Pierwsza połowa filmu — bardzo dobra.
W drugiej połowie coś się zaczyna psuć, a jak zobaczyłem scenę, w której główny bohater jest gwałcony, to stwierdziłem, że już mi się tego nie chce oglądać.
No i jeszcze w epilogu to przemówienie pełne dydaktyki. Żeby widz wiedział, jak to się Żydzi nacierpieli i jak to cierpienie wywarło wpływ na pracę głównego bohatera, bo bez tego głupiutki widz sam by nie doszedł do tego wniosku.
Jak dla mnie to jest oscarowy bait i film na 7/10. I jak na te wszystkie zachwyty krytyków, wystawianie 9, a nawet 10, to jak dla mnie spory zawód.
Mam podobnie, chociaż rozwleczony jest do granic możliwości. Oczywiście Oscary będą za biednych wiecznie żydów. Podobała mi się muzyka i gra Pearce'a. Brody aż za bardzo udręczony. Pozdrawiam
Eh czyli jednak o żydach. Myślałem że będzie normalny film o węgierskim facecie, który poleciał do USA i próbuje się tam odnaleźć, ale nie..
Też nie rozumiem, po co była scena gwałtu. Takie zachowanie w ogóle do owego bohatera nie pasowało.
Moja pierwszą reakcją też było zniesmaczenie na tą scene ale po na myśle ona ma sens. Harris jest rasistą, to nie jest odkryciem ale jest też antysemitą. I tutaj trafia się ktoś, kogo uważa za gorszego od siebie, za psa, którego można wykopać albo uśpić jednocześnie zazdroszcząc mu oczytania i wielkiego talentu. Scena gwałtu była próba przejęcia kontroli i wywyższenia się nad Laszlo. Mogłoby jej nie być ale była mniej zbędna niż pierwsza scena w 2 części w łóżku.
Ja od sceny, w której Guy Pierce mówi o intelektualnej stymulacji w rozmowie z Laszlo, od razu wyczułam jakieś seksualne napięcie. Myślę, że od początku mu się spodobał i cały pomysł z budową był po to by go zatrzymać przy sobie. Ale generalnie wszystko sceny seksu były strasznie niekomfortowe.