Zmarnowany potencjał przez tandeciarza Gibsona.

O ile historia bardzo ciekawa, a bohater jest żywym dowodem na to, że prawdziwe bohaterstwo istnieje, o tyle sam film tam przecukierkowany że aż do porzygania. Amerykańskim patosem jest tutaj nafaszerowane wszystko, a amerykański bohater jest postacią nieskalaną choćby rysą grzechu. Wszyscy ci, którzy początkowo wydawali się aroganccy i niemili, jak wszyscy uronili później łzy wzruszenia i stali się prawi i wzorowi. Nawet Japończyk, któremu dane było poznać naszego bohatera ukazał w swych oczach zrozumienie i szacunek. Ocenę zawyżyłem ze względu na niezłe efekty i sceny batalistyczne, jednak merytorycznie ten film to kilo mułu do porzygania amerykańkim patosem.

11

Zgłoś nadużycie

Opisz, dlaczego uważasz, że ten wpis nie jest zgodny z regulaminem serwisu: