Do Malkontentów

Czemu zrzucacie na twórców filmu wasz brak erudycji? Do tego filmu trzeba podejść z obyciem w filmach, zobaczyć trochę różnego starego kina z całego świata, coś poczytać, posłuchać. Nudny? Powolny? Myślę, że sporo z was odpadloby przy "Fitzcaraldo" czy "8 i 1/2" i ja rozumiem, że w dzisiejszych czasach musi się dziać dużo i szybko i czytelnie aby widz jedzacy popcorn miał seans przyjemny i by przyjemnie mu się jadło a nie jakieś "nie wiadomo co" ale na szczęście nie każdy film jaki powstaje to np."Venom" gdzie dzieje się duzo, głośno i szybko i jest zabawnie oraz prosto. Przyznajcie więc wprost, że nie dorosliscie do tego typu produkcji a nie pomstujecie na cały świat, zacznijcie od siebie lepiej i zamiast walić te jedynki czy dwojki "bo nie ogarniam" zaznaczcie po prostu "widziałem" bo swoim nieogarem wprowadzacie w błąd tych, co szukają czegoś więcej w kinie. Dziękuję za uwagę

58
  • [SPOILERY- CZYTASZ NA WŁASNĄ ODPOWIEDZIALNOŚĆ]

    Najbardziej bawi mnie fakt, że fabuła mimo całej onirycznej oprawy jest prościutka i łatwa do rozgryzienia po niespełna 30 minutach seansu, a widzowie i tak opuszczali salę kinową bo widocznie przywykli do jumpscare'ów, w przeciwnym wypadku są zbyt zagubieni żeby dokończyć seans i poskładać sobie wszystko w spójną całość. To, co mnie najbardziej przekonało w Suspirii jest właśnie ten osobliwy klimat marzenia sennego, z którego każdy zbudziłby się z przerażeniem w środku nocy. Psychodeliczne spojrzenia, zachowanie, śmiech członkiń akademii i epickie sceny tańca- nie wiem czy wrócę do filmu jako całości, ale do tych pojedynczych scen na pewno. Zakochałam się w tych surowych a zarazem kipiących od emocji scenach.
    Niestety nie jest to film pozbawiony wad. Przede wszystkim postać psychoanalityka jest dla mnie zbędna, rozumiem że miał być uosobieniem normalności, odciętym od tego całego szaleństwa, co miało pomóc widzowi utożsamić się z jego postacią i razem z nim odkrywać przerażające tajemnice szkoły tańca, jednak fabuła była na tyle jasna i zdatna do samodzielnej interpretacji przez to że reżyser bardzo szybko odkrywa wszystkie karty, że było to kompletnie niepotrzebne. Tym samym zdradziłam drugi aspekt, z którym mam problem- film za szybko wyjaśnia o co w tym wszystkim chodzi. Po tym, jak wszystkie tajemnice zostały obnażone, pozostaje nam śledzić fabułę w oczekiwaniu na te mistrzowskie sceny tańca. Trochę za mało.

  • No to uzasadnij dlaczego ten film jest dobry, i dlaczego wg. Ciebie nie jest rozwleczony, zamiast się szarogęsić. Wydaje mi się że osoby zarzucające temu filmowi, że jest za długi mają sporo racji, bo faktycznie dużo wątków jest tu niepotrzebnych(m.in. absurdalny epilog i całkowicie zbędny epilog). Moim zdaniem film ma wyraźnie problemy z tempem, którego nie miało m. in. podobnej długości 'Dziedzictwo', gdzie faktycznie dobrze wykorzystano czas.

  • Straszliwie uogólnienie. Pomiędzy filmami takimi jak Venom a takimi jak ten jest jeszcze mnóstwo innych. Nie musi dziać się dużo ani szybko, rzecz w tym by film wprowadzał w swój świat i w nim widza trzymał, wciągnął doń. Byłem zachwycony Zło we mnie, ktotre też absolutnie sztampowym horrorem nie jest, bardzo podobało mi się także Hereditary czy choćby Honeymoon. Suspiria jest po prostu kiepska (w mojej subiektywnej ocenie) i to nie dlatego, że jej nie zrozumiałem czy jest zbyt powolna, tylko dlatego, że nie ma w niej krztyny tajemniczości czy suspsensu. Rozwiązanie dostajemy po pół godziny, krwi w żyłach nie mrozi, co najwyżej męczy obrzydliowością w mnogich scenach eksploatacji. Ponadto argument o tym, że trzeba mieć "obycie" jest conajmniej nietrafiony. Dzieło filmowe ma się bronić samo, a nie nabierać sensu w połączeniu z innymi. Oczywiście, że można dostrzec pewne dodatkowe smaczki czy odniesienia, ale nigdy, przenigdy nie jest to obligatoryjne.

  • Nie ma to jak napisać, że skoro innym film się nie podoba, to się nie znają i odpadliby przy klasykach. Poza tym moja ulubiona część: NIE OCENIAJCIE, BO NIE OGARNĘLIŚCIE, mistrzostwo :D.

    Co do filmu: nie zdarza mi się "nudzić" na filmach, nie wiem czy byłbym w stanie przypomnieć sobie chociaż kilka takowych. Tutaj niestety męczył okrutnie, nie wiem z czego to wynika, ale może po prostu na lepsze wyszłoby mu skrócenie o kilkadziesiąt minut.

