Twilight

2 godz. 2 min.
5,6 321 535
ocen
5,6 10 321535
9 531
chce zobaczyć
4,1 15
ocen krytyków
{"rate":4.0666666,"count":15}
{"type":"film","id":462441,"links":[{"id":"filmWhereToWatchTv","href":"/film/Twilight-2008-462441/tv","text":"W TV"}]}
powrót do forum filmu Zmierzch
  • mario_n66 ocenił(a) ten film na: 8

    Wiedziałem oczywiście, że istnieje saga filmowa ‘Twilight’. Wiedziałem mniej więcej o czym jest ta seria - jakieś wampiry, wilki, dziewczyna. Kojarzyło mi się z naiwną opowieścią dla niedojrzałych nastolatek – to oczywiście zasługa komentarzy, które tu i ówdzie obiły mi się o oczy.
    W końcu nadejszła ta wiekopomna chwiła, że usłyszałem fajną piosenkę w radiu i wyszukałem ją sobie w necie do powtórnego posłuchania. Okazało się, że to piosenka z jednej z części Zmierzchu. Jej tytuł ‘A Thousand Years’ – taa, już widzę te uśmieszki.

    Pomyślałem: w sumie, czemu by nie zaryzykować i nie obejrzeć sobie chociaż tylko pierwszej części, żeby samemu przekonać się, co to za badziewie ten cały Zmierzch.

    No i wpadłem. Jak śliwka w kompot. Cała seria jednym tchem. I jeszcze raz od początku.

    No ja pier… niczę. Przecież nie jestem niedojrzałą nastolatką. Wyglądam prawie tak jak Dr M z mojego awatara, a od dłuższego już czasu oglądam tę serię, słucham soundtracków i wciąż mi mało. Chyba mam coś z głową. A może to nie ja?
    Od dawna kieruję się zasadą, że kiedy film ma na forum opinię nudnego, przegadanego, bez akcji, z nielogicznym scenariuszem, to natychmiast wpisuję go sobie na listę „do obejrzenia” i najczęściej okazuje się to być jeden z lepszych filmów, jakie widziałem.
    No ale nie spodziewałem się tego w tym przypadku.

    Pytanie zasadnicze, które mnie nurtowało od samego początku brzmiało:
    Skąd ten hejt na Zmierzch? Dlaczego tyle krytyki, mało powiedziane – nienawiści, do tej serii?

    Poniżej moje zdanie na ten temat.
    Może kogoś ono zainteresuje, a jeśli nie to przynajmniej sam dla siebie zrobię taką mini-analizę.

    Ponieważ nie lubię nikogo trzymać w napięciu, bo może to doprowadzić do uszczerbku na zdrowiu, to od razu piszę jasno i wyraźnie:
    Według mnie „Zmierzch” to seria bardzo sprawnie zrealizowana pod każdym względem: zdjęcia, montaż, efekty specjalne, ścieżka dźwiękowa – stoją na najwyższym poziomie. Muzyka skomponowana przez takich asów jak Carter Burwell, Alexandre Desplat czy Howard Shore okraszona dodatkowo mnóstwem znakomitych piosenek to crème de la crème.
    Wspomniana piosenka Christiny Perri jest po prostu piękna. Moje ulubione dwa fragmenty to ten z piosenką Lykke Li ‘Possibility’ oraz cała sekwencja zdarzeń z utworem Thoma Yorka ‘Hearing Damage’ – prawdziwie epicki moment filmu, który wgniata w fotel.

    Aktorsko (trzymajcie się mocno lub uciekajcie w popłochu) film stoi na wysokim poziomie.
    Opowiedziana historia jest po prostu piękna i może właśnie dlatego…
    … na razie gryzę się w język, czy raczej w klawiaturę – do tego wrócę później.

    Okej. To po kolei.

    ZDJĘCIA, EFEKTY SPECJALNE, MUZYKA

    O tym więcej nie ma co pisać – myślę, że każdy przyzna, że nie ma się tu czego czepiać i nie tutaj należy szukać przyczyn hejtu, a taki jest przecież pretekst napisania tego tekstu.
    Szukajmy więc dalej.

