Grupa kochających zabawę młodych Amerykanek pojawia się w konserwatywnym Londynie lat 70. XIX wieku. W efekcie dochodzi do prawdziwego zderzenia kultur. Młode kobiety, wysłane do Anglii po to, by zapolować na mężów i tytuły - tak naprawdę pragną dużo więcej.
Evelyn poświęca życie na pomoc ludziom w potrzebie, lecz nie może nawiązać relacji ze swym synem, Ziggym, aspirującym gwiazdorem internetu, którego nie obchodzą problemy świata.
Niewinny czat przeradza się w pikantną rozmowę, w ten sposób katolicka nastolatka odkrywa masturbację, i zmuszona jest walczyć z pokusą w obliczu wiecznego potępienia.
Martha rezygnuje z chemioterapii i przeprowadza się do miasteczka dla seniorów, gdzie planuje spędzić ostatnie tygodnie. Gdy poznaje Sheryl, postanawia spełnić swoje marzenie i powołać klub cheerleaderek.
Hannah Baker popełnia samobójstwo, a jej znajomy dostaje trzynaście nagrań magnetofonowych, na których dziewczyna nagrała powody odebrania sobie życia.
Grzebanie się w oczyszczalni ścieków to na pewno nie idealna wizja życia, ale Chip to w gruncie rzeczy łajza. Jego jedyną zasługą jest fakt, że ma świetną dziewczynę Lizę. Wprawdzie jej główny wkład w ich relację to pieniądze od jej sponsora, ale każdy związek ma swój urok. Gdy dziewczyna proponuje, by okraść jej "dobroczyńcę", odkrywa przed Chipem swoją ciemną stronę, której chłopak nigdy nie zauważył lub nie chciał widzieć. Teraz Chip ma broń w dłoni, 68 000 dolarów, dziewczynę w bagażniku i niecałe 24 godziny na to, żeby posprzątać cały ten bałagan. Ale będzie musiał nieźle się nagimnastykować żeby przetrwać w świecie zabójczych, pewnych siebie kobiet, które dokładnie wiedzą czego chcą i wiedzą jak to zdobyć. Chłopak musi poradzić sobie już nie tylko z Lizą (AnnaLynne McCord) ale i nie mniej okrutną Monicą (Sheila Vand, "O dziewczynie, która wraca nocą sama do domu"). Te kobiety to nastawione na cel diablice, które ani myślą wchodzić w rolę biernych nimf potrzebujących wsparcia lub ratunku ze strony faceta.„68 Kill” to prawdziwa petarda. Twórcą filmu jest Trent Haaga, współtwórca scenariusza do "Cheap Thrills". Za przedstawianie przemocy w sposób iście rockandrollowy mógłby z powodzeniem przybić piątkę z Quentinem Tarantino. Mamy w tym koktajlu składniki przyprawiające o przyjemny zawrót głowy: od niewybrednego, ostrego poczucia humoru, po szybkie tempo, nieoczekiwane zwroty akcji i komiksową estetykę. I cieszy fakt, że reżyser odwrócił wszystkie sztampowe role damsko-męskie, znane z wielu filmów epatujących przemocą. Dawno nie było w kinie obrazu tak boleśnie dającego w kość stereotypom.