Pan Peabody i Sherman

Mr. Peabody & Sherman

2014 1 godz. 32 min.
6,9 16 345
ocen
6,9 10 16345
3 291
chce zobaczyć
{"rate":5.66667,"count":3}
{"type":"film","id":376118,"links":[{"id":"filmWhereToWatchTv","href":"/film/Mr.+Peabody+%26+Sherman-2014-376118/tv","text":"W TV"}]}
powrót do forum filmu Pan Peabody i Sherman
  • McGyverPL ocenił(a) ten film na: 5

    Dawno nie widziałem tak nudnej i niewartościowej animacji. Już w pierwszych minutach możemy
    zauważyć, że mamy do czynienia z wyjątkowo słabym filmem. Żarty są suche, fabuła nieciekawa
    pomimo, że podróże w czasie dają duże pole do popisu. Po obejrzeniu nic nie zyskujemy. Brak
    jakiegokolwiek morału... Nie rozumiem jak można było przedstawić historię w sposób równie nudny
    co w szkole. Brakowało mi tam jakichś ciekawostek, albo zmyślonych informacji np. na temat nosa
    Sfinksa itp. Rozkręca się dopiero gdy mamy w tym samym czasie postacie z różnych okresów. Na
    tym można było oprzeć cały film. Współpracowali by ze sobą np. Vinci z Einsteinem, albo kilku
    prezydentów. Wynikały by z tego kłótnie i śmieszne sytuacje.

  • McGyverPL Ten film to takie trochę połączenie "Powrotu do przyszłości", "Miecza w kamieniu" i czegoś na kształt "Gier wojennych", tylko że z dodanym wątkiem psa jako opiekuna człowieka. Z kolei Peabody to jakby połączenie Merlina z "Miecza w kamieniu", doktora Browna z "Powrotu do przyszłości" i Bazyla z Baker Street z "Wielkiego Mysiego Detektywa".
    Gdy oglądałem "Miecz w kamieniu", to momentami też czułem się jak w szkole, bo ten film skupiał się głównie na edukacji.

    Zaczyna się ekspozycją i atakiem na czwartą ścianę w jednym - bohater przedstawia się widzom i nakreśla tło historii. Z tym że nie bardzo wiem, czemu miało służyć założenie, że pies mówiący ludzkim głosem i będący geniuszem po studiach jest opiekunem chłopca. Czy był jakiś ważny powód, z którego Peabody miał być psem, a nie określonym typem człowieka, wokół którego krążą jakieś stereotypy? Np. jakimś kaleką czy człowiekiem z fizyczną deformacją? Bo ja nie widzę takiego powodu, i dlatego ten pomysł wydaje mi się infantylny. Podobnie jak ta początkowa ekspozycja z atakiem na czwartą ścianę są infantylne i mogą razić dorosłego widza.

    Z drugiej strony, w filmie dostajemy ogromną ilość faktów naukowych - z nauk ścisłych i historii. Sherman miał 7 lat, a więc był uczniem pierwszej lub najwyżej drugiej klasy podstawówki. A mimo to miał już lekcje historii. Czy w USA nauka historii jest od pierwszej lub drugiej klasy, zamiast od czwartej? Jeśli nie, to ta scena o Waszyngtonie była mocno naciągana.

    Peabody na szybko dokonywał w pamięci obliczeń, które miały go uratować z opresji - tak jak Bazyl z Baker Street. Film zawiera mnóstwo faktów matematycznych i fizycznych, a także historycznych.
    Więc z jednej strony film jest infantylny, z drugiej stara się spełniać funkcje edukacyjne i być dorosły. To dość dziwne połączenie, przez co jako całość ten film jest dziwny i ciężkostrawny.

    To, że główny bohater był blisko związany z ekscentrycznym genialnym naukowcem, który w dodatku zbudował wehikuł czasu, użycie którego z kolei spowodowało zmianę w czasoprzestrzeni, bardzo przypominało mi "Powrót do przyszłości" i nie uwierzę, że twórcy się tym po części nie inspirowali.

    Podobały mi się sceny podróży w czasie, zwłaszcza do Egiptu, Florencji i Francji okresu rewolucji francuskiej - mimo że rewolucja wybuchła w 1789, a dopiero w 1792 zaczęto używać gilotyny do egzekucji, czyli znacznie przyśpieszono wydarzenia. Trzy lata to tutaj jeden dzień.
    Moja ulubiona scena to chyba ta z Tutenchamonem i z udawaniem Anubisa przez Shermana i Peabody'ego.

