Recenzja filmu Operacja Człowiek w czerni (2018)
Grethe Bøe-Waal

Dziurawa sprawa

 Trudno odczytać, dla kogo "Operacja Człowiek w czerni" jest tak naprawdę przeznaczona. Zaś ogólne wrażenie jest mało pozytywne. To rzecz przejaskrawiona, popadająca w niezamierzoną groteskę, ...
Filmweb sp. z o.o.
Małe miasteczko. Zielona polana, na której ktoś zaczął wykopywać dołki. Dwoje dzieci, których zainteresowała ta sprawa. Zaczynają więc prowadzić własne śledztwo, dzięki czemu poznają zwyczaje sprzed lat i trafią na trop pewnej kradzieży. Tak pokrótce wygląda familijna produkcja z Norwegii zatytułowana "Operacja Człowiek w czerni".

Połączenie kina detektywistycznego z familijnym ma długą tradycję, również w Polsce. Jednak ostatnimi czasy wykorzystywane bywa jakby rzadziej. Miło więc, że Grethe Bøe-Waal postanowiła po niego sięgnąć. Choć po prawdzie, nie jest to jej oryginalny pomysł. "Operacja Człowiek w czerni" jest bowiem ekranizacją powieści Jørna Liera Horsta, jednej z 17 tomów cyklu przygód młodocianych detektywów.

photo.title

Fabularny punkt wyjścia, który film zawdzięcza książce Horsta, jest najlepszym elementem filmu Bøe-Waal. Pomysł dowodzi, że twórcy nie boją się poruszać poważnych tematów, które wiele osób wolałoby pominąć w opowieściach skierowanych do młodych odbiorców. W tym przypadku mamy chociażby temat samobójczej śmierci i to, jak była ona traktowana w chrześcijaństwie. Pojawia się również problem bezdomności i odbierania dzieci kobietom niezdolnym do zapewnienia im minimum warunków niezbędnych do przetrwania.

To godne pochwały, że twórcy "Operacji Człowiek w czerni" nie boją się sięgać po trudne tematy. Szkoda więc, że nie przystają one do formy, jaką dla swojego filmu wybrała reżyserka. Zgrzyta przede wszystkim praca kamery oraz montaż. Bøe-Waal często operuje na zbliżeniach, które nie mają najmniejszego uzasadnienia w tym, co próbuje się przekazać widzom. Nadużywane są również cięcia montażowe polegające na krótkim zwróceniu uwagi na jakąś postać lub element filmu, nawet w sytuacjach, kiedy nie ma to większego sensu. Czyni to z "Operacji Człowiek w czerni" rzecz nadzwyczaj uproszczoną. Przypomina zachowanie dorosłego, który próbując rozbawić dziecko, zasłania dłońmi twarz, a potem nagle ją odsłania, robiąc dziwne miny i wydając zabawne dźwięki. Takie postępowanie jest jak najbardziej zasadne, kiedy skierowane jest do niemowlaka. W innych okolicznościach musi jednak budzić duże wątpliwości.

photo.title

Kiedy więc z jednej strony mamy całkiem poważne tematy podejmowane w fabule, a z drugiej strony historia opowiadana jest w sposób skrajnie infantylny, prowadzi to do poważnego dysonansu poznawczego. Trudno odczytać, dla kogo "Operacja Człowiek w czerni" jest tak naprawdę przeznaczona. Zaś ogólne wrażenie jest mało pozytywne. To rzecz przejaskrawiona, popadająca w niezamierzoną groteskę, rażąca mało profesjonalnym wykonaniem. A przecież wystarczyło potraktować film zwyczajnie, bez formalnych fajerwerków, by wyszło z niego solidne, nawet jeśli mało oryginalne, dzieło, na którym mogłyby się dobrze bawić wszystkie dzieciaki lubiące rozwiązywać zagadki i odkrywać tajemnice świata.
Czy uznajesz tę recenzję za pomocną? 0% uznało tę recenzję za pomocną (1 głos).
Marcin Pietrzyk
ocenia ten film na:
1 10 3/10 słaby
Ostatnio odwiedzone
wyczyść historię