Projekt Floryda

The Florida Project

2017 1 godz. 55 min.
7,1 38 236
ocen
7,1 10 38236
30 935
chce zobaczyć
7,4 20
ocen krytyków
{"rate":7.45,"count":20}
powrót do forum filmu Projekt Floryda
  • nynavee ocenił(a) ten film na: 9

    Właśnie na takie filmy czekam cały rok. Pomysłowo skonstruowany, porusza trudne, ważne tematy w zupełnie inny sposób niż zwyczajowe kino społeczne, niesamowicie zagrany i zrealizowany. Naprawdę uczta dla kinomana. Ja wsiąkłam od pierwszej sekundy, ale wiem, że dużo osób ma problem z zachowaniem dzieci w tym filmie - dlatego ostrzegam, że jak ktoś ma uraz do, co tu dużo mówić, rozwydrzonych bachorów, to może być mu trudno... (ale z drugiej strony, może lepiej zrozumiałby ich zachowanie następnym razem;p).
    Film dokładnie wie w jaki sposób trafić w widza... przyznam szczerze, że po skończonym seansie zamknęłam się w łazience i musiałam wyryczeć. No było to przeżycie otwierające szerzej oczy.
    Pełna recenzja: https://www.youtube.com/watch?v=EXCavdofDvY

  • nynavee nie rzucales woreczkow z woda z okna? nie plues na zaparkowane pod blokiem samochody? smutne dziecinstwo xd

  • nynavee ocenił(a) ten film na: 9

    solarzsylwia Hahaha, no oczywiście że rzucałam;p W śmingusa-dyngusa obowiązkowo;p Ale w pluciu nigdy nie byłam dobra niestety. Jak były konkursy, zawsze byłam na szarym końcu.

  • mk34 ocenił(a) ten film na: 8

    nynavee Nie zgodzę się, film mógłby być naprawdę dobry ale niestety wyszła dłużąca się i bardzo nużąca momentami produkcja z beznadziejnym zakończeniem. Jedynie aktorstwo ratuje ten film, no i kilka bardzo fajnych ujęć, jeżeli chodzi o zdjęcia.

  • nynavee Dzieci, jak je niesłusznie nazywasz "rozwrzeszczane bachory" są jedyną wartością w tym filmie. I Willem Dafoe. Okrutnym pechem tych dzieci jest, że przypadek skazał ich na takich rodziców, nieudaczników, którzy dzieci mieć nie powinni, nie zasługują na nie. Nieznośna, irytująca matka Moonee, skazuje skądinąd bystrą dziewczynkę na byle jaki los, bo jest niezaradnym leniem, który nawet posiłku dziecku nie potrafi przygotować. To nie Disneyland jest winny losowi tych dzieciaków, ale takie właśnie leżące całymi dniami w łóżku z jointem, nieprzystosowane przypadkowe mamy, których jedynym pomysłem na życie jest dawanie d... Okropny świat, okropnych ludzi, świetnie nadający się do sterowania ich marnym życiem przez korporacje i łasych na kasę cwaniaków, tylko tego niestety ten film nie pokazuje, a to jest prawdziwie interesujący mechanizm. Nawet taki Anioł stróż, jak Dafoe, nie da rady temu bałaganowi.

  • nynavee ocenił(a) ten film na: 9

    Elf69 Sean Baker ani myślał oceniać swoich postaci, dlatego nie rozumiem potrzeby, aby po raz kolejny widz miał się bawić w sędziego moralności i wytłaczał innym widzom, co jest słuszne, a co nie. Każdy w życiu szuka tego samego: szczęścia, po prostu każdy ma na nie inny pomysł. Zabawne, że tak surowo oceniasz postępowanie na oko dwudziestokilkuletniej matki, która zaszła w ciążę pewnie w wieku 16 lat, a nie zastanawia cię, gdzie się podział ojciec dziecka? Dziadkowie z jednej i drugiej strony? Halley nie powinna być zdana sama na siebie z tak wielkim ciężarem, jakim jest opieka i dbanie o byt małej dziewczynki, a jednak jest. I radzi sobie jak może. Ma kontakt z córką, którego mogłoby pozazdrościć większość rodziców. Tak surowe ocenianie matki Moonee jest tylko myśleniem życzeniowym, bo łatwiej dla własnego spokoju zrzucić winę na jedną osobę, a nie kopać głębiej i zadać sobie serię niewygodnych pytań. Nie wiem jak można obejrzeć ten film i nadal czuć wewnętrzną potrzebę czarno-białego oceniania postępowania bohaterów. Przecież ten film jest dosłownie zaprzeczeniem filmów społecznych z tezą.

