1 godz. 36 min.
6,8 33 519
ocen
6,8 10 33519
16 691
chce zobaczyć
6,7 18
ocen krytyków
{"rate":6.7222223,"count":18}
{"type":"film","id":776170,"links":[{"id":"filmWhereToWatchTv","href":"/film/Tully-2018-776170/tv","text":"W TV"}]}
powrót do forum filmu Tully
  • Czy tylko ja uważam ten film za film o schizofrenii? Niania nazywała się Tully jak nazwisko głównej bohaterki. W szpitalu Marlo wspomina jeszcze raz ekscesy ostatniej nocy i jest podczas nich sama. Lekarka mówi, że Marlo jest skrajnie wyczerpana czyli tak naprawdę nie przesypiała tych nocy bo to ona zajmowała się dzieckiem? Tak bardzo nie chciała pomocy z zewnątrz, że sama sobie ją wymyśliła? Wszystko w filmie na to wskazuje, czy to są tylko moje indywidualne odczucia?

  • Agatonik ocenił(a) ten film na: 8

    FendiAurelie Tully tak naprawdę nie było - Marlo stworzyła ją dla siebie, jako inną wersję siebie - młodej, optymistycznej, zaradnej. Pewnie w ten sposób radziła sobie z depresją i tym piekielnym przeciążeniem obowiązkami. Nie poszłabym tak daleko, że to schizofrenia.

  • nowhore94 ocenił(a) ten film na: 7

    Agatonik Ja uważam że zbieżność pomiędzy nazwiskiem panieńskim Marlo (Tully) a imieniem Niani (Tully) nie była przypadkowa i że Tully- niania utożsamiała te cechy, które Marlow przejawiała w młodości, ale utraciła- charyzma, aktywność towarzyska, brak poważniejszych zobowiązań i duża doza swobody w realizowaniu jakichkolwiek planów, impulsywność. Innymi słowy wg mojej interpretacji Tully była Marlow za młodu, przed małżeństwem i trójką dzieci.

  • Agatonik ocenił(a) ten film na: 8

    nowhore94 To też dobra interpretacja

  • sylsob1 ocenił(a) ten film na: 8

    nowhore94 Tak, Tully to była Marlow za młodu. Należy zwrócić uwagę na jedno zdanie, które mówi wszystko: Tully mówi do Marlow, że marzenia o rodzinie i dzieciach to były jej marzenia! Film naprawdę dobry, polecam:)

  • bebuko ocenił(a) ten film na: 7

    sylsob1 Plus ulubione rzeczy - alkohol, piosenka :)

  • Agatonik Masz rację, aczkolwiek lekarka pytała męża "czy żona leczy się psychiatrycznie" czyli podejrzewali jakieś zaburzenia i stąd moje stwierdzenie, że to schizofrenia :) widziałam inne komentarze i już myślałam, że tylko ja tak zrozumiałam ten film, że Tully nigdy nie było

  • Mahosia ocenił(a) ten film na: 8

    FendiAurelie To nie musiała być schizofrenia. Istnieje też wiele psychoz kiedy chory słyszy głosy lub ma zwidy. Niektóre są też przejściowe jako efekt przewlekłego stresu lub skrajnego wyczerpania emocjonalnego.

  • sinist3r ocenił(a) ten film na: 7

    Agatonik tully to mloda marlow i jest to powiedziane doslownie w filmie, ostatnia scena z nimi obiema w sali szpitalnej, kiedy tully mowi ze musi nauczyc sie wloskiego i marlow odpowiada ze nigdy nie wyjdzie poza "dzien dobry". Zreszta latwo polaczyc kropki, Tully ma romans ze wspollokatorka, mowa pewnie o lasce z pierwszych kadrow filmu z kawiarni, sam fakt ze ona nazywa sie tully to doslowne pokazywanie palcem zeby widz wiedzial o co chodzi.

  • Krzywa79 ocenił(a) ten film na: 9

    FendiAurelie Myślę, że Ona doświadczała tego, co praktycznie każda matka dziś- czyli presja otoczenia, wtłoczone w glowe przekonania jaka masz być, co musisz potrafić i ile umieć! To sprawiło, ze była przeciążona i nadal dokładała sobie zajęcia np. Piekła w nocy ciasta, pucowała dom, uprawiała seks z mężem choć powinna była w tym czasie się wyspać i odpocząć! To tez skutkowało depresja albo przynajmniej jakimś mega ostrym wycieńczeniem psychicznym.

  • coolhanded ocenił(a) ten film na: 7

    FendiAurelie Też pomyślałam, że ma schizofrenię, ale jednocześnie M. wydawała się świadoma tego, że kim jest Tully tj. że to wytwór jej wyobraźni. Może gdyby brat stwierdził, że niani wcale nie opłaca to może mąż i lekarze zaczęliby drążyć ten temat. Podobało mi się jednak to, że reżyser nie daje oczywistych odpowiedzi, zostawia duże pole do interpretacji. Nad tym filmem trzeba się zastanowić, nie jest dla wszystkich. I szacunek dla Charlize, bo nie boi się pokazać z tej gorszej (zewnętrznej) strony.

  • czarnysztandar ocenił(a) ten film na: 10

    coolhanded "Podobało mi się jednak to, że reżyser nie daje oczywistych odpowiedzi, zostawia duże pole do interpretacji." – dokładnie!

  • Aluminiova ocenił(a) ten film na: 7

    FendiAurelie W terapi czasem wykorzystuje się wizualizacje tulpy - inspirowane filozofią buddyjską (z niej psychoterapia czerpie również formy medytacji) świadomie wykreowanych "wymyślonych przyjaciół". Myślę, że to nie film o schizofrenii, wszakże ta choroba generuje irracjonalne sytuacje, brak logiki w myśleniu bądź zachowaniu. Tu pokazana jest depresja, z którą bohaterka walczy na swój sposób. Nie wierząc w swoje siły, piecze, sprząta i zajmuje się dzieckiem przy pomocy uosobienia siebie z młodości pod postacią młodej, zaradnej dziewczyny. Myślę że imię Tully nawiązuję do terminu tulpy.

  • takafura ocenił(a) ten film na: 8

    Aluminiova Pierwsze słyszę... wygooglałem termin "tulpa" i w 100 % zgodne z tym co sugerujesz.
    Cytuję:
    Co to jest tulpa?
    To rodzaj wyobrażonego towarzysza. Charakteryzuje się wysoką niezależnością względem hosta – czyli Ciebie, osoby goszczącej. Jest dodatkową osobą lub osobowością, którą kształtujesz w swoim umyśle. Dodatkowym tokiem myślowym. Może podejmować własne decyzje, dochodzić do wniosków niezależnych od Twoich.

  • FendiAurelie Czyli było tak, żona mówi mężowi że zatrudniła nianię. Przez kilka (kilkanaście?)dni nie zdarzyło się by mąż nie zobaczył jej i to go wcale nie zdziwiło? Nie zszedł nawet na chwilę do kuchni i się nie zdziwił, że dziecko jest same? Ktoś bardzo nie lubi mężczyzn by coś takiego wymyśleć...

  • czarnysztandar ocenił(a) ten film na: 10

    tk007 Chyba zbyt dosłownie interpretujesz film.

  • czarnysztandar ocenił(a) ten film na: 10

    FendiAurelie Takie wyjaśnienia, to trochę jak tłumaczenie dowcipu, który przez to nie jest już śmieszny, ale skoro masz z tym problem... Tully można porównać do sposobu przedstawiania wewnętrznych dialogów, które chyba Szekspir zaproponował w postaci zjaw, duchów, czarownic itp. Ja bym zbyt dosłownie nawet tego nie traktował. Osobiście odebrałem to jako jeden z zabiegów (trików) filmowych swobodnie pływających by przedstawić rodzicielstwo w sposób prawdziwy a jednak nie napuszony, z humorem, ale bez lekceważenia, z ironią, ale bez żółci (np. gdy mąż mówi, że żona zostawiła dzieci, zapominając, że on był w domu). Subtelność i kultura, z jaką twórcy opowiadają o rodzinie, małżeństwie, rodzicielstwie jest obcy storturowanej wersji macierzyństwa lansowanej w naszej kulturze przenikniętej "męką pańską".