Tully 8/10

Rzadko zdarza sie w kinie ogladac film obyczajowy bez w jakiejs skomplikowanej fabuly i po wyjsciu z sali, miec odczucie ze ogladalo sie cos naprawde waznego, madrego.
Tak wlasnie bylo po Tully. Nie jest to film grozy, ani rowniez jakis wielki dramat - po prostu film o zyciu. Jest kontrowersyjna Tully, ale aby nie spojlerowac, powiem ze jakims cudem Tully w tym filmie zeszla na drugi plan i przez caly czas cieszylem sie ze zmian w zyciu Marlo.
Krotko mowiec, nie ma co sie nastawiac na jakies bardzo mroczne historie i dramaty. Po prostu zycie.
Sam nie mam dzieci wiec nie wiem jakie to wyrzeczenia w zyciu na poczatku takiej drogi, ale ciesze sie widziec to i zrozumiec jakie to wyrzeczenie byc matka z wieloma dziecmi.
Moim zdaniem to taki hold dla tych matek.



SPOJLER PONIZEJ:




Zdaje sobie sprawe, ze wszystko to co sie dzialo, bylo generalnie w glowie Marlo, lacznie z jej wizja kompletnie bezuzytecznego meza. Podobnie wizja jej 'normalnego' syna tez byla ... jej wizja.
Mimo wszystko, jest to film ktory pokazuje reakcje i psychike matki w tym momenicie zycia i pokazanie jak ciezkie moze byc egzystowanie w tych chwilach

33
  • Absolutnie zgadzam się z tym, co napisałeś - mam odczucie, że obejrzałam coś naprawdę ważnego. Film jest bardzo poruszający i TAK, ukazuje dramatyczną sytuację głównej bohaterki. Oczywiście (nie obraź się, proszę) - myślę, że nie wszystko uchwyciłeś, bo jesteś bezdzietnym mężczyzną. Ja jako młoda matka jestem powalona na kolana i ten film otworzył mi oczy na wiele spraw związanych z macierzyństwem i małżeństwem. Charlize zagrała genialnie. Brakowało mi tylko muzyki.

    • bardzo mnie ciekawi twoja interpretacja wizji Marlo meza - czyli rzeczywiscie byl taki bezuzyteczny jak to widac na filmie, czy to tylko jej subiektywna wizja.

      Podobnie o synu - zachowanie jej syna w filmie - czy to jest jej wizja czy rzeczywiscie jego nadpobudliwosc czy adhd byla uproszczona poprzez jej sposob widzenia i prawdziwe oblicze jego zachowania nie bylo zarysowane na ekranie (kopanie w siedzenie to tylko maly obrazek calosci).

      Inna sprawa, czy wizja Tully to tylko taki naturalny symbol ucieczki od depresji poporodowej, czy objaw jej rzeczywistej choroby zwiazanej z podwojna osobowoscia, gdzie drugie ja pozwala jej zmienic zycie w tak ciezkim okresie?

      • Mam wątpliwości co do tej tezy dot. zachowania męża i syna... Po pierwsze mąż na końcu przychodzi do niej i sam przyznaje, że nie był dobrym mężem ani ojcem, że nie poświęcał im w ogóle uwagi. Co do syna - podczas rozmowy w szkole kilkakrotnie padają słowa, że dziecko jest trudne i z tego nawet powodu musieli zmienić szkołę. Jej brat z żoną także kilka razy o tym wspominają. Jest jeszcze scena w nowej szkole. To wszystko musiałoby być zmyślone... Moim zdaniem kobieta miała po prostu depresję poporodową tak jak po urodzeniu chłopca. Zaniedbała dom, męża (który sam pomógł się do tego przyczynić) i siebie. Nie radziła sobie z natłokiem obowiązków i wymyśliła "pomocnicę". Ale to oczywiście tylko moja teza, mogę się mylić :)

  • genialnie oddajesz i moje uczucia po filmie, dodam tylko jedną rzecz: film jest pełen szacunku wobec kobiety z całym trudem jej życia, super bohaterką nie jest Wonder Woman - super bohaterką jest Marla :)

    • Zgodzę się z Wami, że ten film to taka proza życia, ale dla mnie ten film był zwyczajnie nudny i słaby. Może nie wyczułem się po prostu wystarczająco w losy bohaterów. Mam córeczkę i wiem, że taki mały człowiek wymaga masę czasu i wyrzeczeń, przez co można zapomnieć o sobie, czy pielęgnowaniu związku. Wszystko wtedy się zmienia, staje na głowie. Ten film to dla mnie taka oczywista oczywistość,, którą każdy, kto ma dziecko, przeżył na własnej skórze. Po co to pokazywać w filmie. Żeby odwołać się do wspomnień widzów, aby mogli utożsamiać i z główną bohaterką. Nie dziwie się, ze ten film trafia do takiej właśnie grupy ludzi. Po prostu do mnie nie trafił. Moja dziewczyna dla kontrastu, była zachwycona. Kwestia gustu, a wiadomo, ze o gustach się nie dyskutuje. Ode mnie 5/10

      • Wiesz, mi się wydaje, że to siła przekazu emocjonalnego. Ja jestem wręcz zauroczona jego prostotą! I prawdopodobniej łatwiej do mnie dociera jako do kobiety. Mam takie grono znajomych (po 30-tce), które regularnie analizują swoje życie pod ogólnym hasłem "spełnienie" :). Chyba generalnie tak jest, że w pewnym wieku kobiety zaczynają się zastanawiać nad swoimi wyborami. Czy dobrze pokierowały swoim życiem, a może te 10 lat temu trzeba było zadecydować inaczej...? Co z moją karierą, czy jestem dobrą matką, dlaczego mąż mnie nie rozumie? Fascynujące, że główna bohaterka tak zaplatała się w tych pytaniach i ciężarach codzienności, że stworzyła alternatywną rzeczywistość. Myślę, że niejeden widz płci żeńskiej odetchnął z ulgą na koniec, bo jaka byłaby dla nas nadzieją, jeśli losy Marly potoczyły się inaczej?
        Na koniec brawo dla Charlize za wykreowanie tak wiarygodnej postaci! Aktorka naprawdę była w depresji podczas kręcenia filmu (ponoć spożywanie śmieciowego jedzenia w celu przytycia 25 kg to spowodowało).

  • Wczoraj obejrzałem film i tak naprawdę właśnie z jego powodu w końcu założyłem tu konto. SPOILER






    Jestem bardzo ciekaw, czy ktoś z Was oglądając film wyłapał w trakcie, kim jest Tully, czy tak jak ja doznaliście olśnienia dopiero w scenie wypadku i tylko uświadomieni jeszcze bardziej podczas rozmowy Drew z lekarzem.

    Przeczytałem komentarze i jednak zastanawiam się, czy faktycznie pisząc o depresji poporodowej macie rację, czy to aby nie było już wcześniej i po prostu po samym porodzie i czasie, nerwach i wysiłku poświęcanym Mii nie pogłębiła się do stopnia wręcz schizofrenicznego.

    Zauważcie, że tacierzyństwo Drew to tak naprawdę zarabianie pieniędzy, pomoc przy lekcjach i gra na konsoli. Słabo się interesuje wszystkim, nigdy nie wstaje do dziecka, nie pyta jakoś zaciekle, czy Marlo daje sobie naprawdę radę, w końcu w szpitalu sam przyznaje się do błędu.

    To samo tyczy się brata, który dobrze zarabia, jego żony, która ma figurę modelki, których dom jest piękny, duży, zadbany, za wszystko ktoś odpowiada, a oni jako dorośli mają czas na swoje życie. Czarny SUV, hawajski barek i cała reszta, może jest pokazane jak w prześmiewczy sposób na to patrzą, ale w rozmowie z bratem pada zdanie, że oboje wyszli z tego samego gównianego domu. Dodajmy do tego, że samo przyjęcie Jonaha do szkoły zawdzięczała znajomościom brata. Myślę, że w pewien sposób to też jest w jakiś sposób powodem do pogłębienia depresji.

    Autorzy w tajemniczy sposób wrzucili moment rozdarcia Marlo. Jest pokazane jak wyciąga kartkę z numerem do nocnej niani i przynajmniej w moim przypadku, do sceny wypadku nie zrozumiałem, że to jest moment największego załamania psychicznego i wytworzenia postaci Tully, czyli siebie sprzed lat. Żeby lepiej zrozumieć co miałem na myśli, wiem, że to był moment krytyczny, stąd niby używa usług niani, po prostu nie zauważyłem, że to zaburzenie psychiczne.

    Ciekawym jest, że rozmawia właśnie ze sobą w wieku 26 lat. Moment ich kłótni przed barem doskonale pokazuje jakie marzenie ma Tully, rodzina i dzieci, znowu Marlo wyrzuca żale dorosłej kobiety, z trójką dzieci. To jest dość uniwersalna prawda, że młodzi ludzie często chcą być szybko dorośli, a z wiekiem jednak człowiek chciałby znów być młody.

    Ogólnie film polecam obejrzeć, zwłaszcza ludziom, którzy przymierzają się do posiadania dzieci, ja sam jeszcze nie mam, ale uważam, że warto obejrzeć bo są w nich pokazane problemy, które mogą dotknąć każdej matki i warto chociażby zobaczyć, jak beznadziejnym ojcem nie można być.

Zgłoś nadużycie

Opisz, dlaczego uważasz, że ten wpis nie jest zgodny z regulaminem serwisu: