Na książkę natknąłem się przypadkiem, ale wciągnęła mnie strasznie. Przeczytałem całość za jednym zamachem, podobała mi się bardzo, podobał mi się styl, bardzo fajnie zostały przedstawione emocje Matta w poszczególnych sytuacjach, jego opinie na dane tematy. Poza całość została przyprawioną dosyć delikatną szczyptą znośnego humoru i oraz bardzo emocjonująca końcówka, przy którą uroniło się łezkę.
Jednak materiał na przeniesienie go na ekran jest strasznie ciężki.Można przedstawić sytuacje w książce normalnie, ale miała ona ten specyficzny klimat i kiedy się ją przeczytało, ja, jako czytelnik, miałem pewne oczekiwania wobec filmu, i niestety się strasznie zawiodłem. Mam takie dziwne wrażenie, że scenarzyści wiedzieli z góry, że ich wysiłki są skazane na porażkę więc zrobili najgorszą rzecz z możliwych czyli materiał streścili. Wyprali przez co materiał z emocji i co gorsza zrobili go cholernie nudnym. Nie chciało im się nawet pisać dialogów, tylko przepisywali z książki co strasznie raziło.
Aktorzy fajnie dobrani, dwoili się i troili, ale przy tragicznym scenariuszu ich wysiłki były z góry skazane na porażkę. Po przeczytaniu książki Clooney w mojej wyobraźni był idealnym Kingiem. Brawa również dla Shailene Woodley, która praktycznie była na równi z Clooneyem.
Udźwiękowienie delikatnie mówiąc tragiczne. Twórcy machnęli kilka utworów na ukulele i wrzucili tylko dlatego że akcja dzieje się na Hawajach. Miejscami kompletnie nie pasowało do nastroju.
Podsumowując: jedna z tragicznie zekranizowanych książek, skopany scenariusz na całej linii. A szkoda.
4/10