  • Monja24 ocenił(a) ten film na: 7

    nynavee Czy po napisach jeszcze cos bylo ? Musialam wyjsc z kina, ludzie zostali, zastanawiam sie, czy cos stracilam .. mnie film poruszyl, nic w nim nie jest czarno-biale

  • nynavee ocenił(a) ten film na: 9

    Monja24 Nic mi o tym nie wiadomo, aby coś było, a zostałam niemal do końca. Może po prostu ludzie czuli się przytłoczeni ostatnimi scenami filmu i nie byli w stanie wstać;p Ja tak trochę miałam. A potem poleciałam do łazienki w kinie jeszcze trochę posmarkać.

  • Jack__n ocenił(a) ten film na: 10

    nynavee Ja też musiałam oczy wycierać po seansie. Ostatnia scena wspaniała choć przecież wiadomo, że nikt nie uratuje dziewczynek.

  • Monja24 ocenił(a) ten film na: 7

    nynavee Wlasnie dlatego wyszlam, kiedy tylko pojawily sie napisy. Pobieglam pochlipac w skrytosci w aucie

  • CarolynaArtnet ocenił(a) ten film na: 9

    Monja24 Ja zaczęłam płakać w scenie w której mała Moonee się rozpłakała ... ta bezradność ...

  • nynavee Oczywiście, że Halley nie powinna być zdana sama na siebie, ale na pewno nie radzi sobie jak może. Bo mogłaby wiele więcej, zamiast jarać w pokoju i w ostateczności sprzedawać perfumy albo siebie. Co pokazuje chociażby przykład matki Scooty'ego, która jakoś mogła pracować jako kelnerka i to do niej Halley chodziła po kasę. Poza tym Halley nie ma z Moonee kontaktu, którego pozazdrościłaby większość rodziców, bo rodzice chcą mieć kontakt jak z dziećmi, a nie kumpelkami albo młodszymi siostrzyczkami, które można zabrać na wyżerkę i się pobawić. Miałabym jakieś cieplejsze uczucia względem Halley, gdyby jakoś umiała realizować te rodzicielskie zadania - pokazywała małej, co jest dobre, a co złe (jeśli nie własnym przykładem, to abstrakcyjnie). A tak to sorry, możesz mnie nazwać sędzią moralności.

  • nynavee ocenił(a) ten film na: 9

    animarianna Halley radzi sobie jak może, po prostu każda osoba ma inny charakter. Też trochę bez sensu wymagać od każdej samotnej matki heroizmu. Owszem, matka chłopca jest tym znacznie jaśniejszym przykładem postępowania - odpowiedzialna, pracowita, dbająca o bezpieczeństwo syna, pomimo trudnej sytuacji życiowej. Halley idzie na łatwą kasę, ale jej sytuacja życiowa jakie daje jej wybory? Może albo pracować za minimalną stawkę, jak koleżanka, zostawiając dziecko same w domu, ledwie opłacając czynsz, albo kraść/ oszukiwać/ sprzedawać się. Sean Baker pokazuje jak duża jest pokusa pójścia taką drogą, będąc biednym, bez wykształcenia i perspektyw. Nie jest to wybór, który nie mieści się w głowie. Wystarczy wyjść ze swoich komfortowych butów wsparcia rodziny, perspektyw pracy i własnego M4. A Halley, owszem, ma siostrzaną relację z córką, ale co z tego? Jest to bardzo popularna relacja między dziećmi a rodzicami, zwłaszcza jeśli matka bardzo młodo zachodzi w ciążę. I to jest stosunkowo naturalne, także nie wiem czemu potępiać Halley, że jako niewykształcona nastoletnia samotna matka z przypadku nie przeczytała tony poradników pt. "Ja i mój wykochany dzidziuś". Moonee jest przy niej szczęśliwa i to jest najważniejsze.

  • Meegi123 ocenił(a) ten film na: 7

    nynavee Drodzy Holly chciała pracować - o tym mówi fragment filmu kiedy rozmawia z matką Skooty'ego w drodzę na "imprezę". Ten film obnaża niewydolność amerykańskiego systemu. Ta małoda kobieta- dziecko jest co jakiś czas zapraszana na pogadanki o niczym za socjalpanią, która nic nie ma jej do zaproponowania (nauka, kursy, przyuczenie do zawadu etc.). Nie jest matką, tylko siostrą, kumpelką - to fakt - ale wielu z nas nie potrafi być rodzicem mając dużo wiecej lat jak ona. Pewnie sama miała średni dom, średnich rodziców ... Film jest poruszający. Polecam tym, którzy nie szukają w filmie tylko fabuły, ale raczej emocji i kawałka prawdziwego życia.

