David Yates

po prostu mam zamiar mu wykrzyczeć prosto w twarz co o nim myślę zepsuł tak świetne książki Harry Potter za to co zrobił z zakonem i z półkrwi mam zamiar go poszukać macie jakiś namiar na niego będę wdzięczny
nie ma litości David Yates 5/10

41
  • Inaczej by było gdyby Jackson zabrał się za reżyserowanie to by było inaczej o wiele inaczej ale Yates zepsuł sprawę co do Zakonu Feniksa i Księcia Półkrwi.

  • wow w koncu ktos ma taka sama opinie co ja! ;)

  • Zepsuł totalnie 5 i 6 za to Insygnia są bardzo dobrze zrobione, nie mam na co narzekać naprawdę. Jednak nawet to nie zmienia faktu, że jak oglądam 6 to aż się we mnie gotuje, ta część jest tragicznie tragiczna. Ja rozumiem dużo wątków, ale przecież można było z tego ulepić coś CIEKAWSZEGO.

  • Nienawidzę człowieka.

    • Nie znasz człowieka ale go nienawidzisz. Seems legit...

      Taki se reżyser. Może HP mu nie wyszło jakoś rewelacyjnie ale też nie było żadnej wielkiej tragedii.

      • wiesz co jakoś po tym co zrobił z zakonem feniksa nie mówiąc już jak doszczętnie i z premedytacją zniszczył księcia półkrwi to jest karygodne. Wątpię by ktoś po tym jak miał gdzieś fanów Pottera po tym co zrobił chciał by go ktoś znać. Mówisz że nie było "żadnej wielkiej tragedii" no wnioskując po tych słowach, wydaje mi się że nie czytałeś książek.

        Zakon Feniksa krótko i wyraznie doszczętnie okrojony więcej nie muszę mówić chyba

        a Książę Półkrwi

        Scena w Norze bez sensu kompletnie nic nie wnosząca do filmu gdyż ta scena powinna być w Hogwarcie

        zrobienie z szóstej części filmu zamiast "adaptacji" zrobił Yates z tego Romansidło i melodramat

        pominięcie najważniejszych wspomnień o Voldemorcie które były nawiązaniem do Insygni Śmierci część 1 bo na podstawie tych wspomnień Harry szukał i horkruksów i insygnie co prowadzi do sedna sprawy że Insygnia kompletnie straciły sens

        pominięcie pogrzebu Dumbledora

        albo więcej scen o Snape to w końcu o nim powinno coś się dziać

        i ty mówisz że nie ma wielkiej tragedii ja człowieka nienawidzę i tyle. Mnie jako fana Harry Potter uraził totalnie

  • Dokładnie! Ja też mu nigdy nie wybaczę za to co zrobił :D

  • Z jednej strony trzeba mieć na uwadze, że ekranizował najgrubsze książki, ale z drugiej strony... jak można było wpleść nieco mugolstwa, no pytam się? Straż przednia transportująca Harry'ego do kwatery głównej... lecąc miotłami na tle wieżowców? Voldemort, na początku siódmej części, tuż po zniszczeniu różdżki Lucjusza Malfoya, niszczący w wściekłości linie wysokiego napięcia? Po co to wszystko, przecież to jest "Harry Potter".

  • Myślę dokładnie to samo. Osoba, która zniszczyła tę serię.

  • Yates to wyrobnik. Dostał scenariusz, więc nakręcił to, co tam było. Bez polotu, finezji, wizji, pomysłu. Producentowi podobały się jego poprzednie filmy, pewnie go znał, więc dostał "stołek reżysera" i nie próbował forsowania własnych pomysłów, tak jak podobno robił Cuaron, którego nie chciano na planie kolejnych części ze względu na "zacięcie artystyczne". Filmy Yatesa są najmniej klimatyczne w całej serii, ulatuje magia i emocje towarzyszące bohaterom. Choć kręcił je jeden człowiek, bez tej wiedzy nie da się tego zauważyć. Tempo Zakonu Feniksa i pierwszych Insygniów Śmierci jest tak różne, miejsce akcji podobnie, iż można zwątpić, że ogląda się tę samą serię. Brak tutaj nawet sprawności realizatorskiej, gdyż chybiono czas trwania poszczególnych sekwencji i o ile w Zakonie postaci wypowiadają swe kwestie nienaturalnie szybko, w Insygniach nie brakuje im już czasu.

