Recenzja filmu Tajemnice Joan (2018)
Trevor Nunn

...tym gorzej dla prawdy

Na śmietniku wylądowały wszystkie elementy czyniące z historii kobiety oskarżonej o szpiegostwo na rzecz ZSRR opowieść jedyną w swoim rodzaju. Shapero, a za nią i reżyser Trevor Nunn, zastąpili ...
Filmweb sp. z o.o.
Biedne życie. Podobno jest najlepszym na świecie scenarzystą. Nie mam jednak żadnych wątpliwości, że jest też najbardziej wykorzystywanym i niedocenianym. Gdy tylko jego wspaniałe historie trafią w łapy twórców pozbawionych umiejętności samodzielnego wymyślania ekscytujących opowieści, zaczynają dziać się straszne rzeczy. Wystarczy wybrać się na "Tajemnice Joan", by doświadczyć prawdziwego okrucieństwa filmowych dyletantów.

photo.title

Nominalnym punktem wyjścia dla fabuły jest niezwykła historia Melity Norwood. Zrobiło się o niej głośno w 1999 roku za sprawą Wasilija Mitrochina, archiwisty Zarządu Głównego KGB, który przekazał Wielkiej Brytanii całą masę informacji na temat działalności szpiegowskiej i tajnych akcji ZSRR z czasów zimnej wojny. Jeśli jednak ktoś z Was jakimś cudem zna biografię Angielki, to nie będzie w stanie rozpoznać jej w bohaterce filmu. Historia Norwood zainspirowała bowiem powieść Jennie Rooney pod tytułem "Tajemnice Joan". I dopiero na podstawie tej książki Lindsay Shapero napisała scenariusz.

Zarówno Rooney jak i Shapero nie wydawały się zainteresowane niezwykłymi losami Norwood. Uznały, że mogą przygotować coś dużo ciekawszego. Niestety ich postępowanie można opisać jednym zdaniem: "Jeśli fabuła nie zgadza się z prawdą, tym gorzej dla prawdy" (parafrazując słynną maksymę). Na śmietniku wylądowały więc wszystkie elementy czyniące z historii kobiety oskarżonej o szpiegostwo na rzecz ZSRR opowieść jedyną w swoim rodzaju. Shapero, a za nią i reżyser Trevor Nunn, zastąpili je banałami, które w kinie już dawno się znudziły. Angielscy komuniści są tu bezbarwnym tłumem postaci skopiowanych z wcześniejszych filmów o podobnej tematyce (postać Williama Mitchella wydaje się żywcem wyjęta z "Innego kraju"). A tytułowa bohaterka jest mdłym indywiduum, któremu kolorytu dodaje wyłącznie to, że w jej starszą wersję wciela się Judi Dench.

photo.title

Oczywiście nawet banał można było uratować, gdyby tylko znalazł się ktoś ze smykałką showmana, potrafiący czynić cuda w prezentacji materiału. Nunn jednak nie umiał wykrzesać z siebie nawet minimum talentu niezbędnego, by wznieść się ponad przytłaczający ciężar fabularnej miernoty. Jedyne, czym potrafił zaskoczyć, to całkowitym brakiem umiejętności korzystania z aluzji. Nunn jest beznadziejny w dotrzymywaniu tajemnic. Widać to w każdej scenie, w której za postępowaniem bohaterów stoją ukryte motywy. Zamiast delikatnych, ledwie zauważalnych aluzji, twórca robi wszystko, byśmy zauważyli, że postępowanie postaci nie jest tak niewinne, jak się nam wydaje. Tu zatrzymuje kamerę na jakiejś osobie o sekundę za długo, tam nakazuje aktorom dać widzom znać nadekspresją lub jednoznacznym spojrzeniem, że dochodzi do perfidnej manipulacji. Czyni to z "Tajemnic Joan" parodię filmów szpiegowskich. Zaś postacie otaczające Joan z powodzeniem odnalazłyby się w cyklu o Austinie Powersie.

photo.title

Niewiele lepiej wygląda prowadzenie przez Nunna aktorów. Reżyser wyraźnie stawia na przesadę w każdej scenie, w której portretowane jest emocjonalne wzburzenie. Jakby punktem odniesienia były dla niego sceny z latynoskich telenowel, szczególnie te, w których ujawniane są skrywane tożsamości (nieznane siostry, ojcowie uważani za martwych itp.). Nunn nie oszczędził nawet największej gwiazdy swego filmu. Scena omdlenia to popis tak złej gry Judi Dench, jakiej w jej wykonaniu nie widzieliśmy od wielu, wielu lat. Jednak dziewięciokrotna laureatka nagród BAFTA ma tyle doświadczenia, że ratuje film, gdzie tylko może. Są więc i takie sceny, w których mimo wszystko jest w stanie robić bardzo dobre wrażenie. Posiadający znacznie skromniejsze filmowe portfolia Sophie Cookson i Tom Hughes nie mieli jednak pod kierownictwem Nunna najmniejszych szans, by pokazać, na co ich stać.

Wyszło więc jak zwykle: życie napisało ciekawy scenariusz, a widzowie dostali bezkształtną papkę.
Czy uznajesz tę recenzję za pomocną? 37% uznało tę recenzję za pomocną (41 głosów).
Marcin Pietrzyk
ocenia ten film na:
1 10 2/10 bardzo zły
Ostatnio odwiedzone
wyczyść historię