marznącego gdzieś w kącie szczeniaczka.