Film jak dla mnie genialny. Składa się na to muzyka, dramaturgia akcji, gra aktorska,
szczególnie Ellen Burstyn i kilka innych czynników. Nie zrozumiałem tylko jednej rzeczy.
Mianowicie na końcu filmu każdy bohater kończy niewątpliwie źle - w psychiatryku, w
więzieniu, z amputowaną ręką, lub jako prostytutka. Zauważyłem jednak, że postać Sary i
Marion w końcówce filmu jest pozornie, czyli według ich subiektywnej opinii, szczęśliwa.
Marion cieszy się, że zarobiła pieniądze, a Sarze wydaje się, że występuje w telewizji, z
powodu wiadomego. Harry natomiast ubolewa nad amputacją ręki, co jest wyłącznie jego
winą, a Tyronowi nie podoba się perspektywa spędzenia określonego czasu w więzieniu.
Czy według was ma to jakieś znaczenie?
Według mnie również film jest genialny [i straszny za razem]. Wszyscy bohaterowie skończyli źle i to jest wg. mnie dramatyzm sytuacji, a okoliczności [kto, przez kogo] dodają tylko goryczy - oglądałem ten film 4, czy 5 razy i za każdym razem najbardziej żal mi Harry'ego i Marion być może dla tego, że byli dobrą parą, a używki doprowadziły ich w różne, ale bardzo podobne miejsca [piekło / czyściec] i do dziś nie wiem, które z nich skończyło gorzej.