Wielki wyścig

The Race
2009
5,6 166  ocen
5,6 10 1 166
Wielki wyścig
powrót do forum filmu Wielki wyścig

Film dla tych, którzy mają dość kina przeładowanego sztampą, kalkami i efektami specjalnymi, w zamian szukając aktorstwa, dopracowanych ujęć i przede wszystkim myśli przewodniej, przesłania.
Pierwsze skojarzenie, to obrazy zapamiętane dawno temu podczas pieszych wędrówek w dzikich jeszcze wtedy częściach Bieszczadów. Surowość codziennego życia, ale też swoboda i uparte dążenie do celu - przekonanie, że wszystko zależy od nas, a nie od świecącego prostokąta w dłoni, albo klawiatury na biurku. Po latach z przyjemnością wróciłem do tego filmu, a tytułowy wyścig nadal wywołuje we mnie emocje porównywalne ze sceną bicia rekordu w filmie The World's Fastest Indian. Polecam.

panwac

Ale trudno pochwalać matkę dziewczynki za jej decyzje. Odeszła od męża, porzucila córkę bo liczy się jej szczęście? A szczęscie córki? A maż który dla niej sprzedał ukochane gospodarstwo (czy jego część)? Nie i jeszcze raz nie. Co do samej głownej bohaterki to film ciekawy, ale ma nazbyt naciągane zakończenie, zwykły rolnik okazuje się że w mlodość robił gokardy? Gokard zrbiony w 1-2 dni i bez testowania wygrywa wyścig? Przyjaciel dziewczynki ni stad ni zowąd ukazuje się jako kierowca gokarta z napędem spalinowym? Jak dla mnie to zbyt naciągane.

Ogólnie na plus to głównie te ujęcia. Na plus też głowna bohaterka - konsekwentnie dążyła do wlasnego celu. Aktorsko średnio. Mogli wziąść ładniejszą dziewczynkę do tej roli. Przemoc szkolna ukazana tak steretypowo i tak przesadnie że aż mdli. Za brakło wyważonych proporcji, wątek matki zbędny, jak i watek gospodarczy o bankrutujacych farmach. Oba niczego nie wnoszą do filmu i nie doczekują się jakiejś puenty.

Reasumując: przeciętny film mimo potencjału na więcej. Nie wykorzystana postać tego przyjaciela Mary, itd.

ocenił(a) film na 9
skoczek_narciarski

Cóż - każdy ocenia przez pryzmat swoich doświadczeń. ;)
Dla mnie problemy rodzinne i zawodowe bohaterów, to plus tego filmu - nie ma sielanki, jest normalne życie z jego zakrętami i trudnymi chwilami.
Zakończenie filmu jest typowe dla kina familijnego, ale... jak najbardziej realne. Po pierwsze warto zwrócić uwagę, że te pojazdy robione przez dzieciaki były technicznie na poziomie dostępnym dla dzieci: proste jak budowa cepa, bez napędu, z prostym hamulcem mechanicznym lub bez niego. Równie dobrze można by przyczepić kółka lub płozy do drzwi od stodoły. Po drugie, jeszcze w latach 90-tych jeździłem w Bieszczadach samochodem poskładanym z kilku różnych pojazdów: rama i przód od Gaza, podwójne reduktory, przekładnie od czegoś tam, z tyłu płyta stalowa od kanalizacji wodnej (gruba jak w czołgu) z dospawanym gniazdem do monotowania dyszla przyczepy, do tego dodatkowa rama z jakiejść Syrenki itd. To był jeden z wielu przedstawicieli takich pojazdów robionych z "co się nawinie gdzie się da", silnych jak stado koni, działających zawsze i wszędzie, przy każdej pogodzie.
Małe gokardy spalinowe w końcówce filmu... pamiętam, że jak miałem kilka lat, to to było moje marzenie poprowadzić coś takiego. Tak samo, jak jazda samochodzikami w Wesołym Miasteczku (normy bezpieczeństwa 40 lat temu były inne). No i dla mnie gra dziewczynki obsadzonej w głównej roli jest zaletą - dziecko urocze, naturalne, taka wiewiórka-iskierka występująca bez jakiejkolwiek maniery i sztucznej pozy. Dlatego podtrzymuję ocenę. ;)

panwac

Nie twierdzę że zbudowanie gokarda jest niemożliwe :). W filmie jest to jednak ukazane w zbyt prosty i łatwy sposób. A nie trudno byłoby to wszystko pokazać lepiej.

No i to że pokazano problemy rodzinne to w sumie dobrze, tylko tylko pytanie co ta część fabuły dotycząca matki Mary wnosiła do filmu? Przecież absolutnie nic. A wnioski z jej postępowania jakie chce się widzowi imputować, są raczej nie do przyjęcia.