Film jest bardzo dobry jednak rozbawił mnie pewien element: kiedy Dobraniecki rozpoznaje w Antonim Kosibie rozpoznaje profesora Rafała Wilczura i przedstawia go w sądzie.
Faktycznie, chyba zabrakło im taśmy (pewnie (rok 1981) była na kartki;)) i musieli finał tak uproscić i przyciąć.
A film, zgadzam sie, jest naprawde dobry. Walorem jest spokojnie snuta historia, bez nachalnej dziś maniery videoklipu. Muzyka towarzyszy obrazowi tam gdzie potrzeba, a nie tam gdzie tylko da sie wcisnąć. Dobre aktorstwo. Piękna Anna Dymna. Tradycyjnie poprowadzona opowieść przy której można sie powzruszać, a nie nabawić tylko bólu głowy.
Mnie bardziej rozbawiła scena wypadku na motocyklu. Oni jadą może 10 km/h, a wyskakują z tego motocykla na kilka metrów, jakby jechali 100 km/h.
Sceny w sądzie tez można się przyczepić, że osobisty asystent Wilczura nie rozpoznał go od razu.
No ale umówmy się minęło od czasu zaginięcia doktora 25 lat, pokazane jest wahanie Dobranieckiego, sądzę, że każdy miałby wątpliwości po 25 latach. Więc chyba nie tak źle to zrobili. Mnie się film podoba, choć sporo go w tv, ale ogląda się dobrze. Rola Bińczyckiego może i poza Bogumiłem w Nocach i Dniach jedna z najlepszych. Dykiel wyśmienita chłopka! A Barciś ? Rewelacja.
Nawet Stokinger jako tako ujdzie. Wiele atków w tym filmie ( i książce) jest nieprawdopodobnych, ale :-) taka to uroda.
No gdzies tak będzie, zważywszy, że żona opuszcza go kiedy dziecko jest jeszcze małe, ale zdaje się, że gdzies pada...okres czasu, a! Jak Kosiba rozmawia z młynarzem że chodzi po świecie już 15 lat, zatem 15 przepraszam, dodać do tego że trochę we młynie to będzie ok.20 więc tak czy tak szmat czasu,
Musiałem to przeoczyć. W całości oglądałem ten film już dość dawno temu, a jak leciał ostatnio w TV, to od połowy mniej więcej.
Rzeczywiście - Antoni mówi, że "już ze 20 lat za pracą chodzi", jednak kiedy Dobraniecki rozpoznaje w nim Profesora Wilczura w książce wypowiada następujące słowa:
"Przed trzynastu laty Wilczur zaginął. Wszyscy myśleli, że popełnił samobójstwo... Miał pewną tragedię rodzinną. Zwłok nie znaleziono... Byłem jego asystentem, prawą ręką. Objąłem po nim katedrę, zarząd lecznicy. Tak... To jest on."
Zatem mija 13 lat, zaś córka Wilczura w chwili jego zaginięcia ma jakieś kilka lat, a w chwili ponownego spotkania ma pewnie około dwudziestu...
Natomiast przytoczona wypowiedź Dobranieckiego, to fragment jego rozmowy z adwokatem Kosiby już po rozprawie - w książce znachor zostaje uniewinniony przez sąd bez żadnych spektakularnych oznajmień Dobranieckiego. Jednak sumienie go dręczyło i postanowił przyznać się, że rozpoznał Wilczura... ale po szczegóły odsyłam do książki, bo warto ;)
Rozpoznał. ;)
Tylko że był karierowiczem i chwilkę musiał pomysleć, czy warto "przywracać do zycia" faceta, po którym odziedziczył katedrę.
Jest to w Znachorze z 1937 gdzie główną rolę gra Kazimierz Junosza-Stępowski.Ta wersja jest również dobra jak późniejsza.
Dzięki za informację. W takim razie pewnie ten wątek jest też w ksiazce.
Ale przecież skoro nie ma go w 2 wersji, to tak, jakby nie istniał - bo widza obowiazuje tylko ta konkretna wizja.
Polecam również druga część Profesor Wilczur z 1938.Tam jest większy wątek doktora Dobranieckiego.
Przedwojenna wersja Znachora bardzo różni się od tej z 1981.Warto obejrzeć dwie wersje.
Oczywiście: zawsze warto.
Bo to stwarza pole/a do refleksji, porównan, przemyśleń. Więc jeśli tylko nie przestraszy nas to myślenie, bo bywa też bolesne, warto.
Film wzruszający i bardzo dobry, Gra aktorska wybitna, nawet Stockinger dobrze zagrał ;p
Nie wiem, czemu tak do tego Stockingera kilka osób pije - to bardzo dobry aktor, tylko tak się jakoś złożyło, że po '89 roku omijały go dobre role. Rozmienił sie na dobre w Klanie, nad czy sam wielokrotnie bolał w swoich wypowiedziach. Nie miał jednak odwagi czy energii odessać się od telenoweli, jak zrobiło wielu młodszych aktorów. Nie należy się temu dziwić, wszak ma swój wiek, a z czegoś żyć trzeba.
A właśnie, z czegoś trzeba żyć. Znam wielu polskich aktorów, którzy nie sprzedali się do serialików, ale co niektórzy do reklam (patrz Kondrad), albo nigdzie poza teatrem telewizji (żart) (patrz Gajos) Ale to jest klasa sama w sobie, a Stockinger nie.
Gajos reklamował kawę Pedros i grał w serialach - 4 Pancernych nie będę mu wypominał, ale Ekstradycja to już typowo komercyjne przedsięwzięcie.
Z kawą pedros to było chwilowe, a rola w czterech, pomijając fakt, że był to film propagandowy, była badzo dobra.
Moi drodzy, to wlasnie przy scenie w Sadzie najbardziej sie wzruszam...to wlasnie przy tej scenie widac caly kunszt aktorski Piotra Fronczewskiego i Jerzego Binczyckiego...Gra bez slow...tylko mimika twarzy...wlasnie jestem po dokladnym obejrzeniu filmu (choc zawsze ogladalam go po tzw.lebkach) i nie zapominajcie, ze od ostatniego spotkania Dobranieckiego z Wilczurem minelo 25 lat!!! Dodatkowo trzeba bylo jakos zbudowac dramaturgie w fabule..najpiekniejszy obraz polski a nawet swiatowy.....opowiesc o bezinteresownej pomocy drugiemu czlowiekowi, o geniuszu ludzkim, ktorego nie jest w stanie zwyciezyc nawet amnezja....a takze (choc pobocznie) o milosci....Wielka szkoda, ze nie kreca juz takich filmow tylko "Kace Wawy" i inne ...
Nie 25 tylko ok. 20. W momencie aresztowania i kradzieży dokumentów Antoniego Kosiby minęło 15 lat (w filmie jest o tym mowa w prost) od momentu utraty pamięci, od tego zaś czasu minęło conajmniej kilka lat nim doszło do tej rozprawy sądowej. W wersji książkowej Dobraniecki chyba niemal od początku rozpoznaje dr. Wilczura ale podczas procesu do tego nie przynaje się bo utraciłbym katedrę chirurgii którą objął właśnie po Wilczurze. Oczywiście dr. Wilczur przez te 20 lat się ze starzał, ale i tak w filmie to rozpoznanie i oznajmienie wyszło dość groteskowo i mocno skrótowo, mimo iż próbowano jakoś oddać wąchanie się Dobranieckiego.
Gajos grał w "Pancernych" mając 27-31 lat. To były początki jego kariery. Stockinger zaczął grać w "Klanie" mając 42 lata i tkwi tam do dzisiaj, nie gra w żadnych innych produkcjach.
Gajos zaczął jako "Janek", ale potem potrafił stworzyć genialne role w wybitnych filmach. Jeśli ktoś go kojarzy tylko jako "Janka" to ludzie, którzy nie znają się na kinie. Stockinger zaczął jako aktor występujący w filmach a skończył jako "Lubicz". Taka różnica ;P
Ludzie, o jakim sprzedawaniu sie wy mówicie? W Polsce kręci może 30 filmów rocznie. Aktorów znanych pewnie jest z 200-300.
Jaka jest szansa że wszyscy dostana super role?
Oni mają rodziny, tez chcą żyć na poziomie. Dostał chłop role w Klanie za super kasę i sie tego trzyma.Co tu sie dziwić? Niejeden z Was za pare tysiaczków zrobiłby o wiele gorsze rzeczy.
Nie każdy ma szczęście i talent jak Gajos, Frycz czy Więckiewicz. Kilku próbowało odejść (Walduś z kiepskich czy Rysiu z Klanu i co ? Nic. Echo, odbili się od rzeczywistości)
Stockinger to nie Daniel Day Lewis, który wybiera sobie role bo go na to stać.
Sam Grabowski mówił że gdyby Vega nie wybrał go do Pitbulla ludzie kojarzyliby go tylko Jako Ferdka.