    AKTORSTWO

    O tak, tutaj hejterzy mają używanie.

    Kristen Stewart

    Powszechne opinie na forum: „beztalencie aktorskie”, „królik Bugs”, „irytująca wiecznie otwarta gęba” (uff, jakże mi żal tych ludzi, którzy tak piszą).
    Otóż ogłaszam wszem i wobec, że (dobra, według mnie) Kristen Stewart w tym filmie jest śliczna i jest naprawdę dobrą aktorką.
    W dzisiejszym świecie, gdzie się nie obejrzysz tam widzisz klony długowłosych tlenionych blondynek, wyglądających jak manekiny i pewnie mających tyle samo do powiedzenia. Sztuczne, wykreowane lale – puste w środku, jak wiadro z polipropylenu.
    Całe szczęście, że są tak naturalne, żywe, wrażliwe, zdolne do miłości i przy tym piękne dziewczyny, jak postać Belli wykreowana przez Stewart. Przed taką kobietą można rzeczywiście paść na kolana, prosić o rękę i przysięgać miłość na całe życie.
    No właśnie, miała tutaj co grać. W zasadzie cały film (pisząc „film” mam na myśli całą serię) opiera się na postaci Belli. Jej relacje z Edwardem, z Jacobem, w szkole, w domu, Bella wśród wampirów, w otoczeniu wilków – wymagało to wielkiej pracy i sprawnego warsztatu aktorskiego.
    Nie widzę tu żadnej sztuczności, wysiłku – wszystko jest naturalne, widzę emocje. Często jej gra polega na drobnym uniesieniu brwi, przelotnym uśmiechu, geście – przekaz jest całkowicie czytelny.
    No daj Boże, żeby chociaż część polskich aktorek młodego pokolenia miała takie opanowanie warsztatu i tyle talentu, co Kristen Stewart.

    Robert Pattinson

    Jakie określenie króluje na forach wśród znawców sztuki aktorskiej?
    No jasne: „drewniany Pattinson”, „drewno-Pattinson”.
    Jako że jestem całkowicie pod wrażeniem Kristen Stewart nie będę się tutaj rozpisywał.
    Pragnę tylko zwrócić uwagę, że postać Edwarda to wampir żyjący już ponad sto lat, jak każdy wampir znudzony ziemską egzystencją, a przy tym introwertyczny, hołdujący tradycjonalistycznym relacjom męsko-damskim, wymagającym od ewentualnej partnerki podobnego jak on uwrażliwienia – czyli całkowicie nieprzystosowany do współczesnego świata.
    No to jak miał zagrać? Jak Jim Carrey w filmie Maska?!
    No bo ja osobiście widzę tutaj i miłość, i gniew, i złość, i śmiech, i wściekłość.

    Taylor Lautner

    Na forach zasadniczo mieszany z błotem jako beztalencie.
    Nie wiem, jaka przyszłość aktorska stoi przed nim, przypuszczam, że może mieć problemy po tak charakterystycznej i wbijającej się w pamięć roli, jak ta w Zmierzchu.
    Przyznać jednak muszę, że tutaj wypadł wspaniale. W roli indiańskiego chłopaka, antagonisty wampira-Edwarda i rywala o względy Belli wypadł bardzo dobrze. Emocje i iskry pomiędzy Jacobem a Bellą – świetnie zagrane.

    Inni aktorzy

    W zasadzie większość stworzyła dobre kreacje i pokazała się z dobrej strony.
    Billy Burke, jako ojciec Belli – to wspaniały aktor, którego inne kreacje aktorskie zasługują na poznanie.
    Rozbawiający Michael Welch – ten chłopak pokazuje tutaj niebanalny talent komediowy.
    Rachelle Lefevre w roli Victorii – mmmm, miodzio :) Warto zapoznać się z jej innymi rolami filmowymi.

