"Dalíland" to zarówno historia o dojrzewaniu, jak i dosadny, zabawny i empatyczny portret kryzysu na późnym etapie życia jednego z największych artystów XX wieku.
Akcja serii rozgrywa się w 1971 roku na odległych terenach należących do plemienia Navajo w pobliżu Monument Valley. Główną postacią jest porucznik Joe Leaphorn (Zahn McClarnon) z policji plemiennej, który staje do walki z serią pozornie niepowiązanych ze sobą przestępstw. Zbliżając się do prawdy, odkrywa tajemnice ze swojej przeszłości. W tej podróży towarzyszy mu jego nowy zastępca, Jim Chee (Kiowa Gordon), który także ma do wyrównania stare rachunki z młodości spędzonej w rezerwacie. Mężczyźni wspólnie walczą z siłami zła, sobą nawzajem i własnymi demonami na drodze do zbawienia.
Fotografik Anthony próbuje rozwikłać tajemnicę Candymana, upiora, o którym krąży wiele makabrycznych historii w dzielnicy Cabrini-Green, gdzie właśnie zamieszkał.
Gdy pewnej mroźnej nocy burza śnieżna odcina od świata małe amerykańskie miasteczko, mieszkańcy odkrywają, że w okolicy zaczyna grasować tajemnicza bestia.
Pełna werwy seniorka broni bliskiej jej sercu okolicy przed diabelskimi siłami, które przejęły władzę nad lokalnym salonem do gry w bingo i mordują mieszkańców w makabryczny sposób.
Nade wszystko ceniący niezależność dr Max Goodwin zostaje dyrektorem najstarszego szpitala w USA. Teraz każdy dzień to nowa rewolucja - dla dobra pacjentów.
Doradca finansowy ucieka z rodziną z Chicago do Krainy Ozark w stanie Missouri, gdzie musi wyprać 500 milionów dolarów, by spłacić swój dług wobec bossa narkotykowego.
Tatiana w ramach szkolnego projektu pisze list do ulubionej postaci - angielskiego dyktatora na Wyspach Karaibskich. Wkrótce, po politycznym przewrocie, mężczyzna traci swoją pozycję i, szukając schronienia, zamieszkuje garaż nastolatki.
Terror pojawia się w pozornie najbezpieczniejszym miejscu w tym pełnym napięcia thrillerze z Natashą Henstridge, Jasonem Patric’em i Scottem Adkinsem w rolach głównych.
Kelly Reichardt adaptuje trzy historie autorstwa Maile Meloy, w których snuje opowieści o życiu różnych kobiet z Montany. Skupia się przy tym głównie, choć nie wyłącznie, na trzech: zestresowanej prawniczce, opiekunce domowego ogniska i samotnej ranczerce. Każda z nich czegoś desperacko szuka, za czymś tęskni, próbując z godnością podejmować wyzwania dnia codziennego. Reżyserka drobiazgowo prezentuje odmienne oblicza swoich bohaterek, pozwalając każdej z nich rozkwitnąć na ekranie, nawet jeśli tylko przez kilka pojedynczych scen. To autentyczne, kompleksowe studium przypadków, wyważone, zaprezentowane z wyczuciem, bez popadania w nadmierny sentymentalizm. Eleganckie i mądre. Po premierowym pokazie na Sundance i późniejszym w Toronto krytycy rozpływali się w zachwytach, chwaląc grające w Certain Women znakomite aktorki i samą reżyserkę, którą recenzent „Variety” określił jako najbardziej subtelną artystkę spośród wielkich współczesnych amerykańskich twórców filmowych.
Linda przybywa do hipisowskiej komuny sprawiającej wrażenie sielankowego miejsca, gdzie zostaje przyjęta z otwartymi ramionami. Wkrótce razem z Mansonem zaczyna angażować się w działalność przestępczą.