Film z lat 90-tych. To była opowieść o amerykańskiej rodzinie - ojciec, matka i zdaje się, że dwóch synów w wieku ok. 20 lat, być może była jeszcze nastoletnia córka (?). Mieszkali w domku jednorodzinnym, na dole którego mieli jakiś sklep - wydaje mi się, że muzyczny (może to był sklep zaaranżowany z garażu). Pewnego dnia usłyszeli jakieś hałasy i matka zeszła na dół, potem syn, okazało się, że jest włamanie. Napastnicy związali ich, kazali im wypić niby środek nasenny/truciznę? Na siłę podali ten płyn do wypicia najpierw matce, potem synowi - ona wypiła, on troszkę wypił, resztę wypluł na siebie. Okazało się, że to był kwas. Matka umierała na jego oczach, on ledwo przeżył. Generalnie, druga część filmu, to były jego przeżycia ze szpitala, nauka funkcjonowania na nowo. Pamiętam, że miał bardzo poparzoną twarz, był łysy, cały w bliznach, jeździł na wózku, strasznie cierpiał, płakał, nie chciał żyć. Odwiedzała go rodzina i znajomi z collegu. No po prostu straszna historia, okropne cierpienie. Jakiś tam marny happy end był, ale scenę z podaniem kwasu, zapamiętam do końca życia. Brrr.