mysle ze wiekszosc polskich fanow zna go z "Leona Zawodowca" "Draculi" ewntualnie z "Piatego elementu"
ale rola Oldmana w "Sidzie i Nancy" byla poprostu boska (jakbym widzial zmartwychwstalego Sida)i bardzo niedoceniona(powinien dostac przynajmniej nominacje do oskara) wiekszosc z widzow na imdb uwaza ,ze to jego najlepsza rola w karierze - ja rowniez tak mysle
10/10
Zgadzam się, świetna rola. Byłam nią swego czasu wstrząśnięta.
Mam nadzieję, że jego najlepsza rola jest jeszcze przed nim...
Och ,,Sid i Nancy" to taka pozycja ponadczasowa. Obowiązkowa. Nie zapomnę mojego pierwszego razu z tym filmem... Miałam duże obawy, jako zapalona fanka Sex Pistols, nie darowałabym sobie, gdyby aktor którego darzę miłością platoniczną spartaczył te rolę.
A tu Cud.
Wrócił Sid.
Młody, gniewny...
Właśnie taki.
To jak Gary wykonał partie wokalne powaliło mnie na kolana. W pewnych momentach lepsze od oryginału. Dosłownie. Wybacz mi Sidzie gdziekolwiek jesteś!
"To jak Gary wykonał partie wokalne powaliło mnie na kolana. W pewnych momentach lepsze od oryginału. Dosłownie."
heh no wiesz nie umniejszajac talentowi wokalnemu Gary'ego (bo taki posiada ponad wszelka watpilwosc np.http://www.youtube.com/watch?v=7-I-UKYdbpA)
to bycie lepszym wokalista czy basista od Sida nie jest,az tak wielkim wyczynem , poniewaz Vicious o jednym i o drugim nie mial zbyt wielkiego pojecia
Przyznaję nie miał Sid wielkiego talentu muzycznego - ledwo potrafił prawidłowo trzymać gitarę ;-) a tak serio: tu po prostu chodzi o image, styl bycia, dla mnie Vicious to już legenda, to osobna marka. Nie przeszkadzało mi, że fałszował, dla mnie zawsze śpiewał idealnie.
On nie musiał on był po prostu sobą.
,,he's a fucking star"