Cześć ! Szukam horroru, którego kilka lat temu oglądałam.
Pamietam tylko tyle, ze była historia dziewczyny, którą chyba chciała uciec z swoim nowym chłopakiem i on przyjechał albo autem albo motorem (nie pamietam) i chyba chłopacy z tej „wioski” (taka mała wioska która miała kilka domków) zabili jej chłopaka to ona się wkurzyła i wysadziła ich wszystkich. Tylko, ze mieszkańcy przeżyli ale jako szkielety, którzy zakładali ludzkie maski (ale w taki sposób, ze wgl nie było widać, ze to nie sa ich twarze) No i studenci z nauczycielem jechali gdzieś, autobus się zepsuł wiec poszli to tego miasteczka i oczywiście byli zabijani przez te „trupy”. Pamietam końcówkę, ze ktoś przeczył i chciał uciec ale trafił na pole minowe ale oczywiście słońce się pokazało i te trupy „umarły”
Było tez, ze ktoś zobaczył, ze blondynka (ta która wysadziła, to ich gościła u siebie) ze przykleja sobie twarz.
Był tez trup który grał na gitarze rock