Z wiekiem dochodzi więcej znaczeń. (spojlery)

Gdy za pierwszym razem oglądałam ten film... skupiłam się na aspekcie kariery Maggie i całej jej ciężkiej drogi do osiągnięcia wymarzonego tytułu. Widziałam głównie tę jej walkę i nieustępliwość, a także trenera, który zaczął w nią wierzyć i wytrenował, mimo początkowych wątpliwości.
Natomiast wczoraj po latach, obejrzałam ten film jeszcze raz... I był dla mnie już trochę o czymś innym. Bo o przyjaźni. O tym czym jest samotność i silna potrzeba ludzka, do poszukiwania bratniej duszy. I że znaleźć ją możemy w różnych osobach, niekoniecznie w rodzinie. Wspaniale ukazana relacja między bokserką, a trenerem - ojcowska troska Franka i jego stopniowe otwieranie się, a także zastąpienie sobie swojej rodzonej córki, podopieczną, która również upatruje sobie w trenerze ,,ojca" i autorytetu, który przed laty straciła. Te ich rozmowy, spojrzenia i gesty, pokazują, że można wytworzyć z inną osobą tak silny rodzaj więzi, jakby się znało od zawsze. Kiedy dwie osoby chcą dać z siebie i brać od drugiej osoby, z tego zawsze powstaje coś pięknego.
I nikt nie jest nieśmiertelny. Nawet mistrzowie i zwycięzcy. W ostatecznym rozrachunku wszystko jest kruche i ulotne.
A motyw eutanazji? Myślę, że Frank wolał na siebie wziąć to brzemię, widząc, że Maggie i tak w końcu znajdzie sposób żeby odebrać sobie życie. Myślę, że chciał według jej życzenia zachować się jak jej ojciec - który ulżył kiedyś cierpieniu jej kalekiemu psu. Wiedział, że jest jedyną i ostatnią osobą, która może to zrobić i w jego dłoniach leży to czy się podporządkuje jej woli czy wygra boska moralność.

Ten film mnie wzruszył, mimo że jest hollywoodzkim dzieckiem Clinta.
Mnie obchodzi człowiek. A tutaj portret dwójki, a nawet trójki (M.Freeman) samotnych ludzi, jest wspaniale pokazany.

30

Zgłoś nadużycie

Opisz, dlaczego uważasz, że ten wpis nie jest zgodny z regulaminem serwisu: