Zgadzam się! Cieszyłam się jak dziecko. Można powiedzieć tylko: no w końcu...
Chociaż szczerze mówiąc nie wydaje mi się, aby jego rola w "Zjawie" była jakoś szczególnie porywająca. Ale Oscar należał mu się za te wszystkie wspaniałe role, za które nie został nagrodzony statuetką. Tak patrzę na tego Oscara.
Ja oglądałam to na żywo... wzruszyłam się niesamowicie
Cała sala biła brawo na stojąco, Leo szedł po Oscara w tle pięknego tematu ze Zjawy. Leo mówił trzy minuty.
" Let us not take this planet for granted. I do not take tonight for granted. "
:D Myślałam, że powie coś w stylu: "Nareszcie!" albo że nie będzie mógł powstrzymać radości, a tu opanowanie na maksymalnym poziomie. :D
Bo w ogóle „Zjawa” wyjątkowo poruszając nie była.
Szczerze mówiąc już za młodu w „Co gryzie…” powinien dostać Oskara, albo za „Titanica” lub „Wyspę tajemnic” - bo jego postać wniosła tam bardzo dużo - po pierwsze intrygowała po drugie wnosiła wiele nadziei, pozytywnego myślenia, ale też smutku, gniewu i w ogóle wszystkich emocji, które można doświadczyć oglądając dobry film.