    Podczas mojego seansu sporo osób wyszło z kina i trochę im się nie dziwię, pod koniec już sam marzyłem, że każda scena będzie tą ostatnią. Całość jest po prostu niezajmująca, początkowo intryguje, a potem wszystko opada. Chyba nie widziałem jeszcze, żeby tyle osób wyszło na jakimkolwiek filmie. Ale fakt, to świadczy o tym, że się nie znają, a nie o tym, że film jest po prostu słaby ;)

    • Najwięcej wychodziło na "Zjawie" :) A film spokojnie mógł być o jakieś 40 minut krótszy i tylko by zyskał, cały wątek doktora i terrorystów był absolutnie zbędny.

      • Zbędne dla kogo? Dla Ciebie. Dla mnie nawet jeśli te wątki nie miały logicznego i sensownego wytłumaczenia to dla mnie stanowiły "realistyczną" przeciwwagę dla tej "magicznej" części filmu. Utwierdzały i osadzały całą historię w jakiś ramach czasowych, historycznych i geograficznych. Warto czasem zastanowić się dlaczego coś nie podoba nam się w kinematografii i czasem spróbować spojrzeć na "wadę" jako celowy i zamierzony reżyserski zabieg.

        • Przypomina mi to trochę motyw "oka kaczki" wg Lyncha, z tym że u Guadagnino wątek jest rozleglejszy i oczywiste, że ma znaczenie dla całej treści. Fabuła zasuwająca prosto od punktu A do punktu B, pomijając te wszystkie niuanse, uczyniłaby sam film właściwie zbytecznym. Jaki miałby sens? Jaka w takim razie pozostaje alternatywa dla reżysera? Wydaje mi się, że już tylko niepotrzebne uciekanie się do kiczu i rozrywek audio-wizualnych w celu podtrzymania uwagi przeciętnego widza.
          https://www.youtube.com/watch?v=w0cNRuqP1pk

        • To, że było to celowym zabiegiem reżysera w żaden sposób nie czyni tego mniej zbędnym lub mniejszą wadą. Oczywiście, że dla mnie, nie zabraniam nikomu cieszyć się tymi utwierdzającymi i osadzającymi historię wątkami, ale taka dwuminutowa wycieczka doktora na działkę nie broni się z żadnej strony :)

          • Raczej w kwestii tego co ma się bronić w dobrym filmie a co nie-wolę posłuchać ot, chociażby Lyncha :) Czyli kogoś kto na pewno na kwestie filmowe patrzy o wiele lepszym okiem niż ja, zwykły śmiertelnik. I odsyłam wyżej do komentarza @androcell który to komentarz mówi wszystko. Ale ok, życzę dalszych przyjemności z oglądania tylko tych filmów o całkowicie logicznej fabule, skondensowanych czasowo do minimum. Takich właśnie od a do z :)

            • Skoro już przywołaliśmy jednego z moich ulubionych reżyserów, to powiem, że stara Suspiria jest bardzo lynchowska, myślę że mogła być sporym źródłem inspiracji dla Davida i ocieka atmosferą tajemniczości, w nowej wersji nie ma praktycznie żadnej tajemnicy, większość kart jest odkrywana właściwie od razu, mamy jeden zwrot akcji i już. Uważam, że spokojnie można było pokusić się o więcej surrealistycznych, budujących atmosferę tajemniczości smaczków osadzonych w głównej osi fabularnej (takich jak wątek [SPOJLER] jednej z matek,, która popełnia samobójstwo [SPOJLER]) zamiast dokładać zupełnie oderwany od klimatu filmu wątek, który dla mnie osobiście psuł imersję.

  • Oh, ah jaki ja jestem wspaniały a reszta to ograniczone matoły... Oglądałem ten film na nocy horrorów, znudził mnie i uśpił nie tego oczekiwałem po kinie. I nie oznacza to ze od filmów oczekuje jump scare, horror nie musi być straszny, ale przynajmniej oczekuje ciekawej historii i klimatu. Tutaj tego nie było

  • w sumie i filmy proste i skomplikowane mają swoje plusy

  • A o pier... Mikołaja :/

  • Muszę Cię zaskoczyć, można oglądać ambitne filmy i jednocześnie Suspiria nie musi się podobać. Dlaczego mam oceniać wysoko, tylko dlatego, że coś jest artystyczne? Do choćby Black Swan temu "dziełu" brakuje kilka lat świetlnych.

  • Otóż jestem filmowym erudytą, oglądałem wiele tysięcy filmów od Carla Theodora Dreyera po Freda Kelemena, pracuję jako krytyk filmowy w kilku redakcjach, w dodatku sam zajmuje się tworzeniem filmów (zawodowo tworzę reklamy a prywatnie - etiudy filmowe) i uważam, że Suspiria to zupełnie przeciętny film, którego twórca nie mógł na żadnym etapie produkcji zdecydować się, co tak naprawdę chce nakręcić, więc wyszedł mu dwuipółgodzinny bałagan. Mogę podyskutować z założycielem tematu ale jedynie, gdy poda mi piętnaście nawiązań do starego kina, które odnalazł w Suspirii.
    Pozdrawiam

  • Ach ten egoizm i przekonanie o wyższości samego siebie nad całym światem... ktoś tu się chyba urodził o kilkaset lat za późno i kilka drzew genealogicznych za daleko od błękitnokrwistej szlachty. Jeden samozwańczy artysta o umyśle tak szerokim, że my maluczcy nijak nie możemy ogarnąć jego wielkości i tak nie zmieni prostego faktu - przeciętny film jest przeciętny. I owszem - rozwleczony do granic możliwości.

Zgłoś nadużycie

Opisz, dlaczego uważasz, że ten wpis nie jest zgodny z regulaminem serwisu: