Tak, tak, tak!

Właśnie na takie filmy czekam cały rok. Pomysłowo skonstruowany, porusza trudne, ważne tematy w zupełnie inny sposób niż zwyczajowe kino społeczne, niesamowicie zagrany i zrealizowany. Naprawdę uczta dla kinomana. Ja wsiąkłam od pierwszej sekundy, ale wiem, że dużo osób ma problem z zachowaniem dzieci w tym filmie - dlatego ostrzegam, że jak ktoś ma uraz do, co tu dużo mówić, rozwydrzonych bachorów, to może być mu trudno... (ale z drugiej strony, może lepiej zrozumiałby ich zachowanie następnym razem;p).
Film dokładnie wie w jaki sposób trafić w widza... przyznam szczerze, że po skończonym seansie zamknęłam się w łazience i musiałam wyryczeć. No było to przeżycie otwierające szerzej oczy.
Pełna recenzja: https://www.youtube.com/watch?v=EXCavdofDvY

73
  • nie rzucales woreczkow z woda z okna? nie plues na zaparkowane pod blokiem samochody? smutne dziecinstwo xd

  • Nie zgodzę się, film mógłby być naprawdę dobry ale niestety wyszła dłużąca się i bardzo nużąca momentami produkcja z beznadziejnym zakończeniem. Jedynie aktorstwo ratuje ten film, no i kilka bardzo fajnych ujęć, jeżeli chodzi o zdjęcia.

  • Dzieci, jak je niesłusznie nazywasz "rozwrzeszczane bachory" są jedyną wartością w tym filmie. I Willem Dafoe. Okrutnym pechem tych dzieci jest, że przypadek skazał ich na takich rodziców, nieudaczników, którzy dzieci mieć nie powinni, nie zasługują na nie. Nieznośna, irytująca matka Moonee, skazuje skądinąd bystrą dziewczynkę na byle jaki los, bo jest niezaradnym leniem, który nawet posiłku dziecku nie potrafi przygotować. To nie Disneyland jest winny losowi tych dzieciaków, ale takie właśnie leżące całymi dniami w łóżku z jointem, nieprzystosowane przypadkowe mamy, których jedynym pomysłem na życie jest dawanie d... Okropny świat, okropnych ludzi, świetnie nadający się do sterowania ich marnym życiem przez korporacje i łasych na kasę cwaniaków, tylko tego niestety ten film nie pokazuje, a to jest prawdziwie interesujący mechanizm. Nawet taki Anioł stróż, jak Dafoe, nie da rady temu bałaganowi.

    • Sean Baker ani myślał oceniać swoich postaci, dlatego nie rozumiem potrzeby, aby po raz kolejny widz miał się bawić w sędziego moralności i wytłaczał innym widzom, co jest słuszne, a co nie. Każdy w życiu szuka tego samego: szczęścia, po prostu każdy ma na nie inny pomysł. Zabawne, że tak surowo oceniasz postępowanie na oko dwudziestokilkuletniej matki, która zaszła w ciążę pewnie w wieku 16 lat, a nie zastanawia cię, gdzie się podział ojciec dziecka? Dziadkowie z jednej i drugiej strony? Halley nie powinna być zdana sama na siebie z tak wielkim ciężarem, jakim jest opieka i dbanie o byt małej dziewczynki, a jednak jest. I radzi sobie jak może. Ma kontakt z córką, którego mogłoby pozazdrościć większość rodziców. Tak surowe ocenianie matki Moonee jest tylko myśleniem życzeniowym, bo łatwiej dla własnego spokoju zrzucić winę na jedną osobę, a nie kopać głębiej i zadać sobie serię niewygodnych pytań. Nie wiem jak można obejrzeć ten film i nadal czuć wewnętrzną potrzebę czarno-białego oceniania postępowania bohaterów. Przecież ten film jest dosłownie zaprzeczeniem filmów społecznych z tezą.

      • Czy po napisach jeszcze cos bylo ? Musialam wyjsc z kina, ludzie zostali, zastanawiam sie, czy cos stracilam .. mnie film poruszyl, nic w nim nie jest czarno-biale

      • Oczywiście, że Halley nie powinna być zdana sama na siebie, ale na pewno nie radzi sobie jak może. Bo mogłaby wiele więcej, zamiast jarać w pokoju i w ostateczności sprzedawać perfumy albo siebie. Co pokazuje chociażby przykład matki Scooty'ego, która jakoś mogła pracować jako kelnerka i to do niej Halley chodziła po kasę. Poza tym Halley nie ma z Moonee kontaktu, którego pozazdrościłaby większość rodziców, bo rodzice chcą mieć kontakt jak z dziećmi, a nie kumpelkami albo młodszymi siostrzyczkami, które można zabrać na wyżerkę i się pobawić. Miałabym jakieś cieplejsze uczucia względem Halley, gdyby jakoś umiała realizować te rodzicielskie zadania - pokazywała małej, co jest dobre, a co złe (jeśli nie własnym przykładem, to abstrakcyjnie). A tak to sorry, możesz mnie nazwać sędzią moralności.

        • Halley radzi sobie jak może, po prostu każda osoba ma inny charakter. Też trochę bez sensu wymagać od każdej samotnej matki heroizmu. Owszem, matka chłopca jest tym znacznie jaśniejszym przykładem postępowania - odpowiedzialna, pracowita, dbająca o bezpieczeństwo syna, pomimo trudnej sytuacji życiowej. Halley idzie na łatwą kasę, ale jej sytuacja życiowa jakie daje jej wybory? Może albo pracować za minimalną stawkę, jak koleżanka, zostawiając dziecko same w domu, ledwie opłacając czynsz, albo kraść/ oszukiwać/ sprzedawać się. Sean Baker pokazuje jak duża jest pokusa pójścia taką drogą, będąc biednym, bez wykształcenia i perspektyw. Nie jest to wybór, który nie mieści się w głowie. Wystarczy wyjść ze swoich komfortowych butów wsparcia rodziny, perspektyw pracy i własnego M4. A Halley, owszem, ma siostrzaną relację z córką, ale co z tego? Jest to bardzo popularna relacja między dziećmi a rodzicami, zwłaszcza jeśli matka bardzo młodo zachodzi w ciążę. I to jest stosunkowo naturalne, także nie wiem czemu potępiać Halley, że jako niewykształcona nastoletnia samotna matka z przypadku nie przeczytała tony poradników pt. "Ja i mój wykochany dzidziuś". Moonee jest przy niej szczęśliwa i to jest najważniejsze.

          • Drodzy Holly chciała pracować - o tym mówi fragment filmu kiedy rozmawia z matką Skooty'ego w drodzę na "imprezę". Ten film obnaża niewydolność amerykańskiego systemu. Ta małoda kobieta- dziecko jest co jakiś czas zapraszana na pogadanki o niczym za socjalpanią, która nic nie ma jej do zaproponowania (nauka, kursy, przyuczenie do zawadu etc.). Nie jest matką, tylko siostrą, kumpelką - to fakt - ale wielu z nas nie potrafi być rodzicem mając dużo wiecej lat jak ona. Pewnie sama miała średni dom, średnich rodziców ... Film jest poruszający. Polecam tym, którzy nie szukają w filmie tylko fabuły, ale raczej emocji i kawałka prawdziwego życia.

  • W kinie w łazience?

  • Czekaj na takie filmy, ale one są syfiaste do bólu. Przekleństwa i nieposłuszeństwo nigdy nie zastąpią scenariusza.

Zgłoś nadużycie

Opisz, dlaczego uważasz, że ten wpis nie jest zgodny z regulaminem serwisu: