zakończenie

czy dobrze rozumiem zakończenie? 95% fabuły, aż do ostatnich 5 minut toczy się po śmierci głównego bohatera. I odkrycie Redforda było prawdziwe, ludzie rzeczywiście po śmierci trafiali do innego świata w którym próbowali naprawić największy błąd jaki popełnili w życiu. Zapętlone aż im się udało. Potem trafiali jeszcze gdzie indziej tylko nie wiadomo gdzie? (tam gdzie Segal ratuje dziecko Mary) Ale to w takim razie jak pod koniec filmu Redford i Plemmons próbują uratować Segala to czy to się rzeczywiście dzieje czy tylko w jego głowie? Przecież on już dawno zmarł i ponoć ta sekwencja w której spotyka Marę dzieje się w kółko. Więc czemu słyszy głosy ojca, który próbuje go uratować?

12
  • Po prostu jeden wielki bełkot to odnośnie filmu oczywiście a nie Twojej wypowiedzi.

  • Głos ojca to jest głos z drugiego poziomu, czyli tego fotela, oni go tam"reanimują" Nawet ta Blondynka mu to tłumaczy,że jest żywy w dwóch światach, gdy on jej mówi, ze słyszy ojca.

    • Ja to zrozumiałem tak: bohaterka tłumaczyła mu, że za 1 razem tylko usłyszał informację o utonieciu dziewczyny i się tym nie przejął ale potem go to ruszyło i użył Maszyny by ją uratować, a śmierć głównego bohatera nastąpiła właśnie w Maszynie ( nie zdołali go reanimować) . Czyli bohater dociera na wyspę, wchodzi do maszyny, wydaje mu się, że ją ratuje po czym ona ginie od postrzału, bohater zaczyna od początku tzn. na promie, bohaterka tłumaczy, że nie może jej uratować, a on sam zmarł i trafi teraz w jakieś inne miejsce, jak się okazuje by uratować jej syna. Wszystko to dzieje się tylko w powiedzmy..innych światach, nie mając wpływu na rzeczywistość.

  • Tak naprawdę, to ten film pozostawia zbyt dużą swobodę co do jego interpretacji (i nie czyni go tym samym filmem ambitnym, w tym przypadku jest to słabość).
    Film można też odczytać tak: żyjemy w symulacji i w momencie naszej śmierci następuje jej restart który z takich czy innych powodów umieszcza nas w świecie z mniejszymi bądź większymi zmianami, z częściowym zachowaniem pamięci lub jej wyzerowaniem. A gdybym z kolei miał analizować film wprost, to obrazy pokazywane przez maszynę są niczym innym, jak fantazjami (mieszanina rzeczywistości i fikcji) kreowanymi przez umierający mózg. Kiedyś gdzieś czytałem, że podczas śmierci mózg wydziela jakiś narkotyk, co pozwala umierać w spokoju (w przypadku tego trupa na którym eksperymentowali, mózg został pobudzony elektrycznie, co pozwoliło mu w tym czasie działać).Oczywiście nie wyklucza to twojej interpretacji i miliona innych miksów.

  • Jak dla mnie jedno jest niepojęte – skoro cały świat uważa, że istnieje życie pozagrobowe i Thomas niejako „udowodnił” i przedstawił publicznie dowody (co powoduje ogólnoświatową falę samobójstw), to… w jakim celu przeprowadza dalsze badania mające na celu „udowodnienie istnienia życia pozagrobowego”? Czyż nie dokonał już tego ‘przełomowego’ odkrycia?! Od tego zaczyna się film.

    To błąd logiczny i o ile czegoś nie pominąłem kompletnie cała fabuła nie ma sensu.

    Większy sens miałoby to odkrycie po śmierci jego syna, jednak nic na to nie wskazuje. Odkrycie życia po śmierci jest punktem wyjściowym filmu.

