No racja, obaj są zajebiści, ale dlaczego Johnny upodabnia się do Oldmana? Ja jakoś nie zauważam podobieństwa.
depp parchem?? to jeden z lepszych aktorow.Moze nigdy nie widziales filmow
z depp'em Nie znasz sie to sie nie wypowiadaj.
Nie jesteś jedyną osobą, która zauważyła podobieństwo - ja np. uważam tak już od dawna...;)
Szczególnie dobrze widać to jak się obejrzy "Rosencrantz i Guildenstern nie żyją", a potem "Piratów z Karaibów" - Johnny jako Sparrow zachowuje się jak Gary, ma takie same ruchy i mimikę.
Zresztą są już takie tematy - zarówno tu, na forum Gary'ego: http://www.filmweb.pl/topic/433501/Jak+Depp.html
jak i na forum Deppa: http://www.filmweb.pl/topic/759439/Gary+Oldman.html
:)
może i Depp się upodabnia do Oldmana, aczkolwiek trzeba mieć duży talent by móc go naśladować tak perfekcyjnie :P dla mnie obaj są świetni ;)
Uwielbiam Garyego Oldmana i uwielbiam Deppa, co znaczy że znam ich filmy. Trzeba naprawdę dobrze i długo poszukać,żeby zauważyć ślady rzekomego naśladownictwa. Z drugiej strony, można też posądzić Gary, że naśladuje Deppa...kto szuka ten znajdzie. Osobiście uważam samą teorie za kompletną bzdurę. Obaj są bardzo indywidualni.
Mimo wszystko Gary ma wrodzony talent do grania i jest po szkole aktorskiej.Do Deppa specjalnie nic nie mam ale jest już nieźle wylansowany i przereklamowany jako osoba i aktor którym został mimo wszystko z przypadku i chęci łatwego zarobku.
To czy ktoś skończył szkołę aktorską na prawdę nie musi od razu oznaczać, że ten ktoś jest automatycznie lepszy od tego co nie ma żadnego wykształcenia, a tak jest w przypadku Deppa - to jest przykład wrodzonego talentu, nie odbierając tego samego Oldmanowi oczywiście. Druga rzecz to powody dla których Depp został aktorem są kompletnie nie ważne - kogo to obchodzi, tabloidowców? Aneta Zając np. skończyła szkołę aktorską i co?... Po trzecie przereklamowany? tutaj poproszę o argumenty, bo jeśli po raz kolejny ktoś się wypowiada na podstawie Piratów i komercyjnego sukcesu jaki film odniósł to stało się to już zwyczajnie nudne i świadczy tylko o nieznajomości aktora i jego filmów. Poproszę o konkretne argumenty. Bo czy Filmy takie jak "Truposz", "The Brave", "Ed Wood", "Czekolada", "Donnie Brasco", "Arizona Dream" i bardzo wiele pozostałych z jego filmografii, świadczą o przereklamowaniu czy może o braku talentu to ja nie wiem kto jest utalentowany. Oldman i Depp to artyści, na takie miano trzeba zasłużyć, a obaj aktorzy tego dokonali dawno, bardzo dawno temu, jeszcze przed szczęsnymi czy nieszczęsnymi Piratami. Powiem więcej popatrzcie na projekty jakie właśnie powstają w udziałem Deppa,więc wrzucajcie go do worka przereklamowanych aktorów.
