Oj, ojejku.... ojejejej...
Trudno mi wejść na szczebel wyżej w rozwoju duchowym, jak widzę taki film. Nadal uważam, że nie ma filmów złych. Są tylko filmy głupie. Nie... inaczej. Może ujmę to tak: każdy film ma swojego odbiorcę.
Obejrzałem, owszem. Całe szczęście mam grypę i zbyt wysoką gorączkę by się zastanawiać. Uwego coś tam oglądałem i nadal twierdzę, że są filmy głupsze. (Znaczy się dla odbiorcy mniej wymagającego, żeby nie było!)
Nie wiem w czym tkwi problem w tym filmie, ale na pewno jakiś problem z nim mam. Mianowicie podczas oglądania musiałem MYŚLEĆ! Nie wiem czemu, nie wiem po co, ale musiałem. Może film był tak ...specyficzny, że w jakiś sposób powodował iż moje aksony się spociły a dendryty zaparowały. Może to jakieś podprogowe informacje, ukryte klatki - nie wiem. Może szukałem czegoś więcej z takim zapałem, że aż się zmęczyłem?
Ale śmieszny koktajl: z głupich filmów amerykańskich wzięto coś, z kinematografii kanadyjskiej troszkę i wspaniałe kino niemieckie dołożyło swoje 2 Fenigi.
Konkluzja:
Dla świętego spokoju, że się w życiu widziało na prawdę wiele - można obejrzeć.
Dla restauracji szarych komórek (jeśli się zastały) - można obejrzeć (a nuż komuś się przytrafi to samo co mnie)
Dla ... nie. Nie mam pojęcia co dalej. Nie rozumiem komedii amerykańskich w tym typie. Obejrzałem, westchnąłem, dopiłem herbatę, zgasiłem światło i bez słowa poszedłem spać.
Komórki nerwowe mogą wreszcie odpocząć.
Są gorsze filmy (jednak awansuję poziom wyżej w rozwoju duchowym).
Myślenie - Złe....
Relaks - Doobryyy....
Myślenie - Złe
Relaks - Dobry...