Urodziny Matyldy

1974 1 godz. 32 min.
6,0 141
ocen
6,0 10 141
88
chce zobaczyć
{"rate":6.0,"count":1}
{"type":"film","id":11407,"links":[{"id":"filmWhereToWatchTv","href":"/film/Urodziny+Matyldy-1974-11407/tv","text":"W TV"}]}
powrót do forum filmu Urodziny Matyldy
  • filipmosz ocenił(a) ten film na: 6

    Dzisiaj Matyldę nazwałoby się kobietą z pokolenia „Power” - młoda, ambitna, spełniona w swoim zawodzie, pewna swojej wartości, sama – ale nie samotna. Rozpiera ją energia, którą konsumuje pracując jako „cukierniczy” psycholog. Wspiera kobiety ze swojego zakładu pracy, które akurat znalazły się na zakręcie życia. Do życia osobistego podchodzi z dystansem – ma już za sobą rozwód i wyznaje zasadę, że nie popełnia się dwa razy tego samego błędu. Jest ostrożna, potrafi kontrolować swoje uczucia. Mężczyzn traktuje bardzo partnersko – nie ulega im, flirtem się bawi, w związku sama dyktuje warunki. Jest urodzoną optymistką, której nawet nagła przeprowadzka i powrót na walizki nie odbiera humoru. Tak ja naszkicowałbym portret Matyldy z filmu. Oczywiście jakąś kredką, bo jest to dziewczyna „kolorowa” i nie ma mowy o szarej barwie ołówkowego grafitu. Zadaję sobie jednak pytanie, czy ten portret Matyldy jest jej naturalnym odbiciem, czy wystudiowaną pozą. Czy ten optymizm jakim legitymuje się Matylda nie jest czasem pochodną resentymentu, lekarstwem na własne życiowe niepowodzenia? Łatwej przecież jest składać życie innym, niż spróbować zebrać do kupy własne. Można wtedy zapomnieć, uwolnić się od przykrej świadomości, że się nie udało. Co z tego, że tak energicznie i konsekwentnie Matylda próbowała pomóc dwóm młodym pracownicom (jedna bita przez męża, druga samotna z dzieckiem), kiedy jej działania w praktyce okazały się nieskuteczne, ale i tragiczne w skutkach (próba samobójcza drugiej dziewczyny). Uszczęśliwiała innych tak mocno, jak bardzo chciałaby być uszczęśliwiona. Jak trafnie zauważył Dygat w „Podróży”: ludzie często odpychają, by samemu nie być odepchniętym. Taką prawidłowość zauważam również w życiu osobistym Matyldy. Jej partner życiowy, z którym była szczęśliwa, dał jej do zrozumienia, że muszą się rozstać (stypendium zagraniczne). Myślę, że po części z tego doświadczenia narodziła się ta tarcza obronna, którą osłaniała się Matylda przed mężczyznami. Łatwość z jaką odmawiała, wywoływała frustrację u jej przyjaciółki, która w przeciwieństwie do Matyldy cierpiała na klęskę męskiego nieurodzaju. Myślę, że ten zewnętrzny portret jednej z aktywistek PRLu, jaki przedstawił Stawiński w „Urodzinach Matyldy” można by podsumować słowami filmowego Andrzeja: „Miotasz się”. Ja Matyldzie powiedziałbym to samo.