  • Oj ludzie, a wy dalej nie rozumiecie...

    Film nigdy książką się nie stanie. Filmom przyświeca inna "idea" niż książkom i mają inny charakter to wiadome. Książka może mieć niezliczoną ilość wątków, dygresji, bo zadaniem książki jest WCIĄGNIĘCIE czytelnika do świata w niej przedstawionego. A film ? Film ma jedynie za zadanie SKUPIĆ UWAGĘ widza na nie więcej niż 3 godziny. Podkreślam WIDZA, nie FANA serii. Nakręcenie filmu na podstawie książki nie jest łatwe, bo trzeba równocześnie zadowolić fanów papierowego pierwowzoru jak i przyciągnąć i zainteresować swoim dziełem laików, którzy książki nigdy nawet w rękach nie mieli...

    Wyjaśnijmy sprawę - sam nie pałam entuzjazmem na widok ekranizacji pana Yatesa i uważam, że jest mnóstwo reżyserów, którzy lepiej by sobie z tym poradzili, ale zrozumcie facetowi przypadły do zrealizowania dwie najlepsze, najciekawsze i jednocześnie "NAJNUDNIEJSZE" części... W "Zakonie" przez jakieś 600 stron nie dzieje się nic co można przenieść na ekran (ta cała "zimna wojna" między uczniami, a Umbridge), jest to ciekawe w książce, ale nie wyobrażam sobie by ktokolwiek kto nie jest fanem Pottera chciałby to oglądać. A "Książę" ? Tam się nic nie dzieje przez całą książkę ! Scena z podpaleniem Nory to był ryzykowny krok, ale przynajmniej wniósł do filmu trochę akcji. I dochodzimy do słowa-klucza. AKCJA. AKCJA. AKCJA ! Bo filmy z kategorii przygodowych/fantasy/młodzieżowych nigdy nie miały dostarczyć odbiorcom wciągającej fabuły, o nie. Ich zadaniem jest jedynie przedstawienie widzowi galopady efektownych scen.

    Zastanówcie się. Klimatycznie "Insygnia" nie są w niczym lepsze od "Zakonu" czy "Księcia". Są tak samo puste i pozbawione emocji, ale zbierają o wiele lepsze oceny... Czemu ? Bo materiał wyjściowy (książka) był przesycony akcją - od "Czarny Pan rośnie w siłę" aż do "Luki w planie" jesteśmy bombardowani karkołomnymi wyczynami Pottera i przyjaciół, cały czas coś się dzieje, akcja zwalnia tylko po to żeby rozbili obóz w lesie i żeby przedstawić czytelnikowi trochę niezbędnej fabuły. Materiał przygotowany pod ekranizację ! Fabuły tylko tyle, żeby wszystko wyjaśnić przed końcem sagi, nic ponadto !

    Ale dość już, podsumujmy: Yates zrobił co mógł (nie... lepsze słowo to "potrafił", bo mógł znacznie więcej)... Yates zrobił co potrafił zrobić - wyciął z tych książek akcję, skondensował ją, odpowiednio ukształtował pod oczekiwania przeciętnego odbiorcy i nic więcej. Rzemieślnicza robota. Nie wieszajcie na nim aż tyle psów, bo to nie jego wina, że spośród bardziej wykwalifikowanych kandydatów decydenci z Warner Bros. wybrali właśnie jego...

