Islandzki kryminał-thriller - brzmiało nieźle, bo poznałem już urok filmów z Islandii. A tu niestety NIEMIŁA NIESPODZIANKA!!! Ciągnie się jak flaki z olejem, żaden z tego filmu kryminał, ani thriller - raczej wyjątkowo ciężki film psychologiczny i do tego...bez zakończenia... Po co było czas tracić?
To jest dokładnie taki film, jaki kojarzy się ze skandynawskimi thrillerami: zimno, szaro, depresyjnie i wszyscy wyglądają, jakby od tygodnia nie spali. Klimat Islandii robi tutaj naprawdę sporą robotę, bo cały film jest ciężki i ponury praktycznie od pierwszej sceny.
Historia dotyczy zaginięcia dwóch dziewczynek i...
jak na taką nędzną pogodę za oknem, to całkiem przyzwoity. Szału nie ma, początek intrygujący, kolejne tropy prowadzonego śledztwa krok po kroku przybliżają rozwiązanie sprawy do końca. W sumie w finale nie mamy pewności kto zabił dziewczynki, ale jest duże prawdopodobieństwo, że ten który został skazany, tego nie...