  • Obejrzałem prawie godzinę temu i do teraz próbuję to logicznie poukładać. Jako że ten cały temat jest spoilerowy to napiszę: od razu po ostatniej scenie zastanowiłem się, czy Will = Oliver, a wszystko co wydarzyło się po uratowaniu dziecka było tym minutowym przebłyskiem z chwili gdy tonął? A może to nadrzędne i podrzędne wymiary / warstwy, niczym w Incepcji? Jeśli William umarł jako dorosły człowiek i cofał się w innych wymiarach, to zaznał spokoju dopiero ratując samego siebie od utonięcia w wieku pięciu lat? Czy Isla kiedykolwiek istniała, szczególnie że Isla brzmi jak "wyspa", czyli miejsce w którym ojciec prowadził eksperymenty? Czy może ja to nadinterpretuję? Jestem zmęczony i wypiłem w trakcie seansu dwa piwa, więc może coś mi umyka. ;)

    • teraz to mi dosłownie mózg roz*ebałeś, interpretacja tyleż szalona ile genialna szczerze mówiąc :D ale jak ktoś też celnie wyżej wspomniał film dalej całkowitą wolność interpretacji, ale fakt faktem, że to nie do końca jest plus. Tym bardziej ubodło mnie to jaki dysonans jest w tym filmie. Większośc filmu to jakaś tam nienajlepiej prowadzona narracja z w miarę ciekawym pomysłem ale generalnie bez większego polotu aż nagle (i słowo nagle jest tutaj kluczem) na końcu wszyscy odwraca się i końcowe kilka minut ociera się o geniusz. Cięzej było mi przez to ocenić, ale koniec końców film to całość, więc niestety "tylko" 6. Szkoda, bo jakoś inaczej można było rozpisać ten wstęp trwający de facto ponad 90% filmu, a mocniej skupić się moim zdaniem na tym podróżowaniu pomiędzy wymiarami i życiami. Wydaje mi się to znacznie bardziej fascynujące niż opowieść, że jest życie po śmierci, bo to już nihil novi ;)

    • Okazuje sie iz film to niezla zagadka, palna symboliki (kluczy by ja rozszyfrowac). Ciekawie wylapales czy przypadkiem nie ratuje on sam siebie. Mi sie wydaje ze moze ratowac swoje dziecko. Trzeba pamietac ze te akcje po smierci nie sa powiazane z osobami obcymi. Facet poszedl odwiedzic umierajacego ojca w szpitalu. Ojciec Willa zatrzymal zone przed popelnieniem samobojstwa a Will... musial ratowac kogos sobie bliskiego. Najpierw zone... a pozniej dziecko.

      Gdy plyna promem na poczatku filmu, laska mowi ze ludzie maja nadane imiona i do 3 roku zycia, wygladaja na osobe ktorej imie zostalo nadane... jak koncza 4 lata to albo to imie akceptuja, albo.... (milczy i robi mine co mozna interpretowac ze umieraja) gdy ocenia imie Willa mowi ze jeszcze nie sie po czym patrzy w strone zagara z samobojstwami na ktorym jest obrazek kobiety trzymajacej w objeciach swoje dziecko... wskazowka

      Nastepnie Will opowiada iz majac 5 lat mial wypadek i przez minute byl niezywy. Po reanimacji opowiedzial ze przeniosl sie na pusta plaze a tam bylo jakies dziecko (moze jego brat) i ze czul sie bezradny.... to jest tez wazna wskazowka.

      Na koncu filmu gdy podpina sie do maszyny i umiera Ila na promie mowi mu ze tutaj powraca... ze za pierwszym razem nie wyszedl na lad, zostal na promie, a nastepnie przeczytal w gazecie ze dziewczyna o imieniu Ila sie utopila (samobojsteo), i kontynuowal swoje zycie ale mysl ze mogl cos z tym zrobic nie dawala mu spokoju, ciagle o tym myslal, az pewnego dnia, poprostu umarl jak kazdy inny.... i zaczol wracac na ten prom aby ja uratowac...

      W tle slyszy glosy ojca ktory chce go wybudzic bo obecnie istnieje w obu swiatsch na raz... po czym Ila mowi iz musi umrzec sam, tak aby nikt nie mogl go wybudzic, i on pyta czy tu wroci na co ona odpowiada ze nie, ze on ja juz uratowal, jest wiele sposobow aby uratowac kogos.

      I w ostatniej scenie przenosi sie na pusta plaze gdzie jest male dziecko (tak samo jak podczas wypadku ktory mial w wieku 5 lat) tym razem nie jest juz bezradny i ratuje to dziecko... ktore okazuje sie dzieckiem Ili...

      Po czym staje... odwraca sie i robi mine ... co tu sie wlasnie stalo... hejjjjj.

