Do kreatywnych fanów seriali: wymyśliłem nową grę.
Zasady są proste - ja piszę pierwsze 20-30 zdań - ktoś inny następne i tak dalej, aż w końcu wyjdzie nam z tego jakaś historia, pilot serialu. Można pisać w formie scenariusza lub opowiadania, co kto woli.
NA CZARNYM TLE:
VOICE-OVER:
Gdy byłem małym chłopcem, Detroit było niebezpiecznym miejscem. Prostytutki, dilerzy narkotykowi.. Ku.rwa, mieliśmy 17 wieżowców - tylko w trzech paliły się światła... Każdy wiedział, że po 22ej nie wolno wychodzić z domu.
Z ROZJAŚNIENIA:
Rok 1989 - Detroit, Michigan - Typowy dom w slumsach - WIECZÓR
Mały chłopiec siedzi przed ekranem telewizora - ogląda ,,Kacze opowieści'' na Disney Channel. Wokół niego walają się śmieci, puszki po piwie i kiepy. W tle słychać jakieś głośne rozmowy.
GŁOS W TLE:
EJ! Michael, wyłącz to gówno!! Próbuję tu grać w pokera!
Nic.
GŁOS W TLE:
Ej! CO JA MÓWIĘ?!
Mały wyłącza telewizor i odchodzi w smutku.
GŁOS W TLE:
Ej, dokąd idziesz? Chodź tu.
Mały podchodzi. Jego łysiejący, gruby jak dupa wołowa ojciec siedzi w doborowym gronie trzech spasłych wapniaków, wokół czegoś co przypomina stół do gry w pokera. Wszyscy mają na sobie czarne sztruksy i szare koszulki, w różnych odcieniach szarości, oczywiście. Na stole stoją puste kufle od piwa i cztery wypełnione po brzegi popielniczki.
OJCIEC MICHAELA ( wyjmując pieniądze z kieszeni):
Posłuchaj... Poszedłbyś dla mnie do Starego Boba? Potrzebuję jeszcze... - liczy osoby przy stole na palcach, jak kompletny idiota - trzy paczki Lucky Strike'ów.
MICHAEL:
A nie cztery?
OJCIEC MICHAELA:
Co ty znowu pieprzysz - chyba nie palisz, co?...
MICHAEL:
Nie tato... Nie policzyłeś siebie?..
OJCIEC MICHAELA:
Ach, no tak - co ja bym bez ciebie zrobił?.. - wyjmuje więcej pieniędzy, przelicza je od nowa.
MICHAEL:
Nie wiem.. I tak mi nie sprzedadzą, przecież wiesz...
OJCIEC MICHAELA:
Powiedz Staremu Bobowi, że to dla staruszka, a nie ciebie i po problemie... O, i masz tu dwa dolary na jakieś gówno smerfa czy co oni tam sprzedają...
Michael uradowany bierze pieniądze i wychodzi.
PLENER - Szare ulice przedmieść Detroit - ZACHÓD SŁOŃCA.
Michael idzie ulicą, jest 20 metrów od białego sklepu z szyldem ,,OLD BOB'S''.
Nagle, znikąd, pojawiają się dwa dzieciaki w tanim dresie i zagradzają młodemu Michaelowi drogę.
DZIECIAK nr.1:
Dokąd to, Michealu Goodmanie? Wybierasz się gdzieś?
DZIECIAK nr.2:
Chyba znam odpowiedź na to pytanie.
CIĘCIE DO:
WNĘTRZE - DETROIT - Typowy dom w slumsach - WIECZÓR
Michael wchodzi do domu z krwawiącym nosem, łzami w oczach i śliwą pod okiem. Podchodzi do stołu od pokera. Zszokowane miny znajomych w końcu sprawiają, że ojciec się odwraca i widzi przed sobą ten przerażający obraz.
OJCIEC MICHAELA:
Wzięli pieniądze?!
MICHAEL (drżącym z przerażenia głosem):
Tak...
OJCIEC MICHAELA:
Kto?
Cisza...
MICHAEL, KTO?...
(tak poza tym wszystkim, akcja nie mogła dziać się w Polsce ?)
Michael
Jakieś chuligany, nie znam ich, pełno tu takich
Ojciec Michaela skamieniał, nie ruszając się popatrzył na pozostałych przy stole, więc i ich wzrok się zmienił.
Wyszli z domu bez słowa. Michael został i położył się na wersalkę.
Po 2 godzinach i 22 minutach wrócili, opatrzyli Michaela i usiedli spowrotem do gry w karty.
Jeden wapniak
Full
Drugi wapniak
Oko
Trzeci wapniak
A w co my graliśmy ta w ogóle ?
Ojciec Michaela
Chyba jesteśmy zbyt trzeźwi, musimy się napić, żeby sobie przypomnieć.
Po dwóch godzinach gry i picia.
Ojciec Michaela
Michael ! Michael ! gdzie tego dzieciaka zawiało znowu ?(Michael obolały idzie do ojca)
Posłuchaj... Poszedłbyś dla mnie do Starego Boba? Potrzebuję jeszcze... - liczy osoby przy stole na palcach, jak kompletny idiota - trzy paczki Lucky Strike'ów.
MICHAEL patrząc niepewnie w oczy ojcu mówi:
A nie cztery?
OJCIEC MICHAELA:
Co ty znowu pieprzysz - chyba nie palisz, co?...
MICHAEL:
Nie tato... Nie policzyłeś siebie?..
OJCIEC MICHAELA:
Ach, no tak - co ja bym bez ciebie zrobił?.. - wyjmuje więcej pieniędzy, przelicza je
Michael znów wychodzi z odliczoną kwotą zostawiając ojca z kolegami przy stole...
(mogłaby, ale wolę nie ryzykować - wszystkie seriale ostatnich 20 lat dziejące się w Polsce były hooyowe.)
Michael ponownie chodzi szarymi ulicami Detroit. Ponownie stają przed nim dwie te same postaci, w tym samym miejscu.
MICHAEL:
I co złapali was?
DZIECIAK nr. 1:
Nie, Chudy Juarez i jego czarny kolega dostali. - młody pokazuje mu palcem drugi koniec ulicy. W jakimś ślepym zaułku leża dwie, grube poobijane postaci - gruby meksykanin i trochę grubszy afroamerykanin.
DZIECIAK nr.2;
Masz kasę?
MICHAEL:
Tak, tak, tutaj - wyciąga 25 dolarów. Młodzi liczą.
DZIECIAK nr.2:
Tylko tyle??
MICHAEL:
Co mam powiedzieć? Mój ojciec jest spłukany, bo ciągle mu podp.ierdalamy kasę... Czyli co, jak zwykle, ja 50 % a wy resztę?...
DZIECIAK nr.2:
No nie wiem stary, może tym razem na odwrót.
MICHAEL: Czyli wy 50 %, a JA resztę?
DZIECIAK nr.2:
Taa.. Czekaj... Nie, nie.. MY 50, TY RESZTĘ...
DZIECIAK nr.1:
To bez sensu... To to samo...
MICHAEL:
Czego chcecie? To MOJEGO ojca skubiemy, JA dostaję po ryju i jeżeli się wyda to JA poniosę konsekwencje.
DZIECIAK nr.1:
No dobra.
Wymieniają się szmalem.
DZIECIAK nr.2 (odchodząc):
Ej, Michael - nie żal ci czasem twojego staruszka?...
Michael opuszcza głowę i odchodzi w ciszy.