Powiernik królowej

Victoria and Abdul

2017 1 godz. 46 min.
6,7 17 514
ocen
6,7 10 17514
9 663
chce zobaczyć
{"rate":4.5,"count":4}
{"type":"film","id":777205,"links":[{"id":"filmWhereToWatchTv","href":"/film/Victoria+and+Abdul-2017-777205/tv","text":"W TV"}]}
powrót do forum filmu Powiernik królowej
  • Arvanity ocenił(a) ten film na: 4

    Brytyjczycy uwielbiają mówić o swojej historii. Niezliczona liczba produkcji filmowych oraz telewizyjnych dotyczących przeszłości wskazuje na wciąż niewygasłą potrzebę prowadzenia opowieści w kostiumie z innej epoki. Jak gdyby przeglądanie się w lustrze minionych zdarzeń prowadziło do większej mądrości oraz samoświadomości. Czy "Powiernik królowej" również należy do tego typu produkcji?

    Film Stephena Frearsa opowiada o ostatnich piętnastu latach życia brytyjskiej królowej Wiktorii (w tej roli Judi Dench), która w przedziwnych okolicznościach poznaje muzułmańskiego przybysza z Indii Abdula Karima (Ali Fazal). Tę dwójkę bohaterów pozornie dzieli wszystko, co jednak nie przeszkadza im zbudować zażyłej przyjaźni, niekiedy ocierającej się o flirt rodem z wiktoriańskich romansów.

    Początkowo zaskakuje metoda narracyjna zastosowana przez reżysera. Oko kamery rejestruje bowiem świat rodem z najbardziej stereotypowych przekonań na temat ówczesnego świata. Indie stają się krainą mlekiem i miodem płynącą, kolorową i wolną od wszelakiej biedy, gdzie panujący Brytyjczycy w harmonii żyją z tamtejszą ludnością. Kiedy Abdul zostaje wybrany do delegacji mającej przekazać królowej złotą monetę w ramach podziękowań za wieloletnie panowanie, mężczyzna trafia do świata całkowicie mu obcego. Uczestniczy w karnawale sztywnej etykiety oraz zakurzonych przekonań, według których Hindus musi wyglądać jak Ali Baba, przy jednoczesnej obecności li tylko w roli służącego niemowy.

    Dla znacznej części arystokracji te wypracowane na przestrzeni lat zasady stanowiły sól życia, co nie oznacza, że dla Wiktorii nie były jarzmem trudnym do udźwignięcia. Korona stała się dla kobiety klatką, sprowadzającą ją do roli eksponatu dla kolejnych przyjezdnych. Dopiero pojawienie się Abdula tchnęło ożywczą energię w atmosferę panującą wokół królowej. Bez serc i bez ducha szkieletów ludy przestały interesować władczynię, ponieważ nareszcie miała przy sobie osobę kojącą jej dojmujące poczucie samotności. Niezliczona ilość egzotycznych opowieści napędzanych wesołą spontanicznością Hindusa dała starszej kobiecie nowe życie. Ze snującej się i usypiającej przy stole poczwarki przedzierzgnęła się w uśmiechniętego motyla, gotowego na poznawanie nowego świata.

    Pierwsza część filmu upływa zatem w sielankowej atmosferze pełnej żartów sytuacyjnych. Wprawdzie Frears serwuje crème de la crème brytyjskiego humoru, co nie każdemu może przypaść do gustu, niemniej jednak warto docenić twórcę za lekkość w prowadzeniu historii. Problemy zaczynają się w trakcie narastającego konfliktu na linii Abdul - dwór królewski. Nagła kariera przybysza u boku Wiktorii nie jest akceptowana przez otoczenie. To właśnie w tym momencie dochodzi do zgrzytu, którego konsekwencji nie uda się pozbyć reżyserowi. O ile bowiem świadome na początku hiperbolizowanie stereotypów wprowadza element komizmu i całkiem trafnie oddaje poczucie zagubienia Abdula w tak silnie zhierarchizowanym środowisku, o tyle dalsze pozostawanie przy tych kalkach umysłowych całkowicie spłyca przekaz. Strony są jednoznacznie wskazane. Widzowie od razu czują, kto jest antagonistą w tej historii. Półcieni doświadczyć niepodobna.

    Jest to o tyle bolesne, iż postać Abdula nie została przedstawiona w bardziej szczegółowy sposób. Znany jest jego zawód, pojawiają się również członkowie jego rodziny, lecz mimo to niewiele można o nim powiedzieć. Wiecznie uśmiechnięty Ali Fazal nie pogłębia psychologicznie granej przez siebie postaci. Uniemożliwiona jest jakakolwiek identyfikacja z bohaterem, dlatego też trudno tak obiektywnie stwierdzić, dlaczego akurat jemu widzowie mieliby kibicować. Przecież jego motywacje nie są do końca znane, dlatego też obawy członków dworu wcale nie musiałyby być takie bezpodstawne. Frearsowi bardziej chyba zależało na wyciągnięciu z tej postaci figury Obcego, który ciągle zmuszony jest żyć w cieniu podejrzeń. Reżyser wziął zatem fakt historyczny, wypłukał go z niuansów, i wyrugowawszy wszelkie psychologiczne aspekty, pozostawił papierowy konflikt pomiędzy arystokracją oraz przybyszem-muzułmaninem, co może być również traktowane jako komentarz do obecnej sytuacji politycznej w Europie.

    Nie dziwi więc, że na tle jednowymiarowo zarysowanych postaci najlepiej prezentuje się Judi Dench jako Wiktoria. Wprawdzie jej konflikt wewnętrzny powtarza się niemal w każdej produkcji na temat brytyjskich królowych (napięcie pomiędzy poczuciem powinności, a potrzebą wolności), niemniej jednak metamorfoza zachodząca na twarzy aktorki jest godna podziwu. Dench naprawdę błyszczy. Znakomicie balansuje pomiędzy subtelną powściągliwością wymaganą od głowy państwa, a z trudem skrywaną fascynacją młodym mężczyzną. Nominacja do Oscarów gwarantowana.

    "Powiernik królowej" ma wszystko, czego potrzeba, do bycia filmem często przez widzów oglądanym. Salwy śmiechu zapewne wiele razy pojawią się na widowni. Sęk w tym, że to powierzchowne traktowanie tematów oraz bohaterów przez Frearsa staje się już powoli nudne. Brytyjczyk stara się tak dopiec, by nie zabolało. Tak rozśmieszyć, by było jeszcze miejsce na wzruszenie. Korzysta z kostiumu historycznego, ponieważ ta konwencja jest lubiana. Tworzy typowe kino środka, które wprawdzie zasadza się na ciekawych tematach, ale później grzęźnie na mieliznach. Skoro jednak nominacje do nagród wciąż się pojawiają, to nic nie wskazuje na to, by ta taktyka miała ulec zmianie.

    Po więcej recenzji zapraszam na stronę http://pelnasala.pl/

  • Arvanity Zgadzam się z recenzją, szczególnie co do płytkich żartów i jakby pochwały muzułmanów i islamu. Z drugiej strony nie tak wyobrażałem sobie muzułmanki z Indii, które wyglądają jak żywcem przeniesione z Arabii Saudyjskiej. Wyszło też krętactwo wyznawcy Mahometa i kretynizm w stosunku do medycyny.
    Salwy śmiechu zapewne wiele razy pojawią się na widowni - byłem w kinie z 3 innymi osobami na sali i śmiechu było jak na lekarstwo. Co śmieszne, widziałem już parę razy na zwiastunie. Wiele było takich scen, które wywoływały raczej politowanie i rozczarowywały naiwnością. Historia, nawet jeśli rzeczywiście prawdziwa, została podana kompletnie niewiarygodnie.
    Pochwaliłbym jednak kreacje aktorów drugoplanowych, a w szczególności Olivii Williams. Jak dla mnie to była to jej najlepsza rola w karierze.

  • alisspl ocenił(a) ten film na: 5

    Arvanity Widzielismy chyba dwa eozne filmy. Nie ma sielankowosci, od poczatku jest glupota krolowej i bardzo szybko nieufnosc i brak sympatii dla Abdula, mimo a moze wlasnie dlatego, kreowaniu go na slodkiego islamskiego chloptasia, ktory nie widzi nic zlego w klamaniu na kazdym kroku i wychwalaniu swojej religii.
    Nie wiem co chcial osiagnac rezyser. Do polowy film zniesmacza zachowaniem krolowej, od polowy zachowaniem Abdula bez jednoczesnych konsekwnecji wobec jego klamstw.
    Tak, podzielam zdanie jego kolegi, ktory powiedzial wprost co mysli o imperium, jedyna jakas symaptyczniejsza osoba w tym filmie. Dwor moze i sparwia wrazenie rasistow i roznych dupkowatych fobow, ale naprawde bardzo dlugo toelruja Andula i zafascynowanie krolowej oraz nie zachowuja sie az tak zle jakby mogli, czy jak rzeczywiscie Anglicy zachowywali sie w Afryce czy Indiach.
    A historycznie Abdul nie byl nikim innym niz faktycznie bardzo niskiego sortu islamskim karierowiczem, ktory mial w odwloku jakikolwiek patriotyzm.
    Moze muzulmanom sie psodoba, nie wiem, ja poczulam sie zniesmaczona tym pokazywaniem fascynacji nie tyle Indiami i hinduizmme, kolonia, co byloby ciekawe i piekne, ale ISLAMEM.

  • alisspl ocenił(a) ten film na: 5

    Arvanity Film niesmieszny na tle zderzen kulturowych i samej wladczyni. Jakos tym razem nie wyszlo stereotypowe ucieranie nosabufonom przez wladczynie, bo to ona robila z siebie idiotke, a nie oni, probujac jej uswiadamiac pewne sprawy. Raczej smutny i zenujacy w pokazywaniu jak bardzo tracila swoja osobowosc. To jej lekcewazenie sprawy Zulusow i Burow... Powaznie? Kiedy kilka lat pozniej dwor odwiedzila Zuluska delegacja w strojach wlasnj nacji, jakos nikt nie mial problemow z wytykaniem ich palcami i wysmiewaniem. Abdul biedaczek, strofowanie syna i dworu jak przedszklakow na dywaniku i wymaganie by byli nice... Zenada. Jednoczesnie to politowanie i niechec na wiesc o tym, ze wladczyni Hiait skomonowala piesn i kto to w ogole jest... Bardzo brzydko. Jednak nadal zauje, ze nie zachowaly sie zapiski, moze nie bylyby dla nas mile, akceptowalne, moze jeszcze gorzzej by wypadla krolowa, ale byloby to ciekawsze niz to co otrzymalam na ekranie.
    Niechec budzi tez to, ze film zrealizowano wlasnie teraz, z takimi, a nie innymi probami poprawnosci politycznej. Juz mniej obludy widzialam w Anna i krol.

  • alicja_p_filmweb ocenił(a) ten film na: 5

    alisspl alisspl, w większości wyraziłaś też moje odczucia i obserwacje. Bardzo podobnie odebrałam ten film.
    Co do "Anny i króla", bardzo lubię ten film. Bo chociaż mija się nieco z prawdą historyczną, to jednak relacja między głownymi bohaterami jest piękna. Ta pokazana w "Powierniku królowej" wydała mi się toksyczna i męcząca.