  • dantekrai ocenił(a) ten film na: 8

    Meegi123 Niejednorodny problem, ale w moim odczuciu Ci co określają jako patologię i skazują za to matkę są jeszcze mniej warci. Mimo wszystko jej kibicowałem i tak jak dozorca dawałbym jej kolejne szanse. Dlaczego jej dawał? Bo ją trochę znał. Bo ktoś powinien robić a w szczególności system społeczny. A dlaczego zostawił tę sprawę opiece społecznej i policji? Bo to nie jego zadanie ciągle komuś pomagać i nakierować matkę by odpowiednio pokierowała losem córki. Wybrał więc mniejsze zło, bo taka interwencja to nie jest coś dobrego, bo system pomocy jest chory, który skazuje matkę, która kocha swoje dziecko.

  • forzaroma ocenił(a) ten film na: 7

    nynavee Muszę się odnieść do dwóch kwestii, bo moje opinie są jednak bardzo rozbieżne.

    Po pierwsze ocena zachowania większości osób z marginesu społecznego na czele z Halley. Wiem, że w życiu są rożne sytuacje, tragedie i tak dalej. Niektóre osoby faktycznie znajdą się w takim położeniu, gdzie naprawdę trudno jest cokolwiek poradzić, choćby np. rożne choróbska drogie w leczeniu etc. Są też ludzie, którzy pewien styl życia wybierają świadomie, albo jest on naturalnym skutkiem ubocznym ich pasji, ideologii. Natomiast w ''The Florida Project'' u tych ludzi niczego takiego nie uświadczymy. Osoby takie Halley to zwykłe niezaradne życiowo, roszczeniowe lenie. Nie zawsze jest to wyłącznie ich wina, ale dokładają masę od siebie. Nie jestem za tym, aby traktować takich ludzi jak trędowatych i unikać, ale w Twojej opinii idziesz przesadnie w drugą stronę i rozgrzeszasz ich. Ostatecznie są jakieś granice, nie można dorosłych, zdrowych ludzi traktować jak upośledzonych umysłowo. Zresztą moim zdaniem postać Bobbiego jest taką granicą dobrego społecznego zachowania, po której przekroczeniu nic więcej nie da się zrobić. Zresztą oglądanie kogoś takiego na ekranie jest może i ciekawe jak ciska się i wścieka, ale kiedy masz z taką osobą współpracować np. we wspólnej pracy to jest dramat.

    Kwestia druga- relacje małej Moonee z matką. Mam wrażenie, że je mocno idealizujesz i wybielasz. Nawet w innym temacie pojawiła się Twoja wypowiedź ''szczęśliwe dzieciństwo. Wystarczy dobra relacja z rodzicem, pełny brzuch i towarzystwo rówieśników''. Moim zdaniem to jest bardzo krótkowzroczne i naiwne myślenie, zresztą film w pewien sposób kieruje widza w ten kierunek, a to z tego względu, że wszystkie przedstawione dzieci są w wieku 5-6lat? I faktycznie dzieci w tym wieku są bardzo energiczne, pomysłowe, otwarte, a psoty najczęściej wciąż są tylko psotami, bez poważnych konsekwencji. Wystarczy jednak przesunąć tę granicę o parę lat, z niewinnych zabaw zrobi się wiele poważniejszych wykroczeń, awantur, przemocy, używek, aż do pretensji do matki o życie w beznadziejnych warunkach etc. Dlatego ja stawiam pytania, na ile starczy tego szczęśliwego dzieciństwa tej 5-letniej dziewczynce z taką matką? Na 2-3 lata? A później z każdym rokiem będą piętrzyły się nowe problemy, traumy i patologie? Czy można mówić o szczęśliwym dzieciństwie w przedziałce raptem kilku lat, które i tak pewnie odbiją się w przyszłości złymi wzorcami zachowania, wyniesionymi z tego okresu?