    • Przede wszystkim David Yates dostosował się do wymagań Warner Bros. - wiele scen (bo m.in. las w „Zakonie Feniksa” był prawdziwy) zrealizował w greenboxie, co nie egzekwowało na wytwórni poniesienia wysokich kosztów. Alfonso Cuaron wprawdzie czekał miesiąc, aby osiągnąć oryginalny krajobraz, ale Warner nie podpisał z nim kontraktu na następny film, bowiem istotny był czas realizacji i niższe koszta, a oczekiwanie na zadowalające warunki naturalne znacznie wydłuża okres produkcji. David Yates przystał na oczekiwania wytwórni, aby sceny plenerowe zrealizować w greenboxie, aczkolwiek wyszedł z tego z obronną ręką, ponieważ środowisko wykreowane wspomnianą techniką wygląda jak naturalne. „Zakon Feniksa” jest znakomity pod względem fabularnym, technicznym, akcja jest dynamiczna, uzupełniona efektami specjalnymi, co w przypadku ekranizacji jest kwestią zrozumiałą - to kino, które ma zrobić wrażenie na widowni zgromadzonej na projekcji filmu. „Książę Półkrwi” nadal charakteryzował się interesującą akcją, skupioną na dojrzewających bohaterach, a sceny m.in. z Harrym i Dumbledorem czy Snape'm rzucającym Avada Kedavra na Dumbledora są doskonałe przede wszystkim pod względem technicznym - zastrzeżenia miałbym jedynie do scenariusza, za który David Yates nie odpowiadał. „Insygnia Śmierci” są dowodem na to, że David Yates jest sprawnym technicznie reżyserem. Stworzył wyjątkowo frapujące kino, wykorzystał potencjał aktorów, co notabene jest widoczne w sposobie kreowania postaci, a z materiałów z kulis powstawania tych filmów widać, że w każdej scenie - czy nawet w danym momencie - tłumaczył aktorom, czego od nich oczekuje. Później, podczas premiery, aktorzy dziękowali mu za współpracę. Ekranizacje Yatesa chwaliła sama J.K. Rowling.

      Każdy ma własny gust, inaczej postrzega kino czy stricte „Harry'ego Pottera'', mi osobiście ekranizacje Davida Yatesa najbardziej przypadły do gustu, na równi z „Więźniem Azkabanu” w reżyserii Alfonso Cuarona. Filmy Chrisa Columbusa również cenię, lecz to właśnie ekranizacje Davida Yatesa najbardziej mnie wciągnęły, mają większą interakcję z widzem, wówczas można odnieść wrażenie, jakby wszystkie zdarzenia mające miejsce w filmie widz przeżywał razem z bohaterami, był w tym świecie wraz z nimi. Technicznie również są specyficzne, inne od pozostałych - kolory obrazu adekwatne do charakteru sceny, niekiedy mroczne, z pewną analogią do filmu Cuarona. Akcja jest dynamiczna, dużo się dzieje na ekranie, w „Księciu Półkrwi” nieco spokojniej, fabuła skupiona między innymi na problemach uczuciowych dojrzewających bohaterów. Myślę zatem, że dał aktorom szansę na zaprezentowanie ich umiejętności, świetnie interpretując przy tym samą powieść, już nie wspominając o scenariuszu.

      Szanuję opinię każdego z Was, zgadzam się także z obiektywnym komentarzem TomMarlboroRiddle. Dla mnie osobiście, to właśnie od „Zakonu Feniksa” zaczęła się najciekawsza akcja, i choć poprzednie ekranizacje również uważam za udane, szczególnie rewelacyjny „Więzień Azkabanu” Alfonso Cuarona, to jednak filmy Davida Yatesa najbardziej przypadły mi do gustu. Nie ma sensu wieszać na nim psów. Warner Bros. również miało wymagania dotyczące sposobu realizacji filmów, do których Yates się dostosował, dlatego decydenci z wytwórni zawierali z nim kontrakty na następne ekranizacje. Znakomicie oddał przesłanie i charakter tej powieści, technicznie również dopracował swoje filmy. Niemniej jednak jest to moja osobista perspektywa, z której postrzegam zarówno filmy Yatesa, jak i ogólnie całą serię. Każdy ma własny gust, i być komuś ekranizacje tego reżysera do wspomnianego gustu nie przypadły, ale nie powinniśmy z tego tytułu kierować do człowieka personalnych animozji. Pozdrawiam wszystkich - w tym fanów Harry'ego Pottera - serdecznie.

  • Na serio jest aż tak źle? Jak na razie obejrzałem Harry Pottera do Czary Ognia. Czyli następne części są słabsze? Jak na razie mi się podobał choć nie jestem fanem Fantasy.

  • Te filmy są adaptacją - to oznacza, że reżyser może pokazać je tak jak chce i nie masz na to wpływu. Mi się najbardziej podobały części Harrego Pottera właśnie od Zakonu Feniksa, czyli tego reżysera - były mroczne i miały świetny klimat. Nie wiem czemu Ci się nie podobają, ale jeśli tylko dlatego, że film nie zgadza się czasami z książką, no to może jednak zastanów się. Powinniśmy się cieszyć, że filmy o Harrym powstały, a nie obrzucać je błotem.

    • Dokładnie. Za wątki, które pojawią się w filmie, odpowiada scenarzysta. Filmy Davida Yatesa rzeczywiście zostały zrealizowane w nieco mrocznym klimacie, ale przede wszystkim były wyjątkowo wciągające, dynamiczne, zaś ich akcja absorbowała widza. Począwszy od „Zakonu Feniksa” aż po „Insygnia Śmierci: część II” mamy styczność z doskonałym kinem, zarówno pod względem fabularnym, jak i technicznym. W adaptacji siłą rzeczy musi występować pewna rozbieżność w stosunku do papierowego pierwowzoru, ponieważ ekranizacja jest dostosowana do warunków oraz standardów kinowych. Przyznam, że za każdym razem jest pochłonięty wydarzeniami zawartymi w czterech ostatnich częściach Davida Yatesa. Niemniej szkoda, że już w przypadku „Zakonu Feniksa” reżyser nie zaproponował Warnerowi podzielenia filmu na dwie części, a udało mu się tę inicjatywę zrealizować dopiero w przypadku „Insygniów Śmierci” - w 7. części scenarzysta miał zatem bardziej komfortową sytuację, niż w piątej, nad którą swoją drogą pracował inny scenarzysta. Być może w „Insygniach Śmierci” Steve Kloves również - wraz z Davidem Yatesem - wyegzekwował podzielenie filmu na dwie części.

    • użytkownik usunięty

      Tak to jest adaptacja co nie znaczy że można wszystko pozmieniać. Dobra Zakon Feniksa jeszcze się zgodzę.... faktycznie nie da się z tak grubej książki zamieścić wszystkiego. Ale jednak Książę Półkrwi to jest po prostu jednak wielka komedia... przy adaptacji też powinno się przynajmniej trzymać tych ważniejszych scen z książki a nie ze świetnej książki która przygotowuje nas na finał została przerobiona na Zmierzch w Hogwarcie część 2

  • Moim zdaniem to właśnie dzięki jego umiejętnościom filmy o Potterze bardzo zyskały. Części 5,6 i dwie siódemki to zdecydowanie moje ulubione.

    • użytkownik usunięty

      co zyskały??? błagam cię nie rozmieszaj mnie...

      Co straciły może zacznę od tego:

      przede wszystkim magię stworzoną przez Chrisa Columbusa i Cuarona szczególnie
      straciły ważne postacie z książki
      nie mówiąc o wątkach
      czas zamiast najważniejszych wspomnień o Tomie Riddle był gówniany romans
      zamiast bitwy w Hogwarcie pod koniec 6 części było bieganie w kukurydzy...

      jeśli to jest zysk to współczuję

      • Ta "magia" to nie tyle dobry scenariusz, co rodzaj niedopracowania pierwszych Potterów. Ja to tak zawsze widziałam. Później zyskały płynność, pewnego rodzaju nowoczesność, przystępność dla dorosłej widowni i dobre techniczne obrobienie materiału, dobry montaż i pomysł na samo złożenie w całość filmu, na ulepienie ze scen spójnej historii. Dla mnie zawsze części 5,6 i dwie siódemki będą dużo lepsze od pierwszych trzech. Książki znam dobrze, ale czasami bardziej od ślepej wierności powieści cenię pomysł na film - to film ma się bronić i być interesujący, nie ma kopiować książki, to nie jego zadanie - odwzorować, czerpać z niej, tak, ale nie ma być klonem bez filmowej duszy, raczej ma wnosić coś nowego, umieć oddać magię obrazem i to w częściach Yatesa cenię. W nich to znajduję, a nie w początkach adaptacji Pottera.

        • użytkownik usunięty

          no to chyba ich nie czytałeś... każdy kto czytał książki... nigdy nie powie że 6 część jest lepsza od pierwszych trzech... i jeśli dla ciebie pomysł to gówniany romans zamiast ważna przeszłość Toma Riddle, czy gówniana gonitwa w polu kukurydzy w Norze zamiast bitwa w Hogwarcie pod koniec 6 książki która miała ręce... nie pokazanie pogrzebu Dumbledora. To ci współczuję... poza tym mrok ma g***no do jakości filmu... a pierwsze trzy części mają wspaniałą jakość a nie jak filmy 4 i 5....

          • Pogrzeb Dumbledora został nakręcony, tylko wytwórnia Warner Bros. w procesie zatwierdzania filmu zrezygnowała z tej sceny. Przeszłość Toma Riddle'a była ważna, ale w powieści, nie w kinie, gdzie fabułę należy skondensować do standardu 2 godzin i 15 minut oraz zainteresować tym filmem również widzów, którzy nie czytali papierowego pierwowzoru.

            Każdy ma inny gust. Weźmy pod uwagę fakt, że „Kamień filozoficzny” i „Komnata Tajemnic” traktowały o młodych bohaterach, a aktorzy również byli dziećmi, dlatego to były grzeczne filmy. Od „Czary Ognia” bohaterowie dorastali, inaczej już postrzegali rzeczywistość, niż wcześniej, stąd te romanse Hermiony i Wiktora Kruma oraz rozczarowania związane z tym, kto z kim tańczy na Balu Bożonarodzeniowym w „Czarze Ognia” czy Hermiony i Rona w „Księciu Półkrwi”. W „Insygniach Śmierci. Część I” też mamy to samo. Ron jest zazdrosny o Harry'ego i zaangażowanie Hermiony w pomoc Potterowi. W kinach takie rzeczy odnoszą sukces, dziewczyny wychodzą wzruszone z sali. Harry Potter jest w książce, w całości, nieokrojony i niedostosowany do standardów kinowych. Filmy są skupione na wzbudzeniu emocji w widzach, poruszeniu ich, zrobieniu wrażenia efektami specjalnymi i hałasem. Mrok trzyma w napięciu, a to w kinie jest ważne. Ekranizacja to kino i musi dobrze się sprzedać. A pierwowzór jest w książce i tam jest prawdziwy Harry Potter, nie skupiony na kinie, byleby więcej biletów się sprzedało.

      • Ujmując to jeszcze inaczej - dla mnie pierwsze trzy części to straszny filmowy bałagan, a następne to już coś, co ma "ręce i nogi" i jest dla mnie dużo bardziej atrakcyjne.

      • I jeszcze coś, odnośnie tej "magii", której ponoć tak strasznie brakuje - fenomen, wartość książek o Potterze, patrząc na to z wydawniczej perspektywy tkwi np. w tym, że to jedna z niewielu serii, gdzie bohater w trakcie przygód dorasta, uczy się, dojrzewa, staje się dorosły - mroczny klimat, pewna brutalność, więcej zwyczajnego życia to oddaje, cukierkowatość pierwszych części absolutnie nie. Harry w pierwszym filmie to nie ten sam dorastający Harry w częściach 5,6,7 - moim zdaniem nie można było zrobić nic lepszego, niż zatrudnić takiego reżysera, który nieco sprowadzi ten film na ziemię, tylko w dobrym sensie - magia staje się bardziej mroczna, trudniejsza, ale taki jest też późniejszy Harry - Rowling nie uczyniła go wiecznym dzieckiem.

      • Harry to nie Piotruś Pan tylko facet z krwi i kości - mówiąc najdosadniej. Yates moim zdaniem potrafił to dostrzec.

  • a zastanawialam sie co to za debil tak schrzanil tarzana

  • Już go znalazłeś, pajacu? Czy nawet szukać nie zacząłeś? Nic mu nie wykrzyczysz i sam o tym wiesz najlepiej.

  • Dokładnie!
    Zarówno jego Pottery, jak i Fantastyczne Zwierzęta są gówniane i zupełnie pozbawione klimatu.

Zgłoś nadużycie

Opisz, dlaczego uważasz, że ten wpis nie jest zgodny z regulaminem serwisu: