Muszę się przyznać, że z dużą ciekawością prześledziłem wątek popularności filmu "American Hustle" na filmwebowym forum. Właściwie to dziwi mnie tak małe zainteresowanie tym tytułem, nie tylko na forum, ale przede wszystkim pośród typów, i w samych wynikach ankiety. I jak zauważyłem podobna tendencja (ignorowania tego filmu) panuje pośród "fachowców" - kto widział śmieszny filmik redakcji FW ten wie o co mi chodzi.
Nie chwaląc się udało mi się obejrzeć wszystkie tytuły pośród najważniejszych kategorii. I moim (nie)skromnym zdaniem "American Hustle" jest jednym z najlepszych tegorocznych kandydatów do Oskarów - a na pewno najlepszym pod względem personalnym (rewelacyjne aktorstwo pierwszo- i drugoplanowe, a także sama reżyseria). I mimo - co warto podkreślić - ogólnie mocnej stawki wydaje mi się, że jest to jednak najciekawsza propozycja.
Oczywiście każdy powtarza, ze sama idea tych nagród już dawno uległa wypaczeniu, ale nawet biorąc pod uwagę fakt, że "American Hustle" jest jedną z tych najbardziej rozreklamowanych produkcji (a być może nawet za bardzo) ostatniego roku, należy docenić niezaprzeczalną wielkość i kunszt samego filmu.
Ponad dwie godziny prawdziwej uczty pod każdym względem. Fabularnym, aktorskim (jak już wspomniałem!), reżysersko-montażowym, i co dla mnie szczególnie istotne: muzycznym! "American Hustle" podobnie jak "Filth" wgniata widza w fotel od samego początku, nie pozwalając mu na ani jedną chwilę znudzenia. To właśnie dzięki świetnej rytmice akcji umiejętnie podkreślanej przez odpowiednie motywy muzyczne ten film jest w istocie prawdziwym majstersztykiem!

Filmweb A. Gortych Spółka komandytowa
srick.pl

Myślę, że jest to bardzo dobry film akcji, ale jednak jest znacznie słabszy od takiej "Nebraski" czy "Ona". Owszem aktorsko bardzo dobry (szczególnie Bradley Cooper), dobre kostiumy, scenariusz, reżyseria, muzyka. Ale ten film przez to, że jest takim Oscarowym produktem, jest tylko dobry, nic poza tym. Brakowało mi w nim czegoś, czego nazwać się nie da. Mimo wszystko, ten film napawa mnie nadzieją co do kolejnych produkcji Davida O. Russella, który jak widać potrafi poprowadzić aktorów, tak jak on chce (po raz drugi z rzędu 4 nominacje aktorskie dla filmu tego reżysera). Myślę, że zdobędzie parę Oscarów:
- Kostiumy; Wielki Gatsby miał dobre, ale tu były świetne;
- Aktorka Drugoplanowa. Tutaj z dużym znakiem zapytania, będzie walka Lupity z Lawrence (może Julia Roberts się wtrąci) i jest to jedna z wielkich niewiadomych tej ceremonii.
- Scenariusz; tu znowu pojedynek z filmem "Ona", osobiście liczę na ten drugi, ale zobaczymy.
To chyba wszystkie nadzieje tego filmu, chyba że jakiś fuks typu: scenografia, montaż ??, film ????, Amy Adams ??????????.

tyrwes

Oczywiście każdy ma prawo do własnego zdania i nie powiem, że się mylisz, ale jak dla mnie Nebraska to zdecydowanie najsłabszy film z tej 9-tki. Film Ona to moim zdaniem wielka rewelacja (i osobiście na ten film głosowałbym), ale całościowo lepiej wypada American Hustle.
Co do reszty stawki, zwłaszcza głównych kategorii, mógłbym pisać i pisać dlaczego "taki a taki" film/aktor/reżyser nie powinien dostać Oskara, ale nie będę zachwalał swojego faworyta poprzez negatywną antyreklamę innych :))
Poruszyłeś kwestię tzw. Oskarowego produktu. Zgodzę się, że taki właśnie jest American Hustle. Ale jak spojrzę na Witaj w klubie, czy Zniewolonego, czy Grawitację, to dopiero zastanawiam się, który z nich jest bardziej zrobiony pod Oskary.

srick.pl

A wg mnie ten film ma strasznie słaby scenariusz i to przesądza o przeciętności tego filmu.

srick.pl

"American Hustle" jest nadmuchany do granic możliwości i zrobiony typowo pod Oscary. Jednakże w tym gronie są filmy, które jeszcze lepiej wpasowują się w gusta Akademii - "Zniewolony" i "Witaj w klubie". Moim zdaniem to pomiędzy tymi dwoma obrazami rozegra się ostateczna walka. "American Hustle" uważam za spore rozczarowanie. Film potwornie reklamowany, właściwie wszędzie o nim słychać, a gdy przyszło co do czego, spotkał mnie zawód. Na plus aktorzy drugoplanowi, którzy moim zdaniem dostali ciekawsze role, którymi przyćmili Bale'a i nijaką Adams. Wiele osób broni Amy, twierdząc, że zagrała seksapilem, że nie musiała się wydzierać jak JLaw, ale prawda jest taka, że przez znaczną część filmu odgrywała drugie skrzypce, a w konfrontacji z Lawrence znikała.