Przysięgły nr 2

Juror #2
2024
6,6 31 tys. ocen
6,6 10 1 31357
6,3 39 krytyków
Przysięgły nr 2
powrót do forum filmu Przysięgły nr 2

że jest zbrodnia i jest kara - wieczny wyrzut sumienia zbrodniarza, ale po kolei..

dramaturgicznie:

clintuś przyjmuje dodatkową perspektywę i na tej perspektywie buduje dokładając kolejne klocki do raczej oczywistej układanki. mnoży dosłowności kosztem tajemniczości - bo najciekawsze w charakterze fondy tudzież dramaturgii Dwunastu Gniewnych Ludzi w ogóle było właśnie to, że nie było tam ostatecznej pewności - zabił czy nie zabił, a może wypuścili mordercę?

tutaj już na starcie odsłania się wszystkie karty, przeto dramaturgia winna być inna. w mojej osobistej opinii najciekawszy byłby przelot od pozycji 1:11 w punkcie startowym (gdzie 1 to sumienie zbrodniarza, które nie pozwala mu skazać niewinnej osoby) do 11:1 w punkcie schyłkowym (sumienie zbrodniarza musi zasnąć, kiedy na szali waży się być albo nie być dla jego nosiciela, ergo - zbrodniarz musi skazać niewinną osobę, bo w ten sposób ochrania siebie).

i błyskotliwa wojna na równie błyskotliwe racje gdzieś pomiędzy tymi dwoma punktami - ale do tego nie dochodzi.

zamiast tego - po kwadransie projekcji zaledwie - film skręca w stronę cokolwiek mało efektownego śledztwa z rozlicznymi odchyłami w stronę śledztwa cokolwiek bardzo kuriozalnego, kiedy na przykład jednym ze śledczych okazuje się emerytowany policjant i kolega ławnik.

wnioski:

wniosek będzie przypisem do Richarda Jewella - system jaki jest każdy widzi te niedociągnięcia, należy mieć mu za złe, trzeba powątpiewać, jakkolwiek ostatecznie sprawiedliwość zwycięża (richarda jewell zostanie uniewinniony, justin kemp skazany).

także:

na poziomie dramaturgii ten film jest kaleki, a i we wnioski kulawy, nienowy, jakkolwiek sam fakt, że wyreżyserował go bez mała stuletni już clintuś każe mi nań spojrzeć z innej jeszcze strony - jego konfesyjnej konsekwencji.

konfesyjnie:

bo gdzieś od Gran Torino mniej więcej zaczynają się spowiedzi - scena spowiedzi zajmowała w Gran Torino miejsce poboczne, w Przemytniku kluczowe, w Cry Macho toże.

jest u clinta jakiś żal, rodzaj brzemienia, pęknięcia, które w sobie nosi - i to raz po raz wybrzmiewa.

(to się bardzo ładnie uzupełnia z Oh, Canada, ostatnim obrazem filmowym schradera)

tu jest zbrodnia i kara - wieczny wyrzut sumienia zbrodniarza. mniemam, że clint robi taki film, bo nosi tajemnicę, którą zabierze ze sobą do grobu. i z tego się spowiada.

ale jego spowiedź, w przeciwieństwie do spowiedzi schradera, nie polega na wyjawieniu treści tajemnicy - bo tajemnicy nie można wyjawić, z definicji - tylko na przyznaniu się do niej, zdemaskowaniu siebie jako nosiciela tajemnicy.

a w tym kontekście:

ostatni obraz filmu to obraz śmierci, która przychodzi odebrać swoje długi.

ocenił(a) film na 7
Westernik

Jakiego zbrodniarza? Przecież koleś do momentu rozpoczęcia procesu był przekonany, że potrącił jelenia...

taksidrajwer

a to coś zmienia?

ocenił(a) film na 7
Westernik

Jeśli uznamy, że nie istnieje coś takiego jak wypadek to nie.

taksidrajwer

wybacz, ale nie rozumiem. to jest trochę tak jakbym ci powiedział: poszedłem wczoraj wieczorem do sypialni i przespałem całą noc, dziś czuję się wypoczęty. a ty mi na to: jak możesz czuć się wypoczęty, przecież zanim poszedłeś do sypialni byłeś zmęczony i niewyspany..

taksidrajwer

aa, spoko, już zapokapowałem. operujemy na poziomie zabawy semantycznej, no dobrze. wobec tego przepraszam za nieumyślne spowodowanie zamięszania i zamieniam mordercę na zabójcę, a zbrodnię na nieumyślne spowodowanie śmierci.

i ponawiam pytanie: czy to coś zmienia w kwestii wiecznego wyrzutu sumienia bohatera aka. clinta?