  • nynavee ocenił(a) ten film na: 9

    forzaroma Ten film trzeba po prostu cenić za to, że nie zamierza dawać prostych odpowiedzi i nie zamierza barwić rzeczywistości na czarno i biało. I tak właśnie wygląda życie. Wyrobienie sobie opinii w takich sprawach, to często śmierć. Lepiej odpowiedzieć szczerze: nie wiem. Czy ktoś jest złą matką, bo prowadzi kontrowersyjny tryb życia? Nie wiem. Czy dziecko zyska więcej trafiając do domu dziecka/ rodziny zastępczej? Nie wiem. Równie przekorny i nieoczywisty jest Błąd systemu, o podobnej tematyce. Tam twórczyni też wielokrotnie rozkłada ręce i mówi: Nie wiem. Dla mnie jest to akt prawdziwego zrozumienia tak delikatnych spraw.

  • forzaroma ocenił(a) ten film na: 7

    nynavee Masz rację co do tego, że film nie stawia jakiś mocnych diagnoz, a raczej przedstawia po prostu zaistniałą sytuację.

    Mimo tego moja ocena, jeśli chodzi przedstawione zachowanie Halley jest znacznie bardziej krytyczna, w szczególności jeśli chodzi nieodpowiedzialne traktowanie córki. Trudno tu napisać 'nie wiem', skoro jest to prosta droga do wychowania kolejnej skrzywdzonej, złamanej i nieprzystosowanej do życia młodej dziewczyny. Zresztą między 'nie wiem', a ocenianiem życia Moonee jako szczęśliwego, jest pewna różnica;) Bardziej bym to odebrał jako ukazanie, niesamowitej zdolności dzieci w tym wieku do adaptacji, poznawania świata i beztroskiej radości mimo beznadziejnej sytuacji z punktu widzenia dorosłych.

    Zresztą postawa Bobbiego jest moim zdaniem znamienna. Porządny sąsiad, znajomy, który wykazuje jakieś zainteresowanie sytuacją Halley i jej córki. Ale też nie jest to ktoś, kto będzie rozdzierał szaty i za wszelką cenę , ratował, kogoś kto sam ze sobą nie może dojść do ładu. Ostatecznie odnoszę wrażenie, że wkroczenie opieki społecznej, traktuje z pewną ulgą.

  • majkalipcowa ocenił(a) ten film na: 9

    nynavee W kinie w łazience?

  • Krzypur ocenił(a) ten film na: 3

    nynavee Czekaj na takie filmy, ale one są syfiaste do bólu. Przekleństwa i nieposłuszeństwo nigdy nie zastąpią scenariusza.

  • awesta ocenił(a) ten film na: 8

    Krzypur A jak niby przedstawić środowisko patologiczne bez przekleństw i bezsensownego buntu? :)

  • Stefan_Zyskowski ocenił(a) ten film na: 7

    nynavee Świetne kino zaangażowane społecznie i obnażające tzw. "american dream", którego symbolem jest tutaj Disneyland. Niektórzy z was piszą że nie podoba się im postawa matki Moonee- Halley, jej kumpelskie kontakty z córką, karmienie pizzą i colą przed snem. Czy oznacza to brak troski? Niekoniecznie, jeśli weźmiemy pod uwagę fakt, że sama Halley pewnie w ten sposób została wychowana, choć w filmie brakuje informacji na ten temat. Widać, że Moonee czuła się przy niej dobrze, a te rozpaczliwe próby chwytania się brzytwy ze strony Halley, żeby tylko móc opłacić czynsz, spowodowane były zapewne faktem że ona sama nie mogła znaleźć pracy z tym wyksztalceniem które posiadała, albo może raczej z jego brakiem. Opieka społeczna nie byłą zainteresowana resocjalizacją i chęcią pomocy samotnej matce czy to w postaci jakiegoś pośrednictwa, dodatkowych szkoleń czy tego typu rzeczy, a od razu zabrała się za małą Moonee. Przecież Halley chciala pracować, była o tym mowa w dialogach z jej przyjaciółką, ale nie miala takiej możliwości, a może niewystarczająco mocno tego chciała, nie mnie to osądzać, bo każdy z nas jest inny. Wolała więc sprzedawać perfumy, a kiedy i tutaj zrobiło się gorąco, także samą siebie. Niezbyt dobry przykład dla małej, ale dla mnie to "kur.... się" było tylko i wyłącznie środkiem do celu, czyli zdobycia pieniędzy na życie.
    Uwagę zwraca wspaniała gra dzieci, szczególnie małej Moonee i poruszająca do łez scena końcowa (łzy stanęły mi w oczach, choć prawie nigdy nie płakalem na filmach, ani w życiu, ogólnie to ciężko mi się wzruszyć). No i do tego anioł-stróż grany przez Dafoe. Ogólnie to naprawdę bardzo dobry film, mimo smutnej wymowy. Gorąco polecam.