Bardzo dawno temu (może miałem z 5-6 lat), na początku lat 90-tych oglądałem chyba swój pierwszy horror w życiu. Bardzo mnie wystraszył.
Zaczął się podróżą grupki znajomych, klasycznie przez amerykańskie (chyba, że brytyjskie) odludzia typu lasy i góry... Trochę dróg przez łąki. Na początku trafiają do czegoś a la zajazd przy drodze i rozmawiają z prowadzącą interes kobietą o swojej podróży i jej celu. Możliwe, że był tam też jakiś tubylczy klient. Oboje chyba przestrzegali bohaterów przed ich zamiarami, ale oni nie brali ich na poważnie. Gdzieś w środku lasu dotarli do jakiś ruin domku, w którym ostała się ściana z drzwiami. Jak przez nie przeszli to dostali się tak jakby do innego wymiaru, chociaż wszystko wyglądało tak samo lub podobnie. Tam albo oni, albo też napotkani ludzie zmieniali się w jakieś bestie. Była walka o przetrwanie i kiedy niedobitkom jakoś udało się z tamtąd wydostać wracali tą samą drogą i czując się już bezpiecznie weszli znowu do tego zajazdu, w którym okazało się, że właścicielka też jest już zmieniona i ich zaatakowała. Tak się skończył film.
Ktoś kojarzy coś takiego?