Film oparty na trzeciej części "Podróży Guliwera" Jonathana Swifta, ale można odnaleźć w nim też echa "Alicji w Krainie Czarów" Lewisa Carrolla i twórczości Franza Kafki. Pewien mężczyzna trafia do świata, w którym wszystko wydaje się nowe i tajemnicze. Obowiązują w nim dziwne prawa, prowadzone są tajemnicze eksperymenty i odbywają się bezwzględne rozprawy sądowe. Na niebie cały czas dryfuje wyspa będąca miejscem pobytu króla - czy jest to jednak odpowiedzialny i rozsądny władca? "Jestem cudzoziemcem, nic nie rozumiem" - powtarza bohater. Reżyser umiejętnie kreuje atmosferę dezorientacji. Z mrocznych, pełnych ekspresjonistycznego światłocienia kadrów wyłaniają się wąskie ulice, puste podwórka i prowadzące donikąd korytarze. Narracja jest gęsta i porwana, złożona z absurdalnych zdarzeń. Całość przypomina gorączkowy, męczący sen. "Przypadek..." reprezentuje jeden z dwóch biegunów czechosłowackiej Nowej Fali – oddalony od prozy życia i flirtujący z surrealizmem.