American Horror Story czy LOST? Możecie mi przybliżyć fabułę tych seriali? Który jest lepszy? / Znacie jakieś ciekawe serialowe nowości? (:
niestety nie oglądam pierwszego. widziałam tylko kilka odcinków. Lostów polecam. To prawie klasyka haha Generalnie chodzi o to, że samolot rozbija się na wyspie i poznajesz bohaterów + dzieją się dziwne rzeczy. Serial super i trzyma w napięciu, ale przez pierwsze 3-4 sezony.
American Horror Story to różne historie, opowiadane w poszczególnych sezonach, które są przedstawiane przez tę samą plejadę aktorów - przez cztery sezony były już motywy nawiedzonego domu, szpitala dla obłąkanych, domu czarownic i upiornego cyrku.
Serial dotyka często kontrowersyjnych tematów i raczej nie jest to produkcja do oglądania przy niedzielnym obiadku - tematy i wykonanie niektórych odcinków może albo zniesmaczyć albo wywołać nieprzyjemny dreszcz na plecach l] Niemniej - jeśli jarasz się horrorami to polecam z tym zastrzeżeniem, że widziałem (i polecam!) jedynie drugi i czwarty sezon - pozostałe nie przypadły mi do gustu.
Nie jestem dobrym recenzentem ale jeśli nie odrzucają cię ciężkie tematy i balansowanie na granicy przyzwoitości to z czystym sumieniem polecam a gwarantuję, że o AHS: Asylum i Freak Show szybko nie zapomnisz ;]
Natomiast jeśli chodzi o LOST - serial legenda, wciąż na ustach wielu mimo tego, że skończył się 5 lat temu. Aż dziw, że go nie kojarzysz ;] i Ktos88_88 ma w 100% rację - początek serii jest dobry a potem... ech.... l]
Ogólnie historia zaczyna się spektakularnie, bo od wspomnianej już katastrofy lotniczej na "bezludnej wyspie" którą przeżywa zaskakująco duża liczba pasażerów ;] Co dalej?
Cuda na kiju - człowiek jeżdżący na wózku zaczyna chodzić o własnych siłach i staje się myśliwym, który wręcz zakochuje się w wyspie i stara się wszystkich na niej zatrzymać (wszelkimi metodami )a jego przeciwnik z grupy ocalonych stara się zorganizować pomoc, konflikt nieunikniony!!! :)
Ogólnie serial jest spoko przez pierwsze 3 sezony - wyspa okazuje się być zamieszkała, a tubylcy nie są zbytnio przyjaźnie nastawieni do przyjezdnych. Na początku widzimy ludzi w łachmanach a potem okazuje się... że to zakamuflowani naukowcy, którzy są na tej wyspie już od lat 70 ubiegłego stulecia i eksperymentują z zaginaniem czasoprzestrzeni...
Tak jak wspomniałem - pierwsze 3 sezony są spoko, ale niestety serial ma dwa razy tyle a im dalej w las, tym dziwniej.
By poprzeć to jakimś argumentem zrobię spojler finału czwartego sezonu (będziesz wdzięczna, że to przeczytasz, zamiast to oglądać ;]) który polega na tym, że wreszcie, po czterech sezonach wyspa zostaje odnaleziona - hurrraaa!!!.... ale nie do końca bo ten, kto ją znalazł to "bad guy" który chce zrobić kuku tym którzy są na wyspie... a przy okazji przejąć wyspę bo szukał jej przez tyyyle lat. Oczywiście wymorduje wszystkich, by nie było świadków, a że wśród mieszkańców wyspy jest chłopak, który skradł serce i zabałamucił w głowie jedynej córki bad assa to oczywiście przypadek, prawda?
Tak więc część rozbitków dociera przy pomocy helikopterka na pokład statku, asymiluje się z załogą i w momencie, w którym helikopterek odlatuje po kolejną parię rozbitków nasi milusińscy odkrywają, że pod pokładem jest więcej bomb niż emigrantów z Afryki starających się dotrzeć do Europy (nie pytaj, skąd te bomby, po prostu - czytaj dalej).
Anyway - helikopter wraca z nową porcją rozbitków i już dolatuje do łodzi gdy w tym momencie jest PRZE EPICKA EKSPLOZJA która rozwala łajbę na kawałki - jest ryk Koreanki, której mąż "zginął" na pokładzie (niespodziewajka - wcale nie zginął!) miejsce na płacz, łzy, rozpacz... i decyzję - "wracamy na wyspę". Więc w tył zwrot, lecą i lecą, lecą i lecą a wyspy - nie widać? Łot de fak?
Docierają na miejsce z którego wystartowali ostatnio a tam - ocean. Ocochozi? A chodzi o to, że ta wyspa nadal tam jest, tyle że... w innym CZASIE :)
Tak tak, przywódca naukowców mając świadomość tego że główny madafakier przysłał łódź pełną wyszkolonych do zabijania innych madafakierów olewa ewakuacyjne plany ocalałych z katastrofy lotniczej (nadążasz?), schodzi do tajemniczej jaskini gdzie w ścianie jest wielkie koło (still with me?:)) które przekręca z wieeeeelkim trudem (i narastającą euforią widzów), na wyspie zaczynają dziać się dziwne rzeczy (jakiś koncert świateł i tajemniczych dźwięków) po których wyspa... znika :)
Potem jest jeszcze ciekawiej, bo ci, którzy "ocaleli" zostają znalezieni przez służby ratunkowe, obwieszczeni całemu światu jako ci, którzy przeżyli tę pierwszą katastrofę na wyspie i oczywiście nie mogą powiedzieć prawdy, bo madafakier na nich dybie a oni muszą... odnaleźć wyspę i swoich przyjaciół l]
Jak mówiłem - od końcówki czwartego sezonu zaczyna się taka jazda, że jeden człowiek tego nie ogarnie - chyba że siedzi przed ekranem z notatnikiem w ręku i wszytko dokładnie rozrysowuje :) Retrospekcje (a tych jest mnóstwo!) mieszają się z "futurospekcjami" raz jesteśmy we współczesności, raz w latach 70... cuda, cuuuda! :)
Ostatnie sezony odpuściłem z wiadomych względów - raz, z ciekawości odpaliłem jeden odcinek i wyłączyłem po parunastu minutach jak nie mogłem zdzierżyć motywu BOMBY ATOMOWEJ ukrywanej na wyspie :D
Tak swoją drogą - ten serial trzeba oglądać uważnie - odpuścisz sobie jeden odcinek/sezon a i tak będziesz wiedzieć ocb? E-e, nie ten adres! LOST to serial gdzie nawet najdrobniejszy szczegół to element układanki która... nie pozostaje rozwiązana, bo scenarzyści kończąc serial nie wyjaśnili ok 50% tajemnic, które tworzyli przez niemal sześć lat produkcji :] Ot, sztuka dla sztuki ;]
A tak na marginesie - losy wszystkich (dosłownie - WSZYSTKICH) bohaterów łączą się ze sobą "w tajemniczy sposób" ale chyba to nie jest zbytnie zaskoczenie ;]?
Mam nadzieję, że pomogłem. Uszanowanko ;)