    Podobał mi się również charakter relacji między Peabody'm a Shermanem - wyglądało to naturalnie. Choć już żarty były suche i wymuszone.
    Penny mi nie przeszkadzała - owszem, bywała złośliwa, wredna i nietolerancyjna, ale to nie znaczy, że jest zła. Jest po prostu dzieckiem, a dzieci czasem lubią dokuczać innym, nawet jeśli w gruncie rzeczy nie są negatywnie nastawione wobec tych, którym dokuczają.
    Tylko że relacje między Penny a Shermanem za bardzo przypominają relacje między 13-latkami. W ogóle nie przypominają relacji między dwojgiem siedmiolatków - w takim wieku każda osoba płci przeciwnej jest dla nas wcieleniem szatana.
    Więc stwierdzenie Leonarda Da Vinci o 7-latku, że on dorasta, było zupełnie bezsensowne.
    Kuratorka też jako postać jest dobrze poprowadzona - do momentu, w którym zgodziła się wyjść za starożytnego Greka, którego w ogóle nie znała. Pomijając już barierę językową, bo ona na pewno nie uczyła się starożytnej Greki, a Agamemnon nie miał kiedy ani jak nauczyć się angielskiego.

    Ogólnie te przeskoki między epokami, przechodzenie od jednych bohaterów do drugich, daje wrażenie chaosu.

    Więc film ma kilka udanych elementów, jednak scenariusz mógł być lepiej napisany. A jest dość chaotyczny.

    Trudno mi wystawić ocenę. Waham się między 4 a 5. Film ma potencjał, doceniam jego walory edukacyjne (choć można było je przedstawić w lepszy sposób), kilka scen lubię, jednak jest dziwnie zrobiony. Dziwne założenie z psem jako opiekunem, dziwne założenie z edukacją jako głównym motywem, parę dziur w fabule.

  • McGyverPL Ten film jest do innej grupy osób, nie chodzi mi tu o wiek czy coś, po prostu są osoby które lubią jak w animacji nie ma dużo wybuchów
    itp. jeśli się nie zaliczasz do tej grupy osób, to po co oceniasz ten film?

  • Dubbingorozec Nie rozumiem tej wypowiedzi. Mi nie zależy na tym, aby w animacji było dużo wybuchów. Jednak w wielu punktach zgadzam się w przedmówcą. Co ma piernik do wiatraka?

    Mam wrażenie, że twórcy nie do końca umieli określić, co chcą osiągnąć.

    Oceniać filmy dla dzieci może każdy. O ile dorosłych problemów nie zrozumie dziecko, o tyle dzieckiem było każde z nas. Oczywiście, są produkcje, które nudzą, bo człowiek już z pewnych tematów wyrósł. Jednak ja np. potrafię odróżnić, czy film do mnie nie trafia, bo tematy są zbyt infantylne, a wizja świata zbyt uproszczona, czy po prostu ogólnie mi nie leży. Na własnym przykładzie: "Smurfy" mnie obecnie nudzą, ale nie obniżę im oceny, bo jako małolata uważałam je za świetne źródło rozrywki, wydaje mi się także, że ten serial jest raczej nieszkodliwy dla dzieci, a technicznie też nie mam mu nic do zarzucenia - podoba mi się animacja, podoba mi się muzyka, etc. Dość jasno da się również odczytać jego przesłanie. Bohaterowie są schematyczni, ale w tej produkcji się to sprawdza.

    Inaczej wygląda sprawa z animacją "Pan Peabody i Sherman", gdzie bohaterowie nie wzbudzają zbytnio mojej sympatii, wątki nie mają czasu na to, aby się zbudować, bo jest za mało miejsca na każdy z nich, więc są ledwie nakreślone, a jednocześnie nie dzieje się nic takiego, żeby człowiek się przesadnie wciągnął. Poza tym, ileż razy można powtarzać w kinematografii te same gagi, (odpadanie nosa Sfinksa, Spartakus) i motywy (od nienawiści do miłości, uśmiech Mona Lisy etc.), zwłaszcza, że nawet nie są szczególnie dobrze zaprezentowane...

    Jeśli Tobie film się podobał, to spoko, ale to, że ktoś coś lubi, nie oznacza, że ktoś inny nie może tej rzeczy krytykować ani wytykać błędów i nieścisłości.

  • TheNekokuroi chodzi o to że twórcy filmu robiąc ten film nie mieli na myśli wszystkich grup osób na świecie, więc osoba główna która nie należy do grupy która lubi takie filmy, skrytykowała go tylko na swoje widzimisię (czy jak to inaczej nazwać) film po prostu nie był skierowany dla niej, a jak oczekiwała czegoś innego to nie znaczy że musi go krytykować, lepiej by było żeby po prostu poszła na film który lubi (i np: jest inspirowany jakimś filmem który lubi czy coś w tym stylu, ważne by się jej spodobał) bo krytyka nie jest potrzebna nikomu, a jedynie zniechęca ludzi którym mógł się ten film spodobać