Gary Oldman i Johnny Depp - bez wątpienia dla mnie najlepsi aktorzy ;) chociaż co prawda tego pierwszego zaczęłam dostrzegać od niedawna i żałuję że tyle lat straciłam ;P Jestem pełna podziwu dla ich gry aktorskiej. Obaj mają w sobie tyle ekspresji, charyzmy. Faktycznie ich ruchy i mimika są bardzo podobne, ale raczej nie mam tu mowy, żeby któryś na kimś się wzorował w tym przypadku Johnny Depp na Garym Oldmanie. To są dwie odrębne jednostki, które podobnie odczuwają to co grają. Uwielbiam w ich rolach te momenty teatralnego przerysowania. Ich podobieństwo wynika z tego, że oboje w pełni oddają się temu co robią, oddają się swojej roli tu i teraz w danym momencie. Jeżeli natomiast chodzi o podobieństwo wizualne, bo gdzieś czytałam kiedyś, że takie jest, to zupełnie się z tym nie zgadzam ;P W każdym razie jestem pełna podziwu dla obu tych aktorów i czasami mimo niezbyt udanych filmów, w których przyszło im zagrać, będę i tak ich podziwiać, bo zawsze wnoszą coś interesującego co powoduje, że chce się i tak to oglądać ;P
tak się zastanawiałam, ze fajnie byłoby zobaczyć tych dwóch aktorów w jednym filmie ;) oj to by było dopiero mieszanka emocji i ekspresji...
Takim ostatnim twardzielem, który przychodzi mi na myśl był Bruce Willis. Wcześniej byli np. Clint Eastwood, Steve McQueen, John Wayne, itd. Myślę, że wiesz o jaki typ granej postaci mi chodzi. No ale od czasów Bruce'a Willis'a minęło już jakieś 15 lat i jak na razie to chyba nie doczekał się on godnego następcy. Skoro więc taki Johnny Depp jest obecnie najbardziej znanym aktorem, to znaczy, że z męskim aktorstwem jest coś nie tak.
Trudno się nie dziwić, że możesz tak uważać, patrząc na osoby, jakie wymieniłeś, z wyjątkiem jednej - Bruce Willis. Jaki tam z niego twardziel ? W porównaniu do aktorów przez ciebie wymienionych to raczej "pozorny" twardziel, miał zagrać typowego faceta z "jajem" to zagrał, ale zawsze gdzieś wybijał się z jego ról komizm i cwaniactwo taki twardziel - cwaniaczek to moje osobiste zdanie, choć nie powiem spojrzenie miał przekonujące ;). Johnny Depp faktycznie może takich ról typowych twardzieli nie ma, ale nie gra też słodkich amantów, do tego mu daleko. Może chodzi ci o to, że jego role są oderwane od rzeczywistości, takie trochę bajkowe, ale taka specyfika tego aktora i myślę, że doskonale się w tym sprawdza. Ale ma też takie role w takich filmach jak "Donnie Brasco", "Wrogowie Publiczni" czy "Arizona Dream" i myślę, że ani trochę nie jest tam "zniewieściałym cherlakiem o pedalskim wyglądzie". A to, że nie ma mięśni to raczej o niczym nie świadczy epoka mięśniaków dawno minęła. Bruce Willis mógłby się od niego nauczyć jego charyzmy i ekspresji, jaką on wkłada w rolę. Depp jest wyrazisty, oddaje każdy szczegół a Willis jak dla mnie mdły. Z jego ról pamiętam tylko nieszczęsną Szklaną pułapkę, bo puszczana jest w każde święta Bożego Narodzenia :P i "Piąty Element" a to pewnie dlatego, że gra tam Gary Oldman. Poza tym dodam jeszcze tyle, że to na pewno nie postaci twardzieli świadczą o wyrafinowanym filmie. Ale rozumiem twoje zdanie, bo jak widzę gustujesz w innego rodzaju filmach i to też się chwali, bo dzisiaj niestety zapomina się o tych "starszych" jakże doskonałych aktorach i czasem tym młodszym trzeba o tym przypominać.
Żaden z wymienionych przeze mnie aktorów nie należy do mięśniaków, a Bruce'a między innymi lubię właśnie za to, że podszedł do roli twardziela z dystansem. Zrozum, to nie mięśnie robią z faceta twardziela tylko charakter. Al Pacino może nie ma słusznej postury ale ma to spojrzenie mordercy. Od razu wiesz, że z takim facetem nie ma żartów. Aha, przypomniało mi się, że honoru macho bronią jeszcze Russell Crowe, Jason Statham i Daniel Craig ale to już chyba łabędzi śpiew.
Ja nie mam nic do aktorstwa Johnny'ego Depp'a. Po prostu go nie lubię. Powinien pozostać aktorem niszowym.
Chciałem tylko zwrócić uwagę, że od jakiegoś czasu w amerykańskiej kinematografii brakuje ról normalnych facetów "z jajami". Zastąpili ich zniewieściali pseudointelektualiści albo plastikowi bohaterowie. A może nie ma już normalnych ludzi z krwii i kości, dlatego nie ma "pod kogo" pisać scenariuszy? Wszyscy siedzimy przed komputerami więc jak tu kształtować charakter! Albo zmienił się gust klienteli (widowni) ?
Nie mam czego zrozumieć, bo jest to dla mnie oczywiste i czegoś takiego nie napisałam, że mięśnie robią z faceta twardziela. O tych mięśniach odnosiło się do twojej wypowiedzi, że Johnny Depp jest cherlakiem, to taka mała uwaga, bo zmieniłeś znaczenie mojej wypowiedzi. Co do Ala Pacino zgadzam się w stu procentach. I jeszcze jedno to że nie lubisz jakiegoś aktora bo nie lubisz nie jest żadnym argumentem. Co do reszty wypowiedzi to jest twoje zdanie i to są twoje gusta i oczekiwania względem świata filmowego i masz do tego prawo i rozumiem cię w zupełności, ale wiadomo nie od dziś że gusta są różne. Taki trochę offtop się zrobił ;)
Oczywiście gusta są różne ale sama przyznałaś, że "Twój" Johnny gra takie bajkowe, oderwane od rzeczywistości role więc i gusta macie takie... nietypowe. Ale chyba przyznasz mi rację co do kryzysu prawdziwego męskiego bohatera we współczesnym kinie. Dla mnie ma to bezpośrednie przełożenie z rzeczywistości- takie zjawisko socjologiczne.
Podsumowując, wydaje mi się, że Johnny Depp to raczej aktor dla kobiet.
Nietypowe dla ciebie, to już jest osobista ocena. Owszem napisałam, że gra takie role a raczej gra postaci w takich filmach i nie do końca tego typu filmy mi się podobają, ale sam sposób jego gry sprawia, że oglądam to z jakimś zainteresowaniem <podkreślam sposób jego gry nie wygląd>. Poza tym te filmy dają możliwość głębokiej analizy i interpretacji tak jak np.: "Edward Nożycoręki" film na pierwszy rzut oka może wydać się jakąś fantazją, ale wgłębiając się można dostrzec ocenę społeczeństwa w jakim żyjemy. Oprócz tych ról jednak pisałam też o rolach w filmach "realnych" jak np: Wrogowie publiczni, Donnie Brasco, Co gryzie Gilberta Grape'a, Arizona Dream, który uwielbiam i bardziej stawiam na tego typu filmy z jego udziałem. Co do tego kryzysu to z punktu socjologicznego przyznam ci rację, ale cóż po prostu mamy takie czasy i zapotrzebowanie na takie typy postaci w filmach, więc aktorzy musza się dopasować. Tylko, że ja osobiście nigdy nie lubiłam takich męskich bohaterów jakich grał Bruce Willis, czy Russel Crowe, mieli takie role to je zagrali, nic szczególnego. Poza tym do tej starej gwardii maczo zalicza się też Stallone czy Schwarzenegger a wiemy przecież jak dziś kojarzą się nam ci aktorzy. Preferuję "męskość" w wykonaniu Ala Pacino, Garego Oldmana, Jacka Nicholsona czy Dustina Hoffmana.
Specjalnie nie wymieniłem Stallone'a i Schwarzeneggera. Nie chodziło mi o takie skrajności. To niesprawiedliwe jednak oceniać, że Willis czy Crowe, po prostu tylko zagrali. Jaki masz dowód, że wkładają w swoje role mniej wysiłku i zaangażowania niz Depp, że mają uboższy warsztat aktorski, czy są po prostu mniej zdolni? Tak przynajmniej zrozumiałem Twoją wypowiedź. Trochę to spłaszczyłaś.
Co takiego spłaszczyłam ? Ich role a przynajmniej Willisa nie były specjalnym wyczynem, co więcej jego gra aktorska kompletnie do mnie nie trafiała, zero emocji, zero wyrazistości, taką jaką ma Depp wg mnie. Ale to nie jest jednoznaczne z tym, że mają uboższy warsztat aktorski. Mogę nawet powiedzieć, że pewnie mają większy. Jednak nie przekonują mnie sobą i nie wątpię, że są zdolni tylko ja po prostu nie miałam się okazji o tym przekonać, gdzie ty tak, bo tobie takie role właśnie odpowiadają jak i pewnie wielu innym osobom. Po prostu to moja osobista ocena, uzasadniona przeze mnie, a nie oparta tylko na tym ,że nie lubię bo nie lubię, jak ty to napisałeś w o Deppie. Napisałeś też, że nie masz nic do jego aktorstwa, ale że po prostu go nie lubisz, tylko właśnie czy w aktorstwie chodzi o to, żeby oceniać kogoś jako osobę czy o to w jaki sposób gra. Więc raczej to nie moja ocena jest niesprawiedliwa. Nie chcę za wszelką cenę bronić Deppa tylko po prostu ocenianie, że jest gorszy bo nie gra twardzieli jest nieodpowiednim kryterium. Patrząc na ich niektóre role zarówno Deppa czy Willisa to są to role w kiczowatych filmach, więc do "śmietanki ambitności" nie do końca należą.
Cieszę się, że nie jesteś ślepo zapatrzona w Depp'a.
Co do oceny danego aktora, to uważam, że decydujące znaczenie ma tu fakt, czy akceptujemy go wizualnie. Mniejsze znaczenie mają umiejętności aktorskie, bo jest to trudniejsze do weryfikacji i ma na to wpływ więcej czynników. Grę aktora odbieramy przede wszystkim wizualnie, więc "głosujemy" oczami. Wyżej cenimy tego aktora który wydaje nam się sympatyczny, którego moglibyśmy polubic prywatnie. Jest to więc ocena bardzo subiektywna. Ty lubisz Depp'a np. dlatego, bo jest dla Ciebie atrakcyjnym facetem (tak podejrzewam). Gdyby więc Johnny Depp wyglądał jak np. Bruce Willis, twój odbiór tego aktora byłby zupełnie inny. Poza tym uważam, że Depp to mistrz autokreacji i lanserstwa. Taki typowy celebryta. Chyba, że komuś się spodobał w Hollywood i ten ktoś go tak usilnie promuje.
Dla mnie umiejętności aktorskie mają bardzo duże znaczenie, w końcu o to chodzi w zawodzie aktora. Napisałam już gdzieś wyżej a nawet chyba w każdym poście moim za co lubię Deppa, więc nie będę się powtarzać, ale na pewno nie wspominałam o wyglądzie, także twoje podejrzenia są błędne. Może i masz rację, że to jak aktor wygląda decyduje o tym czy go polubimy, ale widocznie u mnie działa to odwrotnie :P u mnie gra aktorska wpływa na pozostałe czynniki. Przykładem może być Gary Oldman, który do przystojniaków nie należy i tak też uważałam dopóki nie zobaczyłam z nim jakiegoś filmu a mianowicie "Leona Zawodowca" facet powalił mnie na łopatki sposobem gry. Ta ekspresja, emocje, pasja, granie całym sobą oraz to przerysowanie teatralne sprawiły, że musiałam obejrzeć więcej filmów z jego udziałem, może niekoniecznie rewelacyjnych, ale z jego geniuszem aktorskim. Mało mnie obchodzi jego wygląd teraz nawet już nie zauważam, że kiedyś był brzydki :P więc jak widzisz nie jego "twarz" zdecydowała o tym , że go lubię. Te same czynniki wpłynęły, że lubię Deppa. Poza tym gdyby z tą wizualnością było tak do końca prawdą to musiałbym tez lubić tego nieszczęśnika Pattinsona z tego działającego na mnie jak <przepraszam za określenie> środek na przeczyszczenie filmu "Zmierzch". Facet przystojny w filmie i to bardzo, ale strawić go po prostu nie mogę nawet jego twarz tu nie pomaga. Swoją drogą na jakich filmach to się dziś młodzież kształcić musi :P
Ja też nie wspomniałem wprost o wyglądzie. Atrakcyjny to nie jest dokładnie to samo co ładny. W odbiorze danego aktora, kryterium urody jest tylko jedną z części składowych. Jak sama napisałaś najważniejsze jest czy danego aktora "trawimy" ale stwierdzamy to gł. na podstawie wrażeń wizualnych, bo przecież filmy się ogląda.
To wszystko co napisałaś o Oldman'ie to jest właśnie ocena jego "wizualności", która Ci odpowiada ale to nie musi oznaczać, że facet Ci się podoba. To dwie różne rzeczy.
Co do "Leona zawodowca", to mogę teoretycznie założyć, że Oldman zagrał tak jak mu reżyser kazał. Inny aktor z czupryną odegrał by te scenki podobnie. Możesz mi udowodnić, że to założenie jest błędne?
Co powoduje, że nie możesz strawić tego Pattinsona (przyznam się, że pierwszy raz o nim słyszę)? Przecież nie poznałaś go osobiście? Poza tym nie zawsze lubimy tylko ładnych ludzi i nie wszyscy ładni dają sie lubić.
Nie widzisz tego że zaprzeczasz sam sobie powoli ? Poza tym proszę się nie wyrywaj moich słów z kontekstu bo zmieniasz ich sens. Napisałam, że nie "trawię" Pattinsona i nie odnosiłam tego do kryterium lubienia czy nie lubienia danego aktora tak jak ty to uogólniłeś. To był tylko przykład. Nie znam go sobiście, ale znam go jako aktora i mogę oceniać, że w tej profesji jest płytki i musi się wiele nauczyć.i O to mi chodziło i że nawet jego ładna twarz mu nie pomaga. Poza tym kto napisał w poście powyżej że nie lubi Johnna Deppa bo nie lubi, więc co znasz go osobiście ? Więc jak zaczniesz mi coś zarzucać, zważ na to co sam wcześniej napisałeś, bo mam wrażenie, ze wszystko zaczyna się zapętlać i robi się bałagan.
Owszem film oglądamy i oceniamy go wizualnie ale w tej wizualności mieści się też sposób gry jakie emocje wyraża dana postać choćby przez gestykulację, mimikę, to co mówi i w jaki sposób mówi i czy przede wszystkim jest przekonujący.
[cytat]To wszystko co napisałaś o Oldman'ie to jest właśnie ocena jego "wizualności", która Ci odpowiada ale to nie musi oznaczać, że facet Ci się podoba. To dwie różne rzeczy. "[cytat] przepraszam a co ja pisałam powyżej w moim poście właśnie to, że twarz nie idzie zawsze w parze z rewelacyjną grą aktorską.
Gdyby reżyser pokazywał każdemu aktorowi jak ma grać, to każdy z nas mógłby być aktorem bez żadnego warsztatu. Owszem wskazuje, ale ważny jest też wkład samego aktora, to jak to wyrazi a Gary Oldman zagral to rewelacyjnie właśnie dlatego, ze ma tą charyzmę, pasję, energię i talent. Żaden inny aktor nie zagrałby tego w taki sposób bo nie jest Oldmanem no chyba, że właśnie Depp czy Ethan Hawke bo oni mają podobny sposób gry . Owszem inny ceniony aktor też mógłby to zagrać dobrze,ale w inny sposób bo w inny sposób oddaje emocje. Ale po tym występie Oldmana tylko takiego Stansfielda akceptuję. Czy wyobrażasz sobie np.: Toma Hanksa w tej roli ? Że mógłby zagrać w ten sam sposób bo ja nie a uważam, że jest doskonałym akotrem.
Co do Pattinsona, to ironizowałem. Wybacz, bedę starał wyrażać się jaśniej. Swoją drogą ciekawie rozumiesz słowo "strawić".
