Recenzja filmu Robaczki z Zaginionej Dżungli (2018)
Hélène Giraud
Thomas Szabo

Dobranocka dla rodziców

Jeśli Wasze pociechy zdołają skupić swoją uwagę na przygodach sympatycznych biedronek, mrówek i gąsienic, sami będziecie mogli przymknąć oczy i wpaść w objęcia Morfeusza. Wszyscy wygrywają. 
Filmweb sp. z o.o.
Pięć lat temu swoją premierę miała animacja "Robaczki z Zaginionej Doliny". Film musiał znaleźć wystarczająco dużo fanów, ponieważ doczekał się kontynuacji, która właśnie trafiła do polskich kin. Do pewnego stopnia jest to zaskakujące. Twórcy obu filmów - Hélène Giraud i Thomas Szabo - zaproponowali bowiem oryginalne podejście do opowiadania dzieciom bajek o zwierzętach. Jest ono na tyle odmienne od przyjętych na rynku animacji standardów, że można było powątpiewać, czy znajdzie się wystarczająco duże grono odbiorców. Z drugiej strony owa inność jest tak naprawdę jedynym atutem "Robaczków z Zaginionej Dżungli".

photo.title

Przede wszystkim jest to film hybrydowy. Pojawiają się tu żywi aktorzy, część plenerów również jest rzeczywista. Na to naniesione zostały wykreowane przez grafików komputerowych zwierzątka. Głównie stawonogi, choć nie tylko. Tym żyjątkom nadano wiele cech antropomorficznych, dzięki czemu widzom łatwo przyjdzie zrozumienie ich zachowania, motywacji, emocji. Jest to niezwykle istotne, ponieważ twórcy zrezygnowali z języka. Bohaterowie filmu wydają dźwięki, które imitują mowę. Nigdy jednak nie wypowiadają słów zrozumiałych dla ludzi. Wszystko przekazywane jest widzom za pomocą mowy ciał oraz poprzez wyraziste interakcje między bohaterami.

Twórcy garściami czerpią z pantomimy i tradycji kina niemego. I trzeba przyznać, że efekt jest zaskakująco dobry. Większość młodej widowni nie będzie miała najmniejszych problemów ze śledzeniem fabuły. Brak słów działa wręcz na korzyść, zwiększa bowiem zaangażowanie dzieci, które mogą podczas seansu komentować zachowania żyjątek, dopowiadać sobie, co one myślą, mówią, czują. "Robaczki z Zaginionej Dżungli" mają więc dużą wartość edukacyjną, ucząc najmłodszych wrażliwości na komunikację niewerbalną.

photo.title

Niestety ma to swoją cenę, którą muszą zapłacić dorośli. Film nie ma bowiem nic do zaoferowania starszej widowni. No, może poza przekonaniem ich, że są dobrymi rodzicami, ponieważ zabrali dzieci na film, który nie jest ogłupiającą kolorową papką. Fabuła jest mocno pretekstowa, a twórcy nie mają najmniejszych obiekcji przed chodzeniem na skróty, łączeniem niepowiązanych ze sobą zdarzeń w łańcuch przyczynowo-skutkowy lub też wrzucaniem bohaterów dokładnie tam, gdzie są najbardziej w danej chwili potrzebni. Jeśli dorośli nie zdołają wykrzesać w sobie iskry, by bawić się slapstickowymi scenami pościgów czy też zabawnymi dźwiękami, jakie wydają tytułowe robaczki, to muszą być przygotowani na ciężką przeprawę.
 
photo.title

Jeśli Wasze pociechy zdołają skupić swoją uwagę na przygodach sympatycznych biedronek, mrówek i gąsienic, sami będziecie mogli przymknąć oczy i wpaść w objęcia Morfeusza. Dla zmęczonych dorosłych film Giraud i Szabo może być naprawdę znakomitą dobranocką, a prawdopodobieństwo, że dzieciaki wyjdą z kina z miłymi wspomnieniami, jest bardzo wysokie. Wszyscy  wygrywają. 
Czy uznajesz tę recenzję za pomocną? 30% uznało tę recenzję za pomocną (10 głosów).
Marcin Pietrzyk
ocenia ten film na:
1 10 5/10 średni