Recenzja filmu K-PAX (2001)
Iain Softley

Dzieło doskonałe

W swoim życiu widziałem wiele filmów, ale żaden nie zrobił na mnie takiego wrażenia. Filmy pokroju "K-PAX" zwykło się określać kinem zjawiskowym. Dlaczego tak sądzę...? Oto moja skromna próba ...
Filmweb sp. z o.o.
  • recenzja kinowa K-PAX (2001)
W swoim życiu widziałem wiele filmów, ale żaden nie zrobił na mnie takiego wrażenia. Filmy pokroju "K-PAX" zwykło się określać kinem zjawiskowym. Dlaczego tak sądzę...? Oto moja skromna próba opisu dzieła, którego wymowę trudno ująć w słowa.

Już sam tytuł przyciąga uwagę swoją niezwykłością. Pax oznacza (s)pokój. Więc K-Pax to może klucz do pokoju...? Taka interpretacja tytułu jak najbardziej pasuje do treści zawartej w filmie i do przesłania jakie z sobą niesie.

Oto poznajemy Prota (Kevin Spacey), który pojawia się na początku niczym zjawa pośród zgiełku codzienności. Wyciszony, wydaje się lekko zagubiony jakby zupełnie z innej bajki. Jego "inność" zostaje szybko spostrzeżona i pochopnie zinterpretowana. Jako "odmieniec" zostaje skierowany w stosowne miejsce - do kliniki psychiatrycznej.
W klinice swoje obowiązki pełni dr Mark Powell (Jeff Bridges). Jego praca, związana z terapią osób psychicznie chorych, po wielu latach staje się rutynowym zajęciem, nie wnoszącym żadnych większych emocji zarówno w życie zawodowe jak i prywatne.
Nagle na drodze szacownego doktora pojawia się kolejny pacjent - Prot. Od tego momentu jego życie nie będzie już wyglądało tak jak dawniej...

"K-PAX" jest świetnie skonstruowanym dziełem, idealnie łączącym w sobie każdy z elementów składowych doskonałego filmu.

Rozpoczynając od sposobu realizacji a kończąc na muzyce film dopracowany jest w najmniejszych szczegółach. Perfekcyjne operowanie kamerą przez Johna Mathieson'a nadaje obrazowi aury niezwykłości. Piękne kadry, płynne przejścia, gra światłem zmieniają zwykły świat w fantazyjną opowieść.

Na szczególne wyróżnienie zasługuje muzyka stworzona przez Eda Shearmur'a. Rytmiczne, instrumentalne brzmienie wydaje się idealne współgrać z atmosferą filmu i przez swój charakter dyskretnie podkreśla wymowę scen, w których zostało zastosowane. Finałowa piosenka Sheryl Crow "Safe and Sound" stanowi wspaniałe zwieńczenie całej opowieść (po seansie warto jej wysłuchać do samego końca - czeka niespodzianka :)

Scenariusz oparty na pierwowzorze literackim autorstwa Gene'a Brewer'a płynnie prowadzi widza przez kolejne odsłony filmu aż do zaskakującego finału. Nie ma tutaj pustych, nieprzemyślanych ujęć czy przekolorowanych scen. Każdy fragment filmu jest dokładnie dopracowany i dobrze zlokalizowany w czasie. To wszystko sprawia, że dzieło wyreżyserowane przez Iaina Softley'a ogląda się wyjątkowo przyjemnie.

Na końcu kluczowy element czyli obsada aktorska. Z czystym sumieniem mogę przyznać, że pierwszoplanowy duet aktorski Bridges - Spacey stanął na wysokości zadania. Począwszy od pierwszego spotkania w klinice, aż do ostatnich momentów filmu mamy do czynienia z aktorstwem najwyższych lotów. To właśnie inteligentne, pełne rzeczowych argumentów i oryginalnych zachowań rozmowy głównych bohaterów stanowią o sile oddziaływania całego filmu.
Aktorzy drugo- i trzecioplanowi również świetnie wywiązują się ze swoich ról, doskonale uzupełniając kreacje głównych bohaterów.

Tak naprawdę dla mnie "K-PAX", to dwa filmy w jednym. Scena w ogrodzie kiedy Prot doznaje nagłego ataku traumatycznych wspomnień stanowi pewnego rodzaju granicę między dwoma światami.
"Pierwsza cześć" filmu, stara się odpowiedzieć na odwieczne pytanie ludzkości: Czy jesteśmy sami we wszechświecie? Rzeczowe wywody Prota pobudzone dociekliwymi pytaniami dr Powella są próbą odpowiedzi. Sposób prezentacji całości zagadnienia oraz dobór argumentów zasługują na najwyższe uznanie. Nie napotkamy tutaj truizmów i prostych odpowiedzi. Ten film daje do myślenia.
"Druga część" ukazuje głębię ludzkiej psychiki i opowiada o tym kim my - ludzie jesteśmy. Poznając stopniowo razem z dr Powellem sekret Prota dowiadujemy się również więcej o nas samych. Napięcie związane z wielką niewiadomą rośnie z każdą minutą filmu, aż do zaskakującego finału, który wbrew pozorom stawia więcej pytań niż daje odpowiedzi.

Podsumowując mogę jedynie napisać, że słów mi brakuje, aby w pełni oddać wspaniałą, cudownie wyjątkową atmosferę "K-PAX". Ten film po prostu trzeba zobaczyć. Osobiście uważam, że dobre kino nie pozwala zapomnieć o sobie jeszcze długo po seansie. "K-PAX" z pewnością należy do elitarnego grona arcydzieł światowej kinematografii, które na długo pozostają w pamięci tych, którzy je widzieli.
Czy uznajesz tę recenzję za pomocną? 95% uznało tę recenzję za pomocną (143 głosy).
Lokot
ocenia ten film na:
1 10 10/10 arcydzieło!

przeczytaj również recenzje użytkowników (6)

zobacz wszystkie