      No i jedna z interpretacji... jako ze umarli w zaswiatach byli powiazani z osobami sobie najblizszymi... to Will i Ila sa para, maja dziecko, gdy ona jest z nim na plazy dzieciak sie topi... razem plyna odwiedzic jego ojca w pozniejszym czasie, na co on stwierdza ze "jednak zmienil zdanie" nastepnie dowiaduje sie iz ona popelnila ssmobojstwo... on zyje dalej. Gdy w koncu umiera... stara sie zapobiedz samobojstwu swojej zony (jak jego ojciec, wskazowka i symbolika) jak mu sie to udaje, to wraca aby uratowac dziecko...

      Mozna zapytac dlaczego jak mial 5 lat w zaswiatach ratowal dziecko ktorego jeszcze nie mial. Moze to taka informacja ze zycie jest zaplanowane. A moze to on utopil tego dzieciaka jak mial 4 lata przez co jego matka popelnila samobojstwo i po jego smierci wracal do tego aby to naprawic...

      Ktos jeszcze wylapal jakas symbolike ktora rozwiklala by sprawe do konca ?

      • Brzmi nieźle

      • Wszystko się lux zgadza ale dlaczego Will w swoich kolejnych podejściach nikogo nie rozpoznaje chociaż Pat i jego ojciec rozpoznawali bliskich.

        • Ale sobie przypomnialem o filmie teraz...

          "Podobno" scenariusz zostal tak napisany aby pozostawic widzowi - wolna interpretacje.
          Troszke to moim zdaniem zalatuje amatorszczyzna. Bo co innego stworzyc ciekawy plot, niemal ze labirynt aby widz mial okazje pomyslec, wylapac wszelkie wskazowki i dojsc do podwalin opowiesci.

          A co innego napisac scenariusz ktory stawie wiele znakow zapytania ktore nie lacza sie w logiczna calosc a jedynie tworza efekt WOW, tam sie cos dzialo... poza glowna fabula... i tyle.
          Sztuczne tworzenia zamieszania... dlatego odemnie jedynie 6/10 gdyby byla tam solidna logiczna historia, ukryta gdzies na dnie. Bylo by solidne 7 a moze i 8.

          Ale nawet dziesiaj, niemal rok po ogladnieciu filmu. Wydaje mi sie iz wiele wskazowek wskazuje na to iz Will, Isla i Dzieciak - sa powiazani. Jak wspomnialem ze to mzoe byc jego zona (partnerka) / a mzoe to jest maly ON a Isla to jego matka (nawiazujac do sceny gdy sie topil jako dziecko - wiec ratowal sam siebie, a matka popelnila samobojstwo bo stracila dziecko)

          Szkoda ze taki byl zamiar scenarzystow... aby kazdy sobie zbudowal wlasna interpretacje.

          dzieki za przypomnienie o filmie
          pozdrawiam

      • Ja to rozumiem tak, że Will od początku filmu jest martwy i znajduje się w pętli, ciągle starając się uratować Islę. W trakcie filmu dowiadujemy się, że po śmierci człowiek trafia do zapętlonego wspomnienia, w którym stara się naprawić to, czego najbardziej żałuje, a każda pętla nieco się różni. Will najbardziej żałował tego, że nie udało mu się uratować ukochanej. W ostatnich momentach filmu cofa się znowu na prom, gdzie Isla tłumaczy mu, że można uratować kogoś na wiele sposobów. W tym momencie Will pojmuje, że aby uratować Ilsę nie wystarczy zapobiec jej postrzeleniu, ale musi naprawić coś, co złamało jej życie i doprowadziło do reszty wydarzeń. Tym czymś jest śmierć jej syna. Gdyby synek Isli nie utonął ona nigdy nie chciałaby się zabić, nigdy nie trafiłaby do posiadłości Harbora, nigdy nie zostałaby zastrzelona. Dzięki uświadomieniu sobie tych rzeczy Will trafia do jeszcze innego wymiaru (plane od existance) - momentu utonięcia synka Isli. Ratując go ratuje także Islę. Wg mnie o to chodzi w końcówce filmu- aby naprawić swój największy błąd i dopiero kiedy się go naprawi można zaznać spokoju i wyjść z pętli.

        • Czesc, no wlasnie sek w tym ze ten film mozna interprtowac wedle wlasnych upodoban, wiec niemal wszystko bedzie tutaj pasowalo. Mi osobiscie wydaje sie iz kilka wskazowek jest istotnych, tylko niebardzo udalo mi sie je polaczyc ze soba. A mianowicie - ilosc samobojstw wyswetlana na statku, Zdanie ktore wypowiada Ila o tym iz dzieci akceptuaj nadane imie albo "sugeruje ze umieraja" oraz sen Willa jak jest maly i sie topi.

          Swoja droga Ila musiala byc jakas bliska osoba dla Willa bo wszystkie osoby "po smierci" mialy kontakt z najblizszymi, nie z obcymi z metra.

          Ale rownie dobrze caly film moze sie dziac w glowie willa i jest rozciagnietym procesem umierania, ktory dla mozgu trwa 5min... :) interpretacji mzoe byc wiele, jak juz wczesniej wspomnialem troszke szkoda.

          pozdrawiam ;)

    • Dobra interpretacja.. jestem pod wrażeniem :)

  • Takie psychologiczne Perpetuum Mobile
    Jest życie po śmierci a żeby żyć wiecznie trzeba to sobie najpierw jakoś uzasadnić

  • w razie wątpliwości, film jest bardzo dobrze wytłumaczony tutaj: https://moviepilot.com/p/netflix-the-discovery-ending-explai... :)

  • Można to pewnie interpretować na wiele sposobów. Dla mnie najbliższa prawdy jest interpretacja, że człowiek po śmierci (zwłaszcza nagłej lub samobójczej) zostaje zawieszony w wydarzeniu które wywoływało w nim największe emocje (traumę). Wpada mniej więcej w taką jak na filmie pętlę. Tworzy sobie rzeczywistości równoległe rozpamiętując wydarzenie na wiele możliwości. Nie ma znaczenia czy kogoś uratuje czy nie, czy lepiej czy gorzej uda mu się rozegrać sytuację, bo to dzieje się tylko w jego sferze emocjonalnej . Zazwyczaj bardzo przy tym cierpi. Ciała fizycznego już nie ma, ale największe katusze to właśnie cierpienie psychiczne- ciągłe rozpamiętywanie. Trwa to tak długo aż dana emocja wypali się do końca. Później taki człowiek przechodzi dalej i dalej, aby po pewnym czasie odrodzić się fizycznie znowu- w podobnych (lub w przypadku samobójców nieco gorszych) do poprzedniego życia okolicznościach. I nauka zaczyna się od nowa.
    Szanse na jakiekolwiek zmiany mamy tu i teraz (w ciele fizycznym). Jest chyba nawet tego typu kwestia w tym filmie.
    Taka to moja interpretacja. Może nie bezpośrednio wynikająca z filmu, ale dla mnie najwłaściwsza.

  • Tak, mnogość interpretacji jest duża, ale chyba najsensowniejsze wydaje się być istnienie jakichś równoległych wymiarów (żyć), które w jakimś stopniu się przenikają, a moment śmierci jest takim jakby 'przejściem' między nimi.

  • Tez jestem po seansie.
    Narazie jestem w niemalej kropce. Wiele filmow widzieliśmy gdzie większość filmu jest iluzja, na przyklad, i na koniec robi sie przewrót który w jakiś sposob to wyjaśnia lub jeszcze bardziej mąci ( przykładowo Drabina Jakubowa ;) ).
    Tutaj tak jak wiele osob już dostrzeglo sprawa jest trudniejsza i można jako widz - po seansie - utknac w labiryncie niepewności . Sens jest wtedy gdy twórca filmu wprowadza specjalnie zagmatwanie, ale ma jakas swoja wizje która my - widzowie - jesteśmy w stanie po jakims czasie i przemyśleniach odkryć, wtedy jest satysfakcja i wciaz pozostaja niuanse ( mimo poczucia ze jestesmy blisko celu ktory pokazal chcial nam tworca ) , ktore mozna spokojnie i swobodnie odkrywac po swojemu, cieszac sie ze nie błądzimy po omacku i jednak czujemy co mogl główny tworca filmu miec na mysli. Jeśli jestem niezrozumiały to chodzi mi o to - jak ktos wyzej napisal - ze takie zabawy fabula maja sens gdy byl w tym jakis cel - mimo ze bardzo trudny do odkrycia - to jednak realny dla widza i osiągalny, mozliwy.
    To co tutaj widzimy... na tym etapie, na ktorym jestem czyli po pierwszym seansie i niespodziewaniu sie takiego tematu ( co pewnie powodowalo mniejsze skupienie na początku i raczej ogladanie go rozrywkowo, do momentu w ktorym sie zorientowałem ze robi się coraz glebiej ) , nie moge jasno określić i jakos sensownie wywnioskowac jaki obraz i w jaki sposob tworca chcial mi przekazac.
    To powoduje lekkie rozdarcie i zawieszenie między dwiema drogami, i tutaj tak jak ktos pisał wyżej : albo to jest totalny chaos i kogos ponioslo, a wtedy nie uzyskamy satysfakcji i niczego sensownego nie wywnioskujemy, a interpretacja jest tak dowolna ze jest bezsensowna albo jest to tak grube, ze pierwsze ogladniecie nie ma szans aby cokolwiek widz zrozumial, ale badajac to jakis sposób mozemy odkryc i jakos to połączyć zblizajac sie do jakiegos przekazu który chcial nam pokazac twórca.
    Osobiscie watpie zeby polecieli tak nadprogramowo i az sami sie pogubili i poczestowali nas jakas bezsensowna niemozliwa do polaczenia papką , z ktorej nic nie wynika tylko bezsens a widza zostawia sie z napisem na czole : to bez sensu i nie zrozumiesz bo sie nie da.
    To byłby strzal w kolano wiec skłaniam sie ku drugiej opcji, czyli jakichś delikatnych połączeniach które na pierwszy rzut oka nie dostrzegamy.


    Im dluzej o tym myślę tym bardziej sadze, ze trzeba na spokojnie usiąść do tego po tym co teraz wiemy ( czyli po seansie ) i próbować przez pryzmat slow Isli oraz ostatnich minut filtrowac i analizowac wszystkie sceny od początku.

    Zauwazcie, ze wszystko w tym filmie jest jakby " od d€&y strony " - przepraszam za wyrazenie, ale najlepiej obrazuje.
    Jest film, akcja wszystko spoko swiat sie kreci - dowiadujemy sie jednak na koncu ze to sciema i pętla miedzy zawieszeniem w emocjach, odgrywaniem ciagle scenariuszy na nowo.
    Jest odkrycie ze jest życie po smierci, ale przez cały czas nie wiadomo o co chodzi - pokazywane sa tylko następstwa typu samobójstwa i dopiero z biegiem czasu i pod koniec właściwie jest tworzona maszyna która ma dac dowód .
    Jest facet, ktorego cos łączy z plażą, z wyspą, z tonieciem, który opowiada na poczatku ze mial wypadek a potem ratuje na koniec jakieś dziecko.
    W trakcie filmu Isli tez powiedział ze ja wiedział juz kiedys, dlatego był na tej plazy i ja zdolal uratować ( byl kiedys, ze widzial toniecie!) .
    Jest bardzo ważna rozmowa na promie, w której Isla tłumaczy mu, ze to wszystko to pętla w której ciągle krąży. Dowiadujemy sie tez ze sa male "przekazniki" , jakby pozornie niedostrzegalne, umykajace i nic nie znaczace elementy ktore " nie pasuja ". W petlach są tez takie elementy jak zmiana jakiejs decyzji, zmiana reakcji ( wzgledem sytuacji pierwotnej - ktora sie odbyla ) i to powoduje jakies następstwa.

    Nie wiem dokladnie jak zinterpretowac sceny ratunku dziecka, nieswiadomosci Isli kto uratowal dziecko, jego reakcji generalnie calej końcówki specjalnie nie kumam, ale na pierwszy ogien wysuwam wnioski, ze cały film ktory widzimy jest totalna, totalna iluzja, cos jakby wyjeta esencja z ksiazek np Dicka, i wnioskuje ze w tym filmie widzimy tylko przez chwile scene realna z życia. Prawdziwa. Wydaje mi sie ( oczywiscie to jedna z możliwości ) ze prawdziwą sceną z zycia jest plaza, spacer i uratowanie dziecka i od momentu w ktorym od zdał sobie sprawe ( moment jak spojrzał, jakby sobie cos przypomniał ) powinien trwac film, czyli totalnie w druga stronę i po tym jego spojrzeniu jesteśmy jakby juz w jego wyobraźni lub czyms co odtwarza bieg wydarzeń ktory jest jakby rozgalezieniem mozliwosci od sytuacji w ktorej uratowal to dziecko na plaży. Nie wiem czy jestem zrozumiały bo jest juz srodek nocy, a ja świeżo po filmie, ale model tego co staram sie wytłumaczyc jest taki ze w mniejszy lub większym stopniu scena z plazy jest prawdziwa, cala reszta az do poczatku filmu to jakas forma waluacji tematu, iluzji, jakby wrzucenie w podswiadomosc ktora przekopuje te pare minut na plaży + dostrzega rozgalezienia " co by moglo byc i czemu tak ", a to wszystko powinno byc jakby tyl na przod, chyba... ;p
    Sa sceny w ktorych krzyczy ktos z zewnątrz, jego ojciec ze beda go wyciagac i nie dopuści żeby stracil syna - wciaganie go w następną petle zaczynajaca sie od początku?
    Jak mógł odpiac go od maszyny skoro rzeczywistości w ktorej jest maszyna i ten caly zamek to też iluzja czyli kolejna plaszczyzna z zapetleniem głównego bohatera(?).
    Jest też mnostwo scen i slow - kluczy które nijak sie maja do obrazu ktory oglądamy i pasuja ale jakby do innego scenariusza czyli np ten murzyn ktory nagrywa slownie obserwacje, daje do podpisania dokumenty i tlumaczy o zarowce.
    Mysle ze potrzeba tu jeszcze pare razy przysiasc i oglądnac bedac otwartym na wszystko szczerze mowiac, bo nie wydaje mi sie zeby tworcy tego filmu zrobili jakis nieogarniety bigos, cos chcieli tu przekazac i dali ciezkie zadanie nam - widzom.
    Mozliwosci jednak jest tyle, ze ja juz pomyślałem przez chwile, ze to jest cos na miarę matrixa jedynki albo czerpiace z tego jakis element.
    Właściwie to można tu wsadzic wiele filmow, poczawszy od matrixa, mr nobody czy stay i incepcji.
    Podobal mi sie, nawet bardzo, klimat jest świetny, lubie glowna aktorke a i reszta aktorow mi nie obca, sceny nie nadęte, nie przyspieszone sztucznie, wszystko mi sie podobalo ii sadze ze jest kozak trzeba porozkminiac ;)
    Zachecam dalej do dalszych rozwazan chętnie poczytam i pewnie nie tylko ja hihi. Pozdro i film wysoko ;))

  • Ja rozumiem to w taki sposób, Will umiera i trafiamy do jego alternatywnej rzeczywistości, czyli tej w której mogą naprawić swoje błędy, wszystko zaczyna się na promie, gdzie poznaje Isle, żałował tego że nie zainteresował się nią bardziej i jej nie uratował, więc zrobił to po śmierci, jednak nadal coś było nie tak, albo nie wyszło i nie wiedział co z nią będzie (siedzenie na promie), albo została zastrzelona i sekwencje zaczynały się od nowa. Wyjściem z tej sytuacji i uratowanie ukochanej było możliwe kiedy zapobiegnie jej tragedii, czyli uratuje jej dziecko, co za tym idzie, ona nie będzie chciała popełnić samobójstwa i nigdy nie dotrze na wyspę. Prawdopodobnie nigdy jej nie pozna i nie będą żyli długo i szczęśliwie w alternatywnej rzeczywistości, ale ją pamiętał i zrozumiał że ją uratował co dało mu spokój.

    Głosy były na innych poziomach, końcówka filmu jest wielopoziomowa, jak w incepcji.

    Co do wniosków że tym dzieckiem jest on sam, to chyba są inne plaże z tego co zauważyłem. Jak jej pokazywał plaże na której miał wypadek to był parking na którym się zatrzymali, a tam gdzie uratował jej dziecko były wydmy i prawdopodobnie domki za wydmami.

  • no ten film jest troche popieprzony i bezsensowny

Zgłoś nadużycie

Opisz, dlaczego uważasz, że ten wpis nie jest zgodny z regulaminem serwisu: