W skrócie

Film nie dorównuje T2, a zwłaszcza niedoścignionemu T1, ale lepszy od pozostałych produkcji Terminatora. Po prostu dobra rozrywka.

7
  • a zwłaszcza niedościegnionemu T1 ? cenisz T1 wyżej od T2 ? przeciez te dwa filmy dzieli przepaść !

    • Chciałem napisać to samo ;)

    • OCZYWIŚCIE!!! T1 to arcydzieło, niedościgniony, kultowy, nieporównywalny z niczym innym. 10/10.

      Poniżej szersza refleksja sithfroga, z którą się w 100% zgadzam:
      Ostatnio usłyszałem od pewnej osoby, że nostalgia zaciemnia mi spojrzenie. Że dawno oglądałem pierwszego Terminatora i pamięć zniekształcił czas. No to sobie obejrzałem. I co? Nostalgia? Litości... Kiedyś pewnie dałbym osiem, dzisiaj daję dychę.

      Ten film jest doskonały w swojej kategorii. Prosta i spójna historia. Proste środki użyte do jej opowiedzenia i najważniejsze: klimat. Tu naprawdę czuć brak nadziei w 2029 roku. Armia zagonionych pod ziemię obdartusów przymiera głodem. Odziani w szmaty. W kolejnych odsłonach (szczególnie dwóch ostatnich) wojsko Johna Connora wygląda się i zachowuje jak doborowe jednostki specjalne. Gdzie ta beznadzieja post-apokaliptycznej zagłady?

      To, o czym faktycznie zapomniałem, a co pozwala wsiąknąć w losy bohaterów to brutalność i dosłowność wielu scen. Maszyna do zabijania to maszyna do zabijania. Z zimną krwią strzela ludziom w twarz, w plecy, kiedy trzeba - wyrywa organy wewnętrzne. Arnold w tej wersji to monstrum, którego masz się bać. Nie żaden efekciarski cyborg, który rzuca oszczepem z płynnego metalu. Poza tym wszystko co mamy wiedzieć - widać na ekranie. Nikt tam nie musi niczego tłumaczyć. Widzimy jak wygląda przyszłość, widzimy jak mordowani są niewinni ludzie. Nic nie jest tu podane w formie pseudo-dialogu, który służy do objaśniania fabuły.

      Kolejna różnica między wtedy, a teraz: sceny akcji. W Terminatorze uzupełniają fabułę, stanowią całość z wydarzeniami na ekranie. Są środkiem do opowiadania historii, a nie celem samym w sobie. Jakbym miał zgadywać to powiedziałbym, że Cameron kończył swój scenariusz ubogacając go efektownymi pościgami i strzelaninami. Współczesne części wyglądają jakby scenarzyści najpierw wymyślili przekombinowane ewolucje, a potem dopisywali do nich cokolwiek, byle się jako-tako kleiło.

      Aktorów nie chcę nawet oceniać. Oni po prostu "robią" ten film. Linda Hamilton (kobieta, a nie gimnazjalistka), Michael Biehn (a nie drewniany klocek) i Arnold, który ze swoim niezdarnym akcentem i śladową mimiką idealnie pasuje do grania maszyny. Słowem, stara szkoła. Trochę już zapomniana, dobrze, że ostatnio George Miller pokazał, że to nadal działa lepiej niż tona komputerowo generowanych bajerów. A propos, efekty specjalnie w 1984 roku zapewne kopały zad. Animacje poklatkowe, modele terminatora - dziś mocno trącą myszką, ale znów - jest ich na tyle niedużo, że to w ogóle nie przeszkadza.

      Po dzisiejszym seansie zauważyłem jeszcze jedną ciekawą różnicę. Trzy pierwsze części nie kończą się happy endem. Na pewno nie w klasycznym wydaniu. Salvation kończy się... nie wiem jak, nie pamiętam i szczerze mówiąc mam to gdzieś. Genisys kończy się jak Godzilla (ta z 1998). Nie dość, że wszystko pięknie to jeszcze tandetna furtka do sequeli. Masakra.

      Po najnowszych Terminatorach podnoszę ocenę oryginału, bo ten film po 35 latach zjada na śniadanie ostatnie produkcje, które nie są filmami, a błyskotkami. Zabaweczkami, które kolorowym opakowaniem próbują niezdarnie ukryć swoją miałkość i brak treści. Terminator numer jeden to krok milowy dla kinematografii i trampolina do wielkiej kariery dla Arnolda Schwarzeneggera i Jamesa Camerona.

      • Terminator 1 kultowe arcydzieło nieporównywalne z niczym innym ? krok milowy dla kinematografi ? heh,dobre.Gdyby te słowa dotyczyły Terminatora 2 to pewnie bym sie zgodził ale cześć pierwsza ? A tak w ogóle, to dlaczego przytaczasz wypowiedzi innych ? nie może własnymi słowami wyjaśnić,dlaczego według Ciebie ten film jest taki "wyjątkowy" ?

      • 100% racji. T1 to samo dobro. Odświerzam sobie średnio raz do roku razem z T2.

        Terminator 1 ma jeszcze jedną zaletę. To jedyny film o podróży w czasie który nie zawiera błędów w fabule. Co więcej nie mami widza, że można zmienić przyszłość. Wszystko jest z góry ustalone i ze sobą związane. Dlatego pierwsza część jest taka świetna. Opowiada zamkniętą historię.

        Jak powstawała druga część, Cameron zdawał sobie z tego sprawę ale uznał, że widzom nie będzie za bardzo to przeszkadzać jak troche pomajstruje przy tym. I mi to też nie przeszkadza bo powstał chyba najlepszy sequel w historii kina (Tutaj pretenduje jeszcze Aliens też od Camerona i długo, długo nic). W drugiej części już zmiana przyszłości jest możliwa i nawet się dzieje bo zabijają Milesa Dysona jest ta akcja w Cyberdyne Systems i generalnie część druga mimo że świetna to otworzyła możliwośći na kontynuacje i niestety Holywood zrobiło to co umie najbardziej czyli schrzanili koncertowo najlepszą serię sci-fi w historii kina.

        • >>>Terminator 1 ma jeszcze jedną zaletę. To jedyny film o podróży w czasie który nie zawiera błędów w fabule. Co więcej nie mami widza, że można zmienić przyszłość. Wszystko jest z góry ustalone i ze sobą związane. Dlatego pierwsza część jest taka świetna. Opowiada zamkniętą historię<<<

          Dokładnie tak jest. Szczególnie jeśli się obejrzy T1 w rozszerzonej wersji tzw. fun-cut, gdzie ktoś z fanów pozbierał wszystkie wycięte sceny i dodał do filmu do miejsc z których zostały usunięte, tworząc film około 15 min dłuższy. Serio szkoda że ta wersja nigdy nie została wypuszczona oficjalnie jak reżyserska wersja T2.
          W oficjalnym filmie wiemy, że John wysyła w przeszłość Reese'a, on zapyla Sarę i bez wysłania Reese'a nie bedzie Johna.
          W rozszerzonej wersji dowiadujemy się że Skynet nie powstałby gdyby nie części z T800 w prasie hydraulicznej. Tak! Już w 1984 był ten koncept, więc w T2 nie pokazali nic odkrywczego, że Miles tworzył neuronowy system na podstawie procesora i ręki z modelu cyborga zgniecionego w prasie.
          Jest scena jak Sarah znajduje w książce telefonicznej adres Cyberdyne i chce już ich wtedy rozwalić, a fabryka do której trafiają w finałowej scenie, to nie była żadną przypadkowa fabryka, tylko właśnie siedziba wczesnego Cyberdyne.
          Po scenie jak pakują ciało Reese'a do czarnego worka, a Sarę do karetki, pojawia się dwóch inżynierów/naukowców i zastanawia sie co to za zaawansowana technologia zgnieciona w tej prasie, że nigdy takiej jeszcze nie widzieli, że to może jakieś japońskie i że chowają to do analiz, po czym kamera jedzie w górę i pojawia sie nad wejsciem do fabryki napis Cyberdyne Systems.

          Tak więc tak - ten film jest kompletny, a T2, też wybitny zresztą, jest po prostu jego kalką z odmienną rolą Arniego, lepszym antagonistą i genialnymi efektami specjalnymi.

Zgłoś nadużycie

Opisz, dlaczego uważasz, że ten wpis nie jest zgodny z regulaminem serwisu:
Ostatnio odwiedzone
wyczyść historię