Recenzja serialu Dark (2017)
Baran bo Odar

Allein in der Dunkelheit

Co by było, gdyby Bracia Grimm żyli współcześnie i pracowali dla Netflixa, a ten postawiłby przed nimi zadanie napisania oraz zekranizowania wciągającej opowieści, przy okazji w obrazowy sposób ...
Filmweb sp. z o.o.
  • recenzja TV Dark (2017)
Będę całkowicie szczery, stwierdzając, że główny plakat promujący niemiecką produkcję spod szyldu Netflixa jest zarazem jego idealnym opisem. W każdym razie ja otrzymałem dokładnie to, co przeczuwałem odnośnie "Dark" (nie widząc wcześniej żadnych trailerów bądź teaserów) – tajemniczą i mroczną, a przy tym magicznie fascynującą historię. Biorąc pod uwagę, że przecież "przed chwilą" Netflix uraczył fanów drugim sezonem "Stranger Things", podjęcie decyzji o nakręceniu równolegle serii o bardzo podobnej tematyce nie wydawało się zmyślnym pomysłem. A jednak...

Podobieństwa faktycznie da się zauważyć, zwłaszcza z początku: paczka nastolatków, małe miasteczko (gdzie wszyscy się znają), w tle enigmatyczny korporacyjny moloch (tutaj: elektrownia atomowa), cień rodzinnych tajemnic (chowanych za fasadą sąsiedzkich życzliwości)... Nagłe zniknięcie chłopca! Ono staje się zarzewiem, za sprawą którego zaczną puszczać u wielu blokady, tyle lat starające się oddzielać pamięć od mętnej przeszłości – prowadzić to będzie do miejsca niepojętego, które nie powinno nigdy zostać odkryte.

Jednakże analogia między amerykańską i niemiecką wariacją kończy się zasadniczo na wyżej wymienionym rdzeniu. "Dark" bardzo szybko zacznie nas prowadzić w zupełnie innym kierunku fabularnym (także w zupełnie inny sposób), a mianowicie: co by było, gdyby Bracia Grimm żyli współcześnie i pracowali dla Netflixa, a ten postawiłby przed nimi zadanie napisania oraz zekranizowania wciągającej opowieści, przy okazji w obrazowy sposób poruszającej temat determinizmu i fizyki kwantowej? – tak z grubsza. Jeśli to kogoś nie zainteresowało, to ja już bardziej pomóc nie mogę.

Zostawiając już samą fabułę, to baśniowe skojarzenia mimowolnie przychodzą na myśl, jeśli chodzi o same zdjęcia. Niektóre ujęcia w otoczeniu drzew były tak piękne, że wydawały mi się namalowanymi przez jakiegoś uzdolnionego naśladowcę Jean-Honoré Fragonarda lub Caspara Friedricha. Rzecz jasna czar pryskał w poważnym stopniu, gdy intryga zabierała nas w rejony zurbanizowane, ale nie na tyle, by poważnie psuć klimat.

Co ciekawe, tempo akcji starało się, w moim odczuciu, dopasować do wszędobylskiego klimatu baśniowej senności. Przy początku i w środku historii, nasi bohaterowie postępują w sposób stonowany (mimo zdarzających się im, dynamiczniejszych wyskoków). Nawet coraz to nowe wątki nie powodują zbytniej zmiany w ich zachowaniu. Być może jedna z postaci na tle reszty sprawia wrażenie o wiele bardziej zdeterminowanej i impulsywnej, ale w jej przypadku taka aktywność jest w pełni"usprawiedliwiona". Jednak "Dark" w końcowych odcinkach gwałtownie przyśpiesza, wyławia widza z głębokiego zanurzenia w metafizycznej fabule i cuci go przyśpieszonymi wykładami naukowymi – oczywiście są one umiejętnie wplecione w serialową treść (chociaż nie były wystarczająco czytelne przez ten cały pośpiech), więc nie będę ich traktował jako olbrzymi zarzut. Po prostu zakończenie sezonu wydaje się nieco za szybko wyegzekwowane i podąża w stronę niepotrzebnego kompromisu, który niejako zrywa z początkowymi założeniami opowieści.

Aktorzy biorący udział w przedsięwzięciu byli dla mnie zupełnie anonimowi, lecz zagrało to na plus dla serwowanych na ekranie zdarzeń – każdego aktora i aktorkę odbierałem autentycznie, jako postać z miasteczka w Niemczech. Z tego profesjonalnego grona, kroki naprzód robią na pewno młody Louis Hofmann (Jonas) i Oliver Masucci (Ulrich), których postacie mają"najwięcej do powiedzenia" w tej historii.

"Dark" to rewelacyjnie wykonany, nieszablonowy i klimatyczny serial. Obawiam się jednak, czy jego kolejny sezon będzie w stanie wywrzeć na nas takie samo wrażenie jak ten pierwszy – zwłaszcza mając na uwadze dość jasno przedstawioną w ostatnim odcinku koncepcję dla kontynuacji perypetii mieszkańców Winden. Chociaż z drugiej strony, niewielu też zapewne spodziewało się, że kameralny, europejski"czaso-upychacz" może konkurować na pokrewnym polu z hitem "Stranger Things". Dziś mogę stwierdzić, że nawet go przebił.
Czy uznajesz tę recenzję za pomocną? 92% uznało tę recenzję za pomocną (85 głosów).