    Nie wymieniam więcej ponieważ czas przejść do najważniejszej części tego wpisu.

    PRZYCZYNY HEJTU

    Taaak. Od czego by tu zacząć.

    Otóż hejt Zmierzchu w internecie trzeba podzielić na dwa nurty.
    Pierwszy z nich określę jako – HEJT PIERWOTNY. Może brzmi to niezrozumiale, ale chodzi mi tu o źródło, początek, o ludzi którzy pierwsi rzucili się z krytyką na ten film (i dlaczego). Wrócę do nich za chwilę.

    To, z czym mamy obecnie do czynienia, w zasadzie wszystkich bez wyjątku, którzy obecnie krytykują te serię określam jako HEJT WTÓRNY.
    Są to osoby młode, lub bardzo młode, które charakteryzują się zazwyczaj mało skomplikowaną osobowością, a które są doskonałą ilustracją fenomenu, jakim był eksperyment niejakiego Pawłowa, tresującego psy tak, aby na dźwięk dzwonka wydzielały ślinę (odruch warunkowy).
    Ci hejterzy zostali tak wytresowani, że (chyba w obawie przed ostracyzmem, czy atakiem innych współ-hejterów) nie potrafią napisać tytułu filmu „Zmierzch” bez poprzedzającego go, pejoratywnego rzecz jasna, przymiotnika.
    Mamy więc aktorkę, która grała „w tym gniocie Zmierzch”, mamy tę „szmirę Zmierzch”, „piosenka z filmu ładna, ale nie znoszę tej produkcji”, „Zauważyłam ją w 'Księżycu w Nowiu', na którym prawie usypiałam” itd. Naprawdę nie trzeba się wysilać, wystarczy kilka minut i mamy cały pęczek cytatów.

    Pytanie: czy te osoby rzeczywiście tak myślą, czy to tylko obawa przed wykluczeniem, lub okazaniem słabości, za jaką może uchodzić wiara w prawdziwą miłość.

    Zaraz, zaraz – to tutaj chodzi o brak wiary w miłość?

    Od jakiegoś (w sumie dość długiego już) czasu można zaobserwować postępujący w społeczeństwie kult materializmu, konsumpcjonizmu i hedonizmu.
    Bożkiem, do którego modlą się coraz większe rzesze młodych (i starszych) jest – kasa.
    Liczy się tylko stan posiadania: wypchany portfel, pozycja w korporacji, bryka, dom itd.
    Młodzież (a w zasadzie dzieci) czerpią wzorce z internetu, bo rodzice nie mają czasu na rozmowy z nimi, na pokazanie co jest dobre a co złe, a najczęściej i tak mijałoby się to z celem, bo sami rodzice do aniołków nie należą.
    Powszechny i nieograniczony dostęp do social-mediów, wszelkiej maści pato-streamingu, pornografii daje dzieciakom mylne pojęcie o świecie. Te media kształtują nowy świat. Świat bez miłości, bez uczuć. Odhumanizowany.
    W tym nowym świecie nie ma miejsca (i nie może być) dla miłości.

    Że co? Że bredzę jak stary ramol, czy nie daj Boże ksiądz z ambony?

    Proszę bardzo. Jedno kliknięcie i mamy taki cytat w temacie Zmierzchu:

    „Irytuje mnie to doskonałe małżeństwo, ta znosząca wszelkie przeciwności losu przyjaźń z Jacobem, ta nigdy nie kłócąca się rodzina, ten cały idealny świat.
    Ja nie wierzę w takie rzeczy, takiej doskonałości nie ma, dlatego właśnie uważam, że Zmierzch jest dla głupiutkich dziewczynek które wierzą, że pewnego dnia spotkają swojego wiecznie kochającego księcia, ułożą sobie z nim życie i będą żyć wiecznie w idealnym świecie.
    Ja jestem realistką i wiem, że nigdy coś takiego się nie zdarzy, zawsze na drodze staną jakieś przeciwności losu z którymi można sobie poradzić albo i nie”.

    Wow! Po prostu WOW!

    Lepszego argumentu sam bym nie wymyślił. Dziękuję.

    [Tylko króciutko odniosę się do powyższej wypowiedzi, nie mogę się powstrzymać:
    Nie ma związku idealnego, w każdym są kłótnie, problemy, różnice zdań. Po latach pamięta się tylko te dobre chwile, ale przeciwności losu pozwala przetrwać właśnie miłość.
    Kontrakt małżeński, małżeństwo z rozsądku rozsypie się, lub będzie wyniszczającą obie strony męką, ale kiedy jest to najwspanialsze uczucie pomiędzy małżonkami, to pozwoli ono właśnie na poradzenie sobie z przeciwnościami losu. Dla mnie jest to oczywiste, bo jestem żywym przykładem na istnienie tego prawdziwego, silnego uczucia miłości.
    Jakie to smutne, że ktoś w to nie wierzy, a najbardziej smutne w tym jest to, że to pisze dziewczyna.]

    A co z tym hejtem pierwotnym? Jaka może być prawdziwa przyczyna zajadłej krytyki Zmierzchu przez pewne grupy?

    No cóż. Według mnie (oto rozdzieram swe szaty jak Rejtan, oto ma pierś gotowa na wasze ciosy) przyczyną ową są:

    KONTROWERSYJNE ELEMENTY ZAWARTE Z SADZE „ZMIERZCH”

    1. „Zmierzch” jest gloryfikacją, wręcz apoteozą heteroseksualizmu.

    Pary kobieta-mężczyzna, chłopak-dziewczyna są w filmie wszechobecne. Mało tego, te pary w obrzydliwy sposób akcentują swój nieskromny heteroseksualizm. W najlepszym przypadku tylko stoją obok siebie, ale najczęściej obejmują się, przytulają, czy co gorsza - całują. Żadnej choćby aluzji o kochających inaczej.

    2. Nienowoczesny, pochodzący z zamierzchłych czasów, pogląd Edwarda na temat małżeństwa.

    („pochodzący z zamierzchłych czasów” to oczywiście ironia z mojej strony; mam nadzieję, że nawet osoby o mało skomplikowanej osobowości to dostrzegły).

    No naprawdę: propagowanie małżeństwa z oświadczynami na kolanku, pierścionkiem, ślubnym kobiercem jest co najmniej nie na miejscu.
    A wstrzemięźliwość przed seksem przedmałżeńskim to w ogóle jakaś aberracja, którą należy wypalać w zarodku rozpalonym żelazem (albo przebić osinowym kołkiem).

    3. Wątek antyaborcyjny (sic!)

    Bella, która w pewnym momencie chciała spróbować seksu przedmałżeńskiego i wydawała się już być dzięki temu postacią pozytywną, teraz nagle, wskutek jakiegoś szoku zapewne, walczy o płód, który ją zabija.
    No ludzie, czy ona zmysły postradała? A co, jeśli jakieś nawiedzone fanki będą ją chciały naśladować? Hejt i malina zrobią swoje.
    (nota bene: mieliśmy tutaj wyraźną różnicę zdań między małżonkami, doszło nawet do kłótni – ideał został nadszarpnięty).

    No dobra. Kończ już waść, wstydu oszczędź.

    Chciałem jeszcze na koniec, dla rozluźnienia atmosfery napisać coś o fizjologii wampirów (sprowokowały mnie do przemyśleń dyskusje na forum, oczywiście, w temacie ojcostwa Edwarda: mógł czy nie mógł), ale ten tekst już i tak jest za długi.
    Może jakiś appendix sklecę w tym temacie nieco później.

    Na razie pozdrawiam wszystkich miłośników sagi „Zmierzch”.
    A także tych, którzy nie wierzą w prawdziwą miłość.
    Zapewniam – ona naprawdę istnieje.

  • użytkownik usunięty ocenił(a) ten film na: 8

    mario_n66 Mi się pierwsza część podobała, choć musiałam doczytać w internecie o co chodziło w niektórych momentach, bo nie zrozumiałam, tj. wtedy nie czytałam jeszcze książki, a w filmie nie było wyjaśnione. Pozostałe części mi się zbytnio nie podobały, ale obejrzeć można. A hejt wziął się stąd, że książki o Belli i Edwardzie były słabe.

    Ja dużo czytam, co nie co znam się na książkach, ale bez "inteligenckiego" zadęcia, że jak krytyk napisze, że dana książka to arcydzieło, to też uważam ją za arcydzieło, choćbym umierała z nudów przy czytaniu i nie rozumiała o co chodzi. Tak więc książki mają błędy rzeczowe, są bez głębszych refleksji czy przemyśleń. Głównym celem Belli jest zostanie dziewczyną/żoną Edwarda i wokół tego obraca się jej życie. Niby podobnie jest w "Dumie i uprzedzeniu", ale tam mamy całą galerię postaci, spostrzeżeń i przemyśleń oraz dziewczyny się szanują, tzn. akceptują, że nie wyjdą za mąż za tych, za których by chciały i starają się trzymać fason, mimo wszystko. A Bella niemalże umiera, bo jakiś tam chłopak jej nie chciał i swoim cierpieniem epatuje otoczenie oraz czytelnika (druga część jest okropnie dołująca). Nie wiem jaki Edward ma charakter w zasadzie wiadomo tylko, że jest piękny jak grecki bóg i ma - można by powiedzieć - "staroświeckie" zapatrywania na związek i małżeństwo. Jacy są inni też nie bardzo wiadomo. Może o wampirach jest coś więcej (Rose nie lubi Belli, a Alice jest miła), ale o rodzicach Belli czy kolegach ze szkoły nie ma prawie nic (jakby strata czasu, by w ogóle coś bliżej o nich wspomnieć, można przecież kolejny raz coś napisać o niezwykłej urodzie Edwarda). Przechodząc do sedna - ludzie uznali, że z kiepskiej książki nie może powstać dobry film i dlatego film zebrał taki hejt. Z ciekawostek dodam, że np. "Tańczący z wilkami" to beznadziejna i nudna książka, ale film jest rewelacyjny, więc słaba książka nie powinna być powodem hejtu dla filmu. W filmach o Belli i Edwardzie nie widać słabości książki i historia jest opowiedziana całkiem zgrabnie.

  • Draagnipur ocenił(a) ten film na: 8

    mario_n66 Podpisuję się pod Twoimi słowami. Też nie jestem młody. Uważam że ten film hejtują osoby, które jeszcze nie wiedzą co w życiu jest najważniejsze... Naprawdę przyjemnie ogląda się ten film, a aktorzy zagrali co było do zagrania.

  • mario_n66 Ktoś tu nie odróżnia hejtu od konstruktywnej krytyki.

  • Markonty ocenił(a) ten film na: 9

    viaxon Raczej subiektywnej krytyki.

  • VitoCascioFerro666 ocenił(a) ten film na: 6

    mario_n66 Bardzo podoba mi się Twoja wypowiedź. Cieszę się, że ktoś, bez względu na wszystko, potrafi wyrazić swoje zdanie. Aczkolwiek nie mogę się zupełnie zgodzić z Twoim zdaniem.

    Z góry zaznaczę, że ja nie uważam "Zmierzchu" za jakieś kolosalne dno. Dałem ocenę 5/10, ponieważ określiłbym ten film jako "dobry do obiadu", ewentualnie śmiania się z przyjaciółmi.
    Ale w mojej wypowiedzi odniosę się przede wszystkim do Twojego komentarza.

    Masz rację - jeśli chodzi o kwestie "typowo techniczne", to filmowi nie można nic zarzucić. Nigdy nie odniosłem wrażenia, że to, co widzę na ekranie, jest nieprawdziwe (nie licząc ostatniej części, która moim zdaniem wypada pod tym względem zdecydowanie najgorzej
    z całej sagi).

    Zupełnie jednak nie mogę zgodzić się z Tobą w kwestii aktorstwa. Zanim się wypowiem, zaznaczę, że to tylko MOJA OPINIA i wcale nie uważam Twojego zdania za gorszego czy mniej istotnego. Takie analizy to, bądźmy szczerzy, kwestia subiektywna.

    Zgadzam się z powszechnym przekonaniem, że Kristen Stewart prezentuje się w tym filmie jako aktorskie beztalencie. Dlaczego? Moim zdaniem dobry aktor ma za zadanie zagrać swoją postać w taki sposób, aby widz był w stanie uwierzyć, że faktycznie ona istnieje. Ja czegoś takiego nie odczuwam w przypadku Belli Swan. Przeciwnie - cały film odnosiłem wrażenie, iż ta postać przypomina manekina bez duszy. Nie potrafiłem uwierzyć, że Bella cokolwiek rzeczywiście czuje lub przeżywa.
    Co więcej sądzę, że można zagrać postać nieśmiałą, zagubioną i odizolowaną psychicznie od otoczenie w ciekawszy i bardziej przekonujący sposób niż robienie posępnej miny przez cały film. Tutaj za przykład podaję Kodiego Smit-McPhee w roli Owena w filmie
    "Pozwól mi wejść" z 2010 roku. Oczywiście nie jest to identyczny typ postaci, ale to samo usposobienie wobec otoczenia i w pewnym sensie wątek (miłość człowieka i wampira).
    W tym filmie widać wszystkie uczucia, które Owen przeżywa, zarówno w związku z relacją z Abby jak i brakiem porozumienia między nim a matką (również wątek podobny do relacji Belli z jej ojcem), na twarzy młodego bohatera. Widać, że ta postać coś czuje i dzięki temu mogłem przeżywać wszystko, co on czuje, razem z nim.
    W przypadku Belli tego zwyczajnie brakuje. Postrzegam ją jako (jeszcze raz użyję tego porównania) manekina, który robi jedynie przykre miny, ale nic nie czuje w rzeczywistości.
    Jeśli chodzi o wygląd głównej bohaterki - rzeczywiście wyjątkowo piękna kobieta, ale to trochę za mało, bym uznał ją za dobrą aktorkę.

    Podobne zarzuty mam wobec Pattinsona w roli Edwarda Cullena. Muszę jednak dodać, że jako wampir, ta postać nie wzbudza ani grozy ani szacunku we mnie (w przeciwieństwie do Carlisle'a Cullena, którego postrzegam jako sympatyczną choć niezwykle wyważoną
    i mądrą głowę wampirzej rodziny). Kiedy aktor próbował być groźny, przepędzając zbirów zaczepiających Bellę w pierwszej części, wydawał się wręcz śmieszny, nie groźny.

    Reszcie aktorów chyba nie mogę niczego konkretnego zarzucić. Były mniej lub bardziej wyraziste role. Naturalnie jednak oczekuję najwięcej od aktorów wcielających się w główne role.

    Największy kłopot jednak wiąże się z "miłością" głównych bohaterów. Dlaczego? Otóż, jeśli nie jestem w stanie uwierzyć w autentyczność tych dwóch postaci, tym bardziej nie zdołam uznać ich uczucia za prawdziwego. Ale jakie konkretnie mam zarzuty?
    Pomijając nieprzekonującą grę aktorską, muszę zaznaczyć, że w moim mniemaniu pomiędzy Bellą a Edwardem nie ma żadnej chemii. To też oczywiście kwestia subiektywna. Ja jej nie czuję. Widzę jedynie długie, umęczone spojrzenia i nic poza tym.
    Jako przykład prawdziwej chemii w kwestii miłosnej podaję duet
    Winona Ryder-Gary Oldman w "Draculi" z 1992 roku. Oczywiście też można się z tym nie zgodzić, ale w przypadku tego dwojga aktorów jestem w stanie uwierzyć, że kochają się bezgranicznie. Patrzą na siebie jak na skarb. Gdy się całują, nie robią tego mechanicznie, lecz z prawdziwym uczuciem.
    Z kolei Pattinson i Steward, mimo że coś tam próbują, to zwyczajnie im to nie wychodzi.

    Ale zostawmy kwestię chemii. Jak powszechnie wiadomo, miłość to także porozumienie duchowe. Żeby osądzić, czy kogoś kochamy za to, jakim jest, musimy tę osobę poznać. Inaczej kochamy się w wyobrażeniu o drugiej połówce, nie w prawdziwej jej osobie.
    Co mają nam do zaoferowania Edward i Bella? Moim zdaniem kompletnie nic. Prawie ze sobą nie rozmawiają, Nie łączy ich kompletnie nic. Oczywiście, by kogoś kochać, nie trzeba mieć zaraz zastępów wspólnych pasji czy innego rodzaju zainteresowań. COKOLWIEK jednak musi nas łączyć z partnerem w tej kwestii. Sama chemia miłości nie utrzyma, bo
    z czasem zacznie się codzienne życie z partnerem. Wówczas potrzeba będzie niejednokrotnie wsparcia właśnie w tej sferze duchowej. W każdym razie brakuje mi
    ich związku takiej tradycyjnej nici porozumienia.

    W kwestie hejtu świadomie nie wnikam, ponieważ z zasady nie ingeruję w cudze opinie czy też, szerzej ujmując poglądy. To sprawa osobista czy się komuś coś podoba czy nie. Mogę jedynie, tak jak z Tobą, wymienić te opinie. Ale tylko tyle. Jeśli uważasz jak uważasz, ja to szanuję i nie będę ani Cię oceniał ani próbował w jakiś sposób przekonać do swojej racji.

    Mogę jedynie zaznaczyć, że nie zgadzam się z poglądem tych "hejterów" w sprawie "idealnego świata" przedstawionego w "Zmierzchu".
    Bella i Edward też przeżywali kryzysy. Jako przykład podaję ich rozstanie w drugiej części sagi, a następnie uczucie Belli i Jacoba, które też pewnie nie było korzystne dla związku głównych bohaterów. Mimo wszystko uważam, że te problem są kiepsko zarysowane w sadze.

  • mario_n66 To ja jeszcze dłużej żyję bez Zmierzchu. Bo do teraz. A teraz jestem olśniona. Jestem zahipnotyzowana. Oglądam wszystko na raz. Do tego pomiędzy kolejnymi częściami wróciłam do pierwszej. I nie obchodzi mnie opinia choćby była opinią najsławniejszych krytyków i choćby to była opinia mas. Ja oglądając mam uśmiech na twarzy i oczy mi błyszczą i to jest najważniejsze. Ale może to trzeba dorosnąć albo wykształcić pewność siebie i poczucie wartości niezależne od zewnetrznych bodźców. Pozdrawiam.

  • Joker_Dzokej ocenił(a) ten film na: 6

    twojmotyl Zgoda ;)

  • Joker_Dzokej ocenił(a) ten film na: 6

    mario_n66 Podpisuję się pod tym, co napisałeś obiema rękami i nogami ;). Napisałeś właściwie wszystko, co myślę o tej sadze. Dzięki wielkie

  • Nihilistyczny_Trup ocenił(a) ten film na: 1

    mario_n66 Czyli rozumiem że stalking i fizyczne znęcanie się są ok bo Edzio jest stary?

    No fajnie tylko że gdyby podmienić go na sześćdziesięcioletniego grubego mężczyznę to nikt by tak nie twierdził i każdy by przyznał że to patologia.

    Plus podoba mi się to nadużywanie słowa "hejt"

    Jak widać karta pułapka "hejterzy mnie atakują" mimo wszystko nadal jest używana
    A szkoda bo przez takie coś wiele osób które naprawdę padają ofiarą cyber-przemocy kojarzy się z fangirlami Zmierzchu czy PsychoCouple