Z cyklu: Pytanie o istotę.
Jak myślicie, która forma kinematografii wnosi więcej do naszego życia, do nas samych i dlaczego akurat tak się dzieje?Będzie to kino niszowe,artystyczne pokroju "Tam gdzie rosną poziomki" Ingmara Bergmana,czy "Przełamując fale" Larsa Von Triera...a może raczej kino rozrywkowe lubujące się w komercyjnych superprodukcjach z fabryki snów (np. "King kong" Petera Jacksona)?Czemu służy film i czym on jest dla nas?Pytanie trudne,temat ambitny ale myślę,że każdy mógłby się wypowiedzieć...bo każdy ma własne odczucia dotyczące tej sprawy.Więc zapraszam:)

Filmweb A. Gortych Spółka komandytowa
astronauta

Według mnie wprowadzanie podziałów na kino ambitne i rozrywkowe mija sie z celem. Jedyny rozsądny podział to na kino dobre i słabe. Ale jesli juz zalezy Ci na wporowadzonym przez Ciebie podziale to zarowno w kinie tzw. ambitnym jak i tym powiedzmy rozrywkowym przewaza niestety kino kiepskie.

użytkownik usunięty
astronauta

no nareszcie sensowny tematt.
twój podzial na kino komercyjne i artystyczne moim zdaniem jest bardzo trafne. Oczywiście nie ma jednoznacznej odpowiedzi na twoje pytanie "Czemu służy film i czym on jest dla nas?" bo jest właśnie podział na kino komercyjne i artystyczne.
w komercyjnym - chodzi tylko o rozrywke i właśnie do tego służy. Oczywiście nie powiem że wszytkie filmy z tej katygorii są takie - bo są wyjątki.
w artystycznym - chodzi o przekaz czy pokazanie czegoś niezwykłego, nie jest przeznaczone dla szerokiej publiczności.
I tak moim zdaniem brzmi moja odpowiedz na twoje pytaniee.
Pozdrawiaam ...

A ja sie nie zgodze, ze chodzi w kinie "artystycznym" o przekaz, bo zazwyczaj nie chodzi o nic innego jak tylko o to by robic kino "artystyczne". Sztuka dla sztuki, przerost formy nad trescia czy tez nazywajcie to jak chcecie. Pretensjonalnosc to wielki grzech tworcow takiego kina. A podzial nadal wydaje mi sie sztuczny:-)

astronauta

Zestawiać Bergmana z von Trierem ponoć nie wypada...

Klee

Po chwili namysłu przyznam Ci rację Klee. Są różni,dla mnie osobiście Bergman pozostanie drogowskazem,niedoścignionym mistrzem.Z kolei ostatnio oglądnąłem "Przełamując fale" i film wywarł na mnie wrażenie,więc może impusowo dokonałem takiego zestawienia.W każdym razie dzięki za zwrócenie uwagi:)

astronauta

A nie, uwagi bynajmniej nie chciałem zwracać. Chciałem się raczej przyłączyć do dyskusji, żeby temat nie okazał się skierowany w internetową próżnię. ;-)

Mnie się zawsze w takich sytuacjach przypomina Profesor Szczepański, najznakomitszy polski badacz twórczości Bergmana, który zżymał się na stawianie wspomnianych panów obok siebie. Powiadał z sarkazmem, że największym dziełem von Triera jest on sam. ;-] A na twórczości tego reżysera też się znał, bo coś tam o niej pisał i "Spowiedź DOGMAtyka" przełożył na polski.

Klee

Chodziło mi o punkt wyjścia do pewnych rozważań,którym były Twoje słowa,o zwrócenie uwagi w tym sensie:)

Mogę tylko pogratulować i pozazdrościć w pewnym sensie znajomości,lub choćby tego,że miałeś/masz styczność z takim człowiekiem.
Więc gratuluję i zazdroszczę:)

astronauta

Oj tak, jest czego gratulować, jest czegoś zazdrościć. :-D Bardzo się cieszę, że dane mi było słuchać wykładów Profesora. Była to jedna z najlepszych rzeczy, jakie mi się w życiu przytrafiły, a na pewno były to najlepsze wykłady, jakich w życiu wysłuchałem, a wysłuchałem już wielu. :-)

astronauta

Bardzo przyjemnie,że ktoś przyłączył się do dyskusji:) i nie był to temat skierowany w internetową próżnię.

maku taki podział może i jest trochę sztuczny,ale w całej swojej sztuczności został wprowadzony z jakiegoś powodu.Temu,że on funkcjonuje nie można zaprzeczyć więc dlaczego go nie wykorzystać.
Innym faktem jest to,ze w granicach takiego podziału mieszczą się pewne treści,towarzyszą różne emocje i chodziło mi bardziej o zwrócenie uwagi właśnie na nie i ich wpływ na samo kino, a przede wszystkim na widza.

astronauta

Ja osobiście dzielę filmy na takie które mi się podobały i takie które nie przypadły mi do gustu. Sam jestem fanem kina robionego z rozmachem, widowiskowego. Nie użyłem tu określenia komercyjnego gdyż go nie lubię. Nie wierzę, żeby np. Peter Jackson robił King Konga tylko i wyłącznie dla pieniędzy. Podział kina, podobnie jak Maku, na komercyjne czy też artystyczne uważam za niesprawiedliwe i niesłuszne. Czy taki obraz jak Brokeback Mountain jest kinem artystycznym czy też komercyjnym (w końcu zarobił dość sporo pieniędzy)? Moim zdaniem taki podział kina stworzyli chyba głównie miłośnicy kina "niezależnego" z tak zwanym "przesłaniem", którzy troszkę zazdroszczą popularności jaką się cieszy kino "dla szerokiej publiczności". Wracając do głównego tematu i przyjmując na chwilkę twój podział kina za ten słuszny to wybrałbym superprodukcję gdyż na tych filmach się wychowałem i to te filmy spowodowały iż zainteresowałem się kinem w ogóle, rownież tym artystycznym. Na każdy gatunek znajdzie się miejsce i czas, każdy gatunek ma swoje mocne i słabe strony.

Na koniec pozdrawiam fanów kina, bez podziałów.

ALIEN_K

Ten podział jest nie tyle niesprawiedliwy, co niepoprawny, bo dzieli jakiś zbiór na dwa mniejsze, z których każdy jest wydzielony w oparciu o odmienne kryteria. Wiadomo, że taki podział powoduje, że zawsze pozostaje jakaś reszta, która się w żadnym z tych podzbiorów nie zawiera, zaś część elementów kwalifkuje się do obu podgrup. Jeśli jednak dzielić filmy na komercyjne i niekomercyjne oraz mające wartość artystyczną i pozbawione jej, problem znika, no nie?

Wiadomo, że są filmy komercyjne dobre i komercyjne słabe, są filmy niekomercyjne dobre i nekomercyjne słabe. Nie oznacza to jednak, że wszelkie podziały są nieuzsadnione. Nieuzasadnione byłyby wtedy, gdyby wszystkie filmy były równie dobre lub równie złe, gdyby wszystkie były produktami przemysłu filmowego lub wszystkie - dziełami artystów. A tak niestety nie jest, dla mnie - na szczęście nie jest. :-)

Klee

Wielkie dzięki Klee,to jedna z najbardziej sensownych wypowiedzi,którą dzisiaj przeczytałem na tym forum.

Trochę mnie zaintrygowała Twoja osoba(na podstawie udziału w dyskusji,oczywiście:) i wręcz nie mogę się powstrzymać od zadania pytania.Nie wiem tylko czy będziesz chciał na nie odp. gdyż należy ono do kategorii - osobiste.
Posiadasz może dyplom z filmoznastwa...i czy Twoja praca zawodowa jest w jakiś sposób związana z kinematografią?

W każdym razie dziękuję:) i pozdrawiam!

astronauta

Kiedy mnie ostatnio zapytano na FW o wykształcenie, to tak odpowiedziałem: "A czy ja muszę na to pytanie o wykształcenie odpowiadać? Myślę, że tego rodzaju informacje wiele zniekształcają. Wychodzę z założenia, że jak ktoś celne i mądre rzeczy pisze, to warto go czytać, a jak nie, to i wykształcenie nic mu nie pomoże." Czy mogę i tym razem tak odpowiedzieć?

Ujawnię tylko, że filmoznawstwa nie kończyłem, co nie znaczy jednak, że nie miałem z nim do czynienia. ;-) Tak czy siak umiejętności dokonywania podziałów i klasyfikacji w sposób poprawny nie nabyłem, parając się filmoznawstwem, a w związku z moją "pracą zawodową" właśnie. :-)

Zaś nad biurkiem mam zawieszone zdjęcia dwojga astronautów. Są to Eileen collins i Suichi Naguchi. Znasz?

Klee

Oczywiście Klee,że nie musisz!Zresztą nie chciałem wymuszać na Tobie tej odpowiedzi,no bo i niby dlaczego,nie byłoby w takim działaniu żadnego sensu.Chyba,że chciałbym kogoś zrazić do siebie,no to co innego,wtedy jakieś podstawy to takiego postępowania bym miał:)Moje pytanie natomiast nie wynikało z ogólnego poziomu Twoich wypowiedzi,(który jest zdecydowanie dobry)ale z pewnych przesłanek w nich zawartych.
W sumie i tak sporo zdradziłeś:)

A co do astronautów,to ich imiona i nazwiska poznałem dopiero podczas czytania Twojej odpowiedzi:/ Nie orientuję się niestety we wszechświecie wykraczającym poza granice ziemi,chociaż jak widać i z tym czasami jest ciężko:) Mój nick (astronauta codzienności) natomiast jest pewnego rodzaju metaforyczną grą słowną,której znaczenie jest dla mnie bardzo ważne.
Mam tylko nadzieję,że pisałeś o tym dwojgu ludzi chcąc nawiązać do mojego kolejnego "imienia",w innym przypadku dokonałem małej nadinterpretacji:)

astronauta

Dajmy już sobie spokój z kleekotem.

Oczywiście to, że Ty nie jesteś zwyczajnym astronautą, nie umknęło mojej uwadze ;-), a wspomniałem o tych zwyczajnych ot tak sobie, dla podtrzymania konwersacji. :-)

Jeśli mamy dywagować na temat kategorii: rozrywkowy/artystyczny, komercyjny/niszowy itd., to co sądzisz o tym filmie: http://crazy.filmweb.pl/ [crazy.filmweb.pl/] Jak byś go sklasyfikował, jak ocenił?

Klee

Nie mogę powiedzieć na temat tego obrazu nic,może za wyjątkiem tego,że opis i recenzje skłaniają do jego obejrzenia.Prawdopodobnie ciekawa ścieżka dźwiękowa:) i to tyle.

astronauta

Ja uważam że każda forma kinematografii ma jakieś przesłanie i jest nam potrzebna. Powinny wychodzić komedie (żeby człowiek się mógł odprężyć), bajki(żeby poczuć się znowu młodo), horrory(żeby poczuć lęk) czy filmy wysoko budżetowe (cieszące nasze oko). Ja osobiście wolę oglądać ostatnio filmy ambitne, to one pokazują nam co w życiu jest ważne, nawet można użyć określenia nauczają nas. Niestety, w dzisiejszych czasach, dużo więcej ludzi woli obejrzeć kolejną część przygód Bonda niż filmy które dają do myślenia np: "Requiem dla snu"

P.S. - wreszcie jakiś ambitniejszy temat :]
pOZDRAWIAM

kAMSON

Ja nie krytykuje generalnie kina artystycznego, sam uwiebiam Bergmana (a widzialem chyba z 40 jego filmow, wiec jakies tam pojecie o jego tworczosci mam;-), cenie tez na swoj sposob Von Triera. Generalnie chodzi mi o to ze pod plaszczykiem kina ambitnego przemyca sie w dzisiejszych czasach mnostwo dziadostwa (delikatnie rzecz ujmujac). Cenie sobie kino robione z autentyczna pasją, energią, wyczuciem materii filmowej, niezaleznie od tego czy to film robiony za 100 dolcow czy za sto millionow. Natomiast nie trawie krypto-artyzmu w rodzaju "Requiem dla snu" czy ostatnich dokonan Lyncha na przyklad.

astronauta

.../Jak myślicie, która forma kinematografii wnosi więcej do naszego życia,../..
Są takie filmy w historii kinematografii, które będąc niszowymi bądź "artystycznymi", ukazały nowatorski sposób przedstawiania jakiejś historii. Ciekawe kadry, gra światłocieni, nowatorskie efekty specjalne i inne. Filmy te moim zdaniem wpływają na twórczośĆ innych, byĆ może mniej ambitnych ludzi kina, co stale podnosi poprzeczkę jakości (mam nadzieję). Ach, pisałem jedynie o obrazie. Treści filmów nie brałem pod uwagę ; )

astronauta

))Czemu służy film i czym on jest dla nas?((

Film to ciągłe odgrywanie nieskończonej ilości możliwych zakończeń kilku podstawowych historii. Jesteśmy widzami i nie uczestnicząc bezpośrednio w akcji w naszej głowie przeżywamy oglądaną historię - każdy z nas przeżywa wszystko na swój sposób.
Dlatego dla mnie też sztuczny jest podział na komerchę i kino artystyczne/niszowe. Filmy znaczą dla nas tyle, ile im na to pozwalamy. Komercyjny gniot może w nas poruszyć tą częśc duszy, która opiera sie artystowskim zacięciom panów reżyserów "wielkich TFUrców". Z drugiej strony maleństwo kręcone niemal z ręki i pokazywane jedynie w Sundance, może nam uzmysłowić WIELKĄ PRAWDĘ, która kompletnie zmienia naszą optykę patrzenia na pewne zjawiska. Wszytko jednak zależy od naszej percepcji. Tzn. to my decydujemy czym dany film jest dla nas. Zdarzało mi się już uciąć komara na wielkich dziełach (właśnie sobie przypomniałam żeby do moich ulubionych dodać "Siódmą pieczęć" :))...i płakać na niemiłosiernie sentymentalnych bzdurach...Przy oglądaniu filmów bowiem najważniejsze jest by czuć, wierzyć, że rzeczywistośc oglądana JEST...dobry film, to taki, który prezentuje rzeczywistość w którą wierzymy, że istnieje. Tylko wtedy możliwe jest katharsis :)

astronauta

Serdeczne dzięki wszystkim, którzy do tej pory zdecydowali się poruszyć ten temat i napisali coś od siebie:) Oczywiście nie są to słowa kończące,w stylu "Dziękuję i do widzenia", raczej "Do zobaczenia jutro":)