Anderson przyzwyczaił nas do skrajnie epickiej komiksowej narracji. Cregger natomiast ukazał wirus z kameralnej perspektywy normalnego człowieka. I prawdopodobnie to sprawiło, że ten film tak pozytywnie rezonuje uwzględniając prosty do bólu scenariusz. Widać zabawę formą, zwłaszcza w skrajnie groteskowej końcówce. Arcydziełem to on nie jest, ale uświadomił mi jedno - filmy Andersona były jeszcze gorsze niż myślałem (oczywiście pomijając motyw przewodni Mansona, bo to świętość). 6.5/10 więcej