Po drugie ja już w pierwszym poście, który notabene, został "zablokowany" miałem odwagę przyznać się, że moja niechęć do Johnny'ego Depp'a jest bardzo nieobiektywna, że go nie trawię. Nie jest to żaden powód do wstydu. Ja nie uważam też, że mam rację tak go oceniając- to jest tylko moje zdanie i nie narzucam Ci swojej opinii. Ty zaś masz chyba problem ze zrozumieniem, że twoje oceny nie są dogmatami. Nawet jeśli też podobała mi się gra Oldman'a w "Leonie zawodowcu", oznacza to tylko, że mamy podobny gust. To nie matematyka- tu nie można przyłożyć linijki i stwierdzić, że ten aktor jest dobry czy zły.
Jeżeli ktoś ma tu problemy ze zrozumieniem to raczej nie ja. Czy w którymś z postów skrytykowałam cię, że nie lubisz Deppa i że jesteś w błędzie twierdząc tak, bo sobie nie przypominam tego. Owszem mogłam się nie zgodzić z tym co pisałeś na jego temat, ale w żaden sposób nie twierdziłam, że ja mam rację a ty jesteś w błędzie. Każdy z nas dokonał własnej oceny i ja ją uargumentowałam. Zawsze sobie cenię opinię innych i ją toleruję, ale nie koniecznie muszę się z nią zgadzać tak jak ty nie zgadasz się z moją, to naturalne na tym polega dyskusja. Zresztą sam stwierdziłeś, że dobrze, że nie jestem ślepo zapatrzona w Deppa, bo potrafiłam dostrzec, że jednak w jakimś stopniu poddaje się komercji. Po prostu chodzi o to, ze w ty w swoim przed ostatnim poście zmieniałeś kompletnie sens moich wypowiedzi a czasem pisałeś mi to co sama stwierdziłam wcześniej. Co do Leona i Oldmana to wytłumacz mi dokładnie o co ci chodziło w tym zdaniu ? Bo w poprzednim poście napisałeś, że każdy aktor z czupryną tak by to odegrał, więc nie wiem czy można to uznać za do końca pozytywną opinię, więc też odpowiedziałam ci co o tym myślę, chyba że czegoś nie zrozumiałeś albo ja źle odebrałam twoje zdanie. Owszem nie ma aktorów złych i dobrych ale są ci z talentem i go pozbawieni. Przecież sam chyba widzisz jak co niektórzy się męczą a widz razem z nimi.
Słowo strawić oznacza znosić. Napisałam że nie trawię czyli nie znoszę, nie przepadam za grą Pattinsona i uważam, że wiele musi się nauczyć. Więc raczej pojmuję to słowo jak większość osób.
"Przecież sam chyba widzisz jak co niektórzy się męczą a widz razem z nimi." - no właśnie problem w tym, że raczej tego nie widzę a trochę filmów już obejrzałem. Na ocenę filmu czy aktora ma wpływ tak wiele czynników, że nie potrafię obiektywnie stwierdzić, gdzie zaczyna się i kończy wkład własny aktora w ogólne wrażenie po filmie.
Postać Stansfield'a z "Leona zawodowca" zrobiła na mnie wrażenie ale to postać zrobiła na mnie wrażenie- nie aktor, bo nie wiem ile w tym było jego zasługi. Nie powiem też, że tylko Oldman'a akceptuję w tej roli, bo to by znaczyło, że mam ograniczoną wyobrażnię- nigdy nie mów nigdy.
I widzisz poraz kolejny skracasz moją wypowiedź zmieniając jej sens. Napisałam, że akceptuję Oldmana jako Stansfielda bo jego w tej roli zobaczyłam jako pierwszego i to mi wystarczy bo był rewelacyjny. Owszem masz rację tak została napisana ta postać, ale zadaniem aktora jest zbudować odpowiednie emocje a jak wiadomo to też już jest kwestia tego jaką osobą jest ten aktor i w jaki sposób wyraża emocje. Tak jak napisałam powyżej przykład Toma Hanksa, którego uważam za doskonałego aktora, patrząc nawet na dobór filmów o stokroć lepszego niż sam Gary Oldman. Ale to są kompletnie dwie różne osobowości w inny sposób oddające swoje emocje. Nie zaprzeczę, że Tom Hanks równie dobrze mógłby to odegrać, ale w inny sposób nigdy nie tak jak Oldman a Oldman tak jak Hanks. Przecież to jest oczywiste. Dla mnie osobiście postać Stansfielda powinna być taka jak ją zagrał Oldman bo tak sobie właśnie ją wyobrażałam, podkreślam osobiście. O to chodziło w mojej wypowiedzi a nie o to, że inni aktorzy zagraliby to beznadziejnie.
Poza tym mam do ciebie pytanie w takim razie w jaki sposób ty oceniasz aktora czy graną przez niego postać ? Bo chyba nie w taki sposób jak oceniłeś Johnnego Deppa czyli nie lubię bo po prostu nie lubię a do gry aktorskiej nic nie mam. Nie sądzisz, że to dość płytkie ? Zawsze myślałam, że aktora ocenia się po tym ja gra właśnie czy jest wiarygodny czy nie i czy sprawdza się w granej przez siebie postaci. Ile razy przecież sami reżyserzy mówiąc o filmach wspominają, ze ta rola właśnie została stworzona dla jakiegoś aktora bo on najbardziej się w nią wpasuje.
Aha dodam jeszcze, że nawet nie wiem jakbyśmy się starali w pełni obiektywna ocena nie jest możliwa ;)
"Ale po tym występie Oldmana tylko takiego Stansfielda akceptuję."- tak napisałaś. Tego zdania nie można inaczej rozumieć, więc proszę- nie broń się zarzucając mi, że przeinaczam Twoje słowa. To nie fair.
"O to chodziło w mojej wypowiedzi a nie o to, że inni aktorzy zagraliby to beznadziejnie."- a gdzie ja zarzuciłem Ci taką opinię? Proszę o cytat.
Oceniając aktora, nie "rozbieram" jego gry na czynniki pierwsze, nie "spuszczam" się nad tym, bo to jest bicie piany- sztuka dla sztuki. Zresztą, nie jestem zawodowym krytykiem- nie mam podstaw do profesjonalnej oceny (jeśli w ogóle coś takiego istnieje). Wydaje mi się, że liczy się ogólne wrażenie. Trudno to wyrazić słowami. Nie znam złych i dobrych aktorów. Nie potrafię tak wartościować. Znam np. takich, których lubię oglądać w filmach ale nie wiem czy są dobrzy w tym co robią. Ważne, że robią dobre wrażenie.
A dlaczego miałbym się bronić skoro wiem, że tak napisałam co więcej powtórzyłam to w dwóch postach więc raczej byłam tego świadoma. Tylko że wyjaśniłam na czym ta akceptacja polega na przykładzie Toma Hanksa więc nie wiem jak jeszcze klarowniej mam to wyjaśniać i nie będę się powtarzać po raz kolejny. Ale ty jak zwykle odniosłeś się do jednego zdania pomijając ogół wypowiedzi na ten temat. Inaczej myślę nie byłoby problemu.
W takim razie zadam kolejne pytanie. Jakie czynniki wchodzą dla Ciebie w to ogólne wrażenie o aktorze ? Co decyduje o tym, że jakiś aktor robi jednak to dobre wrażenie na tobie ?
Aha, napisałaś, że tylko takiego Stansfield'a akceptujesz ale dla Ciebie "tylko" nie oznacza "tylko i wyłącznie". To znaczy, że każde swoje zdanie, w zależności od mojej argumentacji, interpretujesz tak jak Ci jest wygodnie. Więc nie zasłaniaj się wyrywaniem z kontekstu albo zaraz wyjedziesz mi z tekstem, że to była hiperbola! Może to i sprytne ale niepoważne!
Co do odbioru aktora, to powiem Ci, że to jest chyba podobnie jak z zawieraniem przyjaźni. Liczy się pierwsze wrażenie, które zazwyczaj nie ulega już zmianie. Inaczej Ci nie wytłumaczę, bo nie umiem.
I ty dalej nie rozumiesz tego co napisałam, więc to nie ja interpretuję jak jest mi wygodniej. Dlaczego nie odniosłeś się do całej wypowiedzi na ten temat tylko kurczowo trzymasz się tego jednego zdania. Więc dobrze zacytuję swoje słowa jeszcze raz:1. "Gary Oldman zagral to rewelacyjnie właśnie dlatego, ze ma tą charyzmę, pasję, energię i talent. Żaden inny aktor nie zagrałby tego w taki sposób bo nie jest Oldmanem no chyba, że właśnie Depp czy Ethan Hawke bo oni mają podobny sposób gry . Owszem inny ceniony aktor też mógłby to zagrać dobrze,ale w inny sposób bo w inny sposób oddaje emocje. Ale po tym występie Oldmana tylko takiego Stansfielda akceptuję. Czy wyobrażasz sobie np.: Toma Hanksa w tej roli ? Że mógłby zagrać w ten sam sposób bo ja nie a uważam, że jest doskonałym aktorem." 2."Napisałam, że akceptuję Oldmana jako Stansfielda bo jego w tej roli zobaczyłam jako pierwszego i to mi wystarczy bo był rewelacyjny. Owszem masz rację tak została napisana ta postać, ale zadaniem aktora jest zbudować odpowiednie emocje a jak wiadomo to też już jest kwestia tego jaką osobą jest ten aktor i w jaki sposób wyraża emocje. Tak jak napisałam powyżej przykład Toma Hanksa, którego uważam za doskonałego aktora, patrząc nawet na dobór filmów o stokroć lepszego niż sam Gary Oldman. Ale to są kompletnie dwie różne osobowości w inny sposób oddające swoje emocje. Nie zaprzeczę, że Tom Hanks równie dobrze mógłby to odegrać, ale w inny sposób nigdy nie tak jak Oldman a Oldman tak jak Hanks. Przecież to jest oczywiste. Dla mnie osobiście postać Stansfielda powinna być taka jak ją zagrał Oldman bo tak sobie właśnie ją wyobrażałam, podkreślam osobiście." Rozumiesz tę różnicę czy jeszcze nie ? Bo cytując wiecznie to jedno moje zdanie wychodzi z tego, że innych aktorów w tej roli dyskryminuję a tak nie jest ,jak napisałam inny aktor też mógłby zagrać to świetnie, ale na swój własny sposób nie tak jak Oldman, a wg moich osobistych odczuć i wyobrażeń <z podkreśleniem na osobiste> tak miał wyglądać Stansfield i moim zdaniem ta rola została dla niego stworzona podkreślam jak dla mnie. Każdy inny może uważać inaczej. Poza tym rzeczą normalną jest, że jakiegoś aktora widzimy w jakiejś roli bardziej a innego mniej tak jak jakiegoś aktora bardziej lubimy a innego mniej czyli ja lubię Deppa a nie przepadam za Willisem u ciebie jest na odwrót.
I proszę cię przestań z tym zasłanianiem się czy bronieniem, bo ja się przed niczym nie bronię, po prostu staram ci się uzmysłowić sens mojej całej wypowiedzi. Tak samo ja bym mogła ci teraz napisać przestań zasłaniać się wiecznie moim jednym zdaniem, nie odnosząc się do reszty wypowiedzi. Chodź podejrzewam, ze i tak dalej tego nie zrozumiesz.
Co do mojego pytania to jak na razie nic jeszcze nic mi nie wytłumaczyłeś bo wiecznie widzę jak pada słowo ogólne wrażenie albo jak teraz pierwsze wrażenie. No dobrze, ale co zalicza się do tego ogólnego czy pierwszego wrażenia bo chyba nie to że spojrzysz i mówisz o ten aktor jest fajny ?Czy to gestykulacja, czy mimika, sposób wypowiadania się czy wygląd ?
Właśnie tak robię- spoglądam i mówię: o ten aktor jest fajny! Resztę masz w moich postach. Potrafisz to zrozumieć?