Kwintesencja dobrze spędzonego czasu

Ten film jest wszystkim tym, czym nie udało się być Bohemian Rhapsody. Wszędzie tam, gdzie poprzednik z zeszłego roku zawodzi, tam Rocketman błyszczy pełnym blaskiem.
Film poświęca dużo czasu temu, abyśmy zrozumieli z jakiego środowiska, z jakiej rodziny wywodzi się nasz główny bohater, dzięki czemu lepiej możemy wniknąć w psychologię postaci, lepiej go zrozumieć i mieć poczucie, że poznaliśmy w jakimś stopniu tego człowieka. Co więcej, twórcy poświęcają sporo uwagi drodze, jaką musi przebyć zwykły chłopak z londyńskich przedmieść, aby zostać światowej klasy gwiazdą. Lata edukacji muzycznej, lata doświadczenia scenicznego w podrzędnych klubach, setki napisanych piosenek, zanim jakaś wreszcie wpadnie w ucho producentowi na tyle, że zgodzi się zainwestować w nieznajomego swój czas i pieniądze. Tutaj wszystko to jest pokazane.
Ponadto film ma wyraźny pomysł na siebie - Rocketman jest musicalem, momentami przypominał mi Mamma Mię (tylko taką, no wiecie, rockandrollową) - kolejne utwory Eltona Johna w sposób lekko fantazyjny przedstawiają kolejne ważne etapy w rozwoju naszego bohatera. Dzięki temu twórcom udało się wyciągnąć zupełnie nowe interpretacje z ogranych piosenek showmana.
Dodatkowo osobno muszę pochwalić fantastycznego Tarona Egertona, który w tym filmie daje z siebie wszystko - jego Elton John jest niezwykle skomplikowanym człowiekiem, pełnym wrażliwości i chropowatości. Dodatkowo Egerton samodzielnie wokalnie wykonuje wszystkie utwory i moim zdaniem brzmi rewelacyjnie.
Myślę, że Rocketman, to taki bezpieczny strzał, jeśli macie ochotę iść na coś dobrego do kina i trochę się rozerwać, a trochę się wzruszyć. No chyba, że szczerze nienawidzicie czegokolwiek związanego z musicalem;p
Pełna recenzja tutaj:
https://www.youtube.com/watch?v=SuvumE94Sgk

94

Zgłoś nadużycie

Opisz, dlaczego uważasz, że ten wpis nie jest zgodny z regulaminem serwisu:
Ostatnio odwiedzone
wyczyść historię