ocenił(a) film na 7
Westernik

Odpowiem pytaniem na pytanie: A jak by się różniły kary nałożone na naszego bohatera przez wymiar "sprawiedliwości" za to samo nieumyślne spowodowanie śmierci gdyby - w pierwszej ewentualności - zorientował się od razu, że potrącił człowieka i zgłosił to natychmiast na policję lub gdyby - w drugiej ewentualności - przyznał się do tego czynu dopiero podczas procesu?

taksidrajwer

to chyba nie ma nic wspólnego z moim pytaniem, bo całkowicie pomija kwestie sumienia, ale postaram się odpowiedzieć.

na czuja, bo nie znam się na procedurach, ale wydaje mi się, że przy drugiej ewentualności miałby jeszcze bardziej przekichane. bo odpowiada wtedy nie tylko za swój czyn, ale też za jego zatajenie. a z filmów amerykańskich wiem, że zatajenie czynu również podlega karze. nie bez powodu na przykład psychoterapeutę obowiązuje tajemnica zawodowa - chyba że sprawa dotyczy zagrożenia życia bądź zdrowia. podobnie jest chyba w przypadku spowiedzi, chociaż nie wiem, bo dawno tego nie robiłem. alfred hitchcock raz pięknie zagrał na patencie zatajenia - w filmie pod wszystko mówiącym tytułem Wyznaję.

reasumując - wydaje mi się, że w drugim przypadku miałby jeszcze bardziej przechlapane, bo na pierwszą warstwę przewin nałożyłyby mu się kolejne. czyli na logikę, prawem tak zwanej multiplikacji.

dobrze kombinuję?

ocenił(a) film na 7
Westernik

Niezbyt uważnie oglądałeś film. Gdyby facet od razu zorientował się, że potrącił babkę a nie jelenia i natychmiast się zgłosił to skończyłoby się co najwyżej na jakimś symbolicznym wyroku, głównie dlatego, że ona była pijana a on był trzeźwy. Natomiast gdyby przyznał się do tego potrącenia dopiero gdy się o tym dowiedział czyli po rozpoczęciu procesu to - wg tego co powiedział mu jego adwokat grany przez Sutherlanda - prawdopodobnie zarobiłby dożywocie za zabójstwo drogowe, bo biorąc pod uwagę jego nieciekawą przeszłość alkoholika przysięgli nie uwierzyliby mu, że podczas wypadku był trzeźwy. Facet zrobił co mógł, żeby uratować tego niesłusznie oskarżonego przed wymiarem "sprawiedliwości" nie pogrążając totalnie siebie, ale stronniczość pozostałych ławników mu to uniemożliwiła. Więc o jakich wyrzutach sumienia my tu mówimy?

taksidrajwer

ja mogłem przyspać na wypowiedzi sutherlanda, ale ostatecznie przecież wychodzi na to samo. zapytałeś która ewentualność bardziej pogrąża bohatera i obu nam wyszło, że druga.

właśnie, rzecz w tym, że sumienie bohatera zdaje się mocno spać, choć kilka razy podnosi ołowianą powiekę, na przykład podczas rozmowy z żoną w garażu. przyłapany na kłamstwie mąż przyznaje się i zaczyna płakać.

inna rzecz, dlaczego sumienie drzemie? czy drzemie, bo bohater ma dużo do stracenia, czy jest to przynależne naturze bohatera? w pierwszej scenie spotkania bohater natychmiast oddaje znaleziony portfel pani oskarżyciel, a zatem przynależne nie jest. wydaje się, że myśl o przywłaszczeniu portfela nawet mu nie zaświtała. oddaje go spontanicznie, odruchowo. można sobie wyobrazić sytuację odwrotną - bohater widząc portfel natychmiast chowa go do kieszeni. taka scena zasygnalizowałaby jeszcze coś innego.

a zatem sumienie bohatera ucina sobie drzemkę. inne figury raz po raz wpadają z dzwoneczkami, aby go poszturchiwać. już to emerytowany policjant, który wręcza mu stosik kartek z nazwiskami właścicieli aut, w tym z jego własnym nazwiskiem. już to czarnoskóry kolega ławnik, który na moście, podczas oględzin miejsca zdarzenia, przyznaje, że go obserwuje - od samego początku, od jego wymiotowania w łazience. wreszcie - pani oskarżyciel, główna bohaterka dramatu. ta od portfela.

pani oskarżyciel, typowa figura eastwoodowska, która stanie przed dylematem - sprawiedliwość czy moja sprawiedliwość. na niej spoczywa ciężar, tak jak na inspektorze callahanie czy postaciach kowbojskich eastwooda. tu jest wolta, przeniesienie ciężaru sumienia - rozdarcie pomiędzy tak zwanym dobrem a tak zwanym złem. moim a nadrzędnym. inspektor callahan załatwiał sprawy po swojemu, odrzucając odznakę, a więc metody nadrzędnego systemu sprawiedliwości któremu służył. i dalej, robił tak kaznodzieja z Niesamowitego Jeźdźca, robił josey wells, robił william munny z missouri, morderca kobiet i dzieci, robił walt kowalski czy earl stone z Przemytnika. ale ostatnio zauważam w kinie clinta inną tendencję - tendencję do oddawania sprawiedliwości własnej ręki w ręce wyższej instancji. pani oskarżyciel staje przed typowym dylematem owego callahanowskiego archetypu - czy pozbawić matki z noworodkiem ojca i wypuścić na świat dillera w imię sprawiedliwości, czy pozostawić ojca przy rodzinie a dillera w więzieniu? bo ojcowie powinni być przy rodzinach, a dillerzy powinni siedzieć w więzieniach, prawda? fakt, że diller jest przemocowcem, a pani prokurator twarzą ruchu kobiet, wprowadza dodatkową perspektywę. walka o stołki prokuratury okręgowej toże. a zatem, co nakazuje sprawiedliwość, a co nakazuje "moja" sprawiedliwość? co nakazuje logika, a co nakazuje sumienie? cały ten film to balans pomiędzy dobrem a złem, złem a mniejszym złem, i dalej. ot, kwestie sumienia właśnie. tutaj wjeżdża ostatnia scena, która pozostaje otwarta, ale. więc ja tak sobie na ten film patrzę nie tylko przez pryzmat wydarzeń w nim ujawnianych, a przez pryzmat ponad sześćdziesięcioletniej kariery filmowej jednego faceta. jako część większej całości, którą nazywam - rzeźbieniem w materii sumienia.

ocenił(a) film na 7
Westernik

To nie był portfel tylko telefon.

Nie pytałem się "która ewentualność bardziej pogrąża bohatera", bo pierwsza ewentualność go NIE pogrąża - pijana laska wpadła mu pod koła, case closed.

Jeśli ktoś ma mieć wyrzuty sumienia to ta prokuratorka, bo zaczęła się wgryzać w sprawę jak już było po ptokach, wcześniej chciała tylko udupić złego samca.

taksidrajwer

dobrze, niech będzie, że portfel. to mógłby być nawet papierek po mentosie. albo opakowanie po domestosie. to jest ich pierwsze spotkanie. liczy się ten gest. określa współrzędne. charakteryzuje bohatera. sprawia, że nie mamy go za drania. w filmie na przykład jest scena w której bohater podpytuje żonę - czy zrobiłbym coś złego, gdybym sprzedając komuś auto zataił informacje, że było ono bite? żona, nie znając prawdziwych powodów dla których mąż zadaje to pytanie, odpowiada przecząco. usypiająco. jeżeli nie widzisz w tym odruchów sumienia, to najwyraźniej oglądaliśmy trochę inne filmy.

w sumie szczerze też powątpiewam, czy za nieumyślne spowodowanie śmierci koleś dostałby symboliczny wyrok czy też - jak teraz piszesz - nic by za to nie dostał. na jakiej podstawie tak twierdzisz? bo sutherland ci powiedział? w granicach rzuconego czaru obrazu filmowego może działa, ale jeżeli pod nami za chwilę pojawi się jakiś prawnik ze stosem przepisów i regulacji, to prędko działać przestanie.

taksidrajwer

To dlaczego podał narzeczonej inną nazwę ulicy z wypadku

ocenił(a) film na 7
ciuszkitaniexxl

Żeby mu nie marudziła, że krążył w pobliżu knajpy i chciał sobie golnąć.

taksidrajwer

skronią, to znowu ja!

właśnie obejrzałem film po raz wtóry, a ponieważ nie ma pod nami żadnego prawnika, chętnie sam zabawię się w adwokata diabła..

na przykład w scenie wypadku zauważyłem pewien szczegół - oto w momencie zdarzenia sprawca korzysta z telefonu. no proszę. z kolei na dobryadwokatpl czytam, że taka okoliczność może posłużyć jako podstawa do obarczenia winą zarówno sprawcę, jak i (w tym wypadku) ofiarę wypadku.

ciekawe, prawda?

poza tym, skoro już przy tym jesteśmy, zwrócił moją uwagę stan psychofizyczny bohatera w momencie zdarzenia - fakt, nie był on nietrzeźwy, ale był zapłakany, wzburzony, zdezorientowany. ogólnie w rozsypce.

przyjrzałem się też ponownie scenie rozmowy z sutherlandem - bohater zataja powyższe okoliczności. owszem, wynajmuje adwokata za symbolicznego dolara, ale nic mu nie mówi ani o telefonie ani o swoim samopoczuciu w momencie wypadku.

a zatem: telefon na pohybel bezpiecznej jeździe plus obniżenie czujność i spowolnienie reakcji psychoruchowej spowodowane zmęczeniem na pohybel pełnej koncetracji.

i nadal z pełnym przekonaniem chcesz mi powiedzieć, że obciążenie byłoby żadne?