z nastawieniem na polską szmire już od pierwszych minut ciekawie się zaczyna i bałam się,że w przedbiegach się skończy,ale nie. Później też było ciekawie i śmiesznie. Jak na krajowy produkt "Yuma" sprzedała się świetnie i to nie ze wzg. na obsade, ale na czasy jakie ukazała. Pamiętam kiedy jako dziecko wchodziłam do sklepu z zabawkami i ten mój zachwyt na widok wszystkiego co w tamtych czasach widziało się tylko w niemieckich katalogach. Dobry film...róbcie takie, a nie będzie źle. Na wesoło :)
Film masz prawo ocenieć jak Ci się podoba. Natomiast chyba niekoniecznie trzeba posługiwać się przy tym epitetami pod adresem osób mających odmienne od Ciebie zdanie. Tak pomyślałem. Zresztą sam.
tiaaa... za pomysł na temat filmu zgadzam się, bezwzględnie dyszka, ale za wykonanie, realizacje i całe wszystko PAŁA!!!
Niestety film jest słaby. Jedynym plusem jest chyba ZAMYSŁ scenariusza, bo mało kto eksploatuje ten okres historyczny przez pryzmat małomiasteczkowy. Reszta to już pomyłka, a główną pomyłka uważam brak spójności i logiki; akcja jest urywana. gdzieś tam pojawia się Kot, znika, potem dzwoni z balkony ciotki, by na końcu wymagać ze 2 razy spokoju na granicy, by kończyć totalnie głupim wjazdem wiadomo gdzie. Gość wrzucony tylko po to, by był; jego obecność to nieporozumienie. Podobnie Rysiek, który jest, znika, potem chce się odegrać już jako policjant, co byłoby logiczne, no ale w tym filmie logiki nie ma, więc dostał od buraków w dresie po pysku na służbie, z czego nie wynikało nic. Takich "wątków" jest tutaj więcej, a całość niestety nie składa się w logiczną układankę, tylko się dzieje prawie obok siebie. I jeszcze ten quasi-romantyczny pomysł miłości do k....y, która woli biednego księcia, niż zepsutego jumą i materializmem wiejskiego organizatora. Litości; prawie harlequin.
Niestety zauważam to każdego roku, gdzie 3/4 polskich filmów to nastawiony na zysk gniot, a targetem jest dwudziestoletnia młodzież, żyjąca ploteczkami, zakupami i lansem z I-Podem w ręku. Mamy Amerykę :) !
W filmie jest wiele niedociągnięć, ale osobiście nie odbieram Yumy jako film nielogiczny. Nie jest to po prostu amerykańska produkcja, w której widz dostaje prostą historię na tacy i bezrefleksyjnie wychodzi z kina. W filmie jest wiele scen, które na pierwszy rzut oka mogą nie mieć sensu jednak wystarczy chwile pomyśleć, posilić się na własną interpretację wydarzeń i wszystko może ułożyć się logiczną całość. Nie da się jednak ukryć, że drastyczne przycięcie wątku konfliktu Zygi z Opatem to błąd. Przedstawiona historią zyskała by wiele, gdyby rozbudowano ją o ten element.
To jest po prostu kino europejskie, co w sumie logiczne, bo Polska też leży w Europie.... To Amerykańskie filmy mają to do siebie, że wszystko OD RAZU widać. Ale to nuda. I tak szczerze to nie widziałam żadnej niespójności, wszystko było logiczne... :/. Polecam sobie obejrzeć filmy Lyncha. Te można oglądać miliard razy, a i tak za każdym coś się nowego ujrzy zrozumie, to jak historia w historii. Coś takiego świadczy o tym, że film jest arcydziełem i to przemyślanym. Taki, w którym wszystko jest jasne, nie ma się nad czym zastanawiać nie jest zbyt... wartościowy, pod względem intelektualnym przynajmniej.
Ale to tylko moja opinia.
Po prostu chodzi o to, że na kino polskie nie można patrzeć przez pryzmat kina amerykańskiego... jeśli już to europejskiego. Dopiero wtedy porównywanie ma sens.
mi też się podobał i był miłym zaskoczeniem jak na polską produkcję, bo ostatnio same szmiry oglądam. zgadzam się, że jest wiele urwanych wątków i czasem brak logiki. Postać Kota jest niedopracowana i nie wiadomo właściwie jaki jest jego cel bycia w tym filmie. Są takie dziwne momenty jak np. w końcówce, gdy Rysio chce podpalić Kota. Jest ujęcie tego miejsca a gdzieś w tyle leży ktoś na trawce. Trochę to dziwne, albo ja nie rozumiem.