Nie wiedziałem co napisać w temacie, bo po prostu mam "sieczkę" w głowie.
Film zrobił na mnie tak ogromne wrażenie, jakbym oglądał film z serii "Incepcja" czy
"Infiltracja" gdzie trudno czasem nadążyć za biegiem wydarzeń, a każda kolejna scena
Cię szokuje. zaskakuje biegiem wydarzeń, zwrotami akcji.....
Jest to śmieszne gdyż STONE to film powolny, bez zwrotów akcji, pościgów, efektów
specjalnych, mrocznych scenerii....Ktoś odwalił tu kawał dobrej roboty, dawkując dziwne
napięcie które towarzyszyło mi od pierwszej minuty filmu, utrzymując się na wysokim
poziomie podczas trwania całego seansu.
Do tego dochodzi niesamowita, przejmująca muzyka i wplątane audycje radiowe ze
stacji ,która można by powiedzieć przypominała swym wydźwiękiem "Radio Maryja"
jednakże było w tych audycjach coś niepokojącego, prawdziwego iii...hmmm...dla mnie
brzmiały one po pewnym czasie tak, jakby nagle z nieba miał spaść grad meteorytów ,a
akcja filmu skończy się widmem końca świata...
Czemu takie odczucia, do filmu o takiej tematyce ?
Już wcześniej sie wypowiedziałem na ten temat, ale powiele to jeszcze raz...
Edward Norton, zagrał tak jak tego oczekiwałem. Nienagannie. W swoim wielkim
aczkolwiek specyficznym i nie przez wszystkich lubianym stylu.
De Niro. Ojjj pokazał ,że potrafi być jeszcze w dobrej "kondycji" aktorskiej. !
Mila Jovovich, kobieta która wprowadza do filmu "coś"...Idealna kreacja, idealna
gra...Jest bardzo przekonująca. ROLA ŻYCIA. Trzymam za tą modelinkę kciuki :P
Frances Conroy, także świetna rola drugoplanowa...
Wypowiedziałem się w samych superlatywach. Nie wiem czy ktoś to przeczyta,
odpowie...ale..9/10 ;) wyjaśnione.
Dopiszę coś jeszcze...
Zobaczę ten film na pewno, aby obejrzeć go jednak z wielu perspektyw, gdyż im więcej o nim myślę tym więcej w nim zauważam....
Jeszcze tu siedze, a to znaczy ,że myślę o filmie, a to znaczy że taki film warto obejrzeć.
Bo komu o 2;20 chce sie pisać cokolwiek...heh :)
Podpisałbym się pod każdym niemal słowem. Wygląda na to, że tak samo przeżyliśmy ten film, to miłe.