Wonder-Woman zaczyna się jak kobieca wersja Kapitana Ameryki – jest wojna i irytująco naiwny superbohater, a kończy się jak Harry Potter – Lupin znowu okazuje się mieć złe alter ego i główni bohaterowie muszą z nim walczyć. :D
+ Serio oklepane motywy, a film próbuje nadrobić roznegliżowanymi amazonkami...
Jako osoba z nadzieją oczekująca tego filmu jestem rozczarowany.