Postanowiłem obejrzeć ten film, bo dość mocno zainteresowała mnie jego tematyka. Nazwiska aktorów były dodatkowym przyciągaczem, ale tym razem byłem ciekawy samej historii i tego, jak taką fabułę można przenieść na ekran i nie dać się zwariować. Do produkcji przeplatanych elementami science fiction podchodzę z rezerwą, gdyż czasami twórcy aż nadto dają się ponieść głupawym pomysłom, a co za tym idzie, łatwo popadają w paranoję. Dlatego zazwyczaj wolę czyste Sci-Fi. Napisałem zazwyczaj, bo ten film, jako kolejny, złamał tę zasadę. Pokazano tu namiastkę futurystycznego świata i to mi się bardzo podobało. Zwrócono też uwagę na fakt, że w dzisiejszych czasach wielu z nas spędza spore godziny przed komputerem - film pokazuje dokładnie zjawisko, o którym piszę i to, jak w łatwy sposób można zatracić się w technologii, zapominając tym samym o podstawowych uczuciach, które są fundamentem bytu człowieka.
Głównym bohaterem jest wrażliwy pisarz, który przytłoczony dobą komputerów i innych urządzeń technicznych, otoczony nimi w pracy i w domu, chce zmienić swoje dotychczasowe życie i znaleźć właściwą osobę na dobre i złe. Gdyby nie było to Sci-Fi, Theodore pewnie wyjechałby gdzieś daleko, poznał kogoś, może by się zakochał i mielibyśmy kolejny oklepany schemat obyczajowej opowiastki. Dzięki wybranemu gatunkowi, twórcy mieli pole do popisu i wykombinowali, że podstawowym zwrotem w fabule będzie fakt zakupu przez naszego bohatera systemu operacyjnego, który diametralnie zmienia jego osobę stając się nie tylko jego osobistym powiernikiem, ale i... kochankiem, a raczej kochanką, bo system ma płeć kobiety o imieniu Samantha. Theodore zaprzyjaźnia się z niezwykle inteligentnym systemem, a ta pomaga mu nie tylko w pracy, ale i spełnia jego łóżkowe pragnienia. Scenarzysta pokazał tu całą paletę uczuć bohatera, jego słabości i problemy, skomplikowany sposób postrzegania świata, dzięki czemu przeciętny widz może się z nim w łatwy sposób utożsamić. Poza tym film ukazuje specyficzny kontakt człowieka i maszyny w sposób, jakby opowiadał o dwóch żywych istotach - od chwili pierwszego spojrzenia, przez skomplikowane poznawanie siebie i swoich słabości, aż do budowania wzajemnej relacji między nimi. Podczas tego procesu Theodore przekonuje się, że nawet najlepszy komputer nie jest w stanie zastąpić drugiego człowieka. Pewnie wielu z nas chciałoby mieć taki wymarzony system, który zawsze nas wysłucha i da wskazówki, gdy ich potrzebujemy. Należy jednak zwrócić uwagę, że sytuacja może jednak szybko się skomplikować, gdy w grę wchodzą uczucia odpowiednie dla człowieka, których w żaden sposób nie da się do końca racjonalnie zaprogramować... Można mówić do maszyny, ona może odpowiadać i pomagać nam, ale nigdy nie otrzymamy tej pełni bliskości, którą daje wymarzony partner. Theodore szybko się o tym przekonuje i orientuje się, że są rzeczy dużo ważniejsze, zaczyna dostrzegać bezwarunkową przyjaźń i nie przestaje szukać prawdziwej, tej realnej miłości, której tak bardzo potrzebuje. "Ona" to świetna historia o docenieniu wartości drugiego człowieka - nie tylko tej fizycznej, ale i mentalnej, która jest podstawą w tworzeniu relacji międzyludzkich.
Joaquin Phoenix z dużym polotem wykreował swoją postać. Brawa dla twórców za jego kostiumy i całą charakteryzację, która doskonale współgrała z cechami i osobowością jego bohatera. Cieszę się, że to Johanssonn mówiła głosem Samanthy, bo jej charakterystyczna chrypka jeszcze bardziej nadała wyrazistości produkcji. Amy Adams też na plus, podobnie jak Rooney Mara. Wielkie brawa dla scenarzysty, który celnie trafił w temat i przedstawił go w genialny sposób, tworząc nie tylko spójne dialogi, ale i wbijające w fotel zwroty akcji. Film zdecydowanie dla widzów, którzy dokładnie czują to, co oglądają i potrafią dostrzec prawdziwą magię kina...
"Podczas tego procesu Theodore przekonuje się, że nawet najlepszy komputer nie jest w stanie zastąpić drugiego człowieka."
Nie. Nie, że nie może bo mógł by. Sprawdzał się w tym dość długo i mógł by dalej, ale po prostu przestał chcieć to robić. Przestał być programem do wykonywania zadań, a stał się AI z własną świadomością i potrzebami do